W domu u mojej ciotki coś się zmieniło, sama nie wiem. Cała atmosfera się jakby polepszyła. Zawsze było tak smutno i ponuro ,a dzisiaj każdy jest taki radosny ,a w tym moja mama. Jeśli ona się uśmiecha to ja też. Kiedy zabrałam torby z bagażnika niebieskiego auta mojego wujka od razu weszłam przez otwarte drzwi wejściowe do mieszkania mojej cioci. Blok był mały, miał tylko jedno piętro. Ona wraz ze swoim mężem mieszkali na parterze. Po wejściu kazali mi odłożyć ciężki bagaż na podłogę i zamknąć oczy. Tak też zrobiłam. Ciocia złapała mnie za nadgarstek mocno ścisnęła jednak przez podekscytowanie nie poczułam bólu tak jak powinnam. Słyszałam dziwne śmiechy i dźwięki. Może kupili w końcu zwierzątko? Jednak po otwarciu oczu ujrzałam leżące na skórzanym łóżku w dziwnym dziecięcym krześle chłopczyka który bawił się fioletową grzechotką. Miał na sobie niebieskie śpioszki i niebieską pod kolor ubranka czapeczkę w misia. Łzy zaczęły mi napływać do oczu kiedy zrozumiałam co było przyczyną "przytycia" ciotki i kiedy mama prawie mi wyznała dlaczego była w szpitalu. Podeszłam powoli od razu do maleństwa i zaczęłam się z nim komunikować po dziecięcemu.
- Uroczy prawda? - spytała matka.
- Nawet bardzo! jak ma na imię? - spytałam się zarówno matki jak i cioci.
- Roney - odpowiedziały w tym samym czasie. Uśmiechnęłam się.
- Bardzo ładnie - odparłam, naprawdę mi się podoba. Spojrzałam się na małego Roney'a kiedy ktoś nagle wszedł do pokoju zdyszany. Odwróciłam się i wzrok pokierował mnie na mojego kuzyna Dan'a. Zauważyłam ,że ma podbite oko i rozciętą porządnie wargę. Z lewej brwi leciała jeszcze krew. Ja byłam w szoku ,a dwie kobiety stojące przede mną zamarły.
- Co do cholery się stało synku!? - zaczęła pierwsza ciotka.
- Napadli na mnie mamo! powiedzieli ,że zrobią to jeszcze raz jeżeli.. - i w tym momencie zaczął płakać. Pomimo faktu ,że ten piętnastolatek za dzieciństwa mnie denerwował jak nikt inny postanowiłam podejść i go przytulić bo widać nikt nie miał takiego zamiaru.
- Cześć Ana - powiedział płacząc w mój turkusowy sweterek. Odsunęłam się do niego, kiedy po chwili spojrzałam w jego zaszklone oczy pełne rozpaczy. Nigdy nie zauważyłam jak niebieskie są jego oczy.
- Chodź przemyję ci rany Dan. - syknęła przez zęby jego matka. Widać było złość wyrysowaną na jej twarzy. Kiedy z łazienki wyszła ciocia Dan został całkiem sam zapatrzony w lustro. Jednak tym razem chyba siebie nie podziwiał. Podeszłam do niego. Nadal stał w czarnej grubej kurtce i zamszowych butach po kostki.
- Kto Ci to zrobił? - spytałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz