sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 28

Gapię się na niego jeszcze chwilę. Cholera, gdybym nie zatrzymała go, mogłoby dojść do czegoś wspaniałego, ale nie jestem na to gotowa. Poza tym my nawet nie jesteśmy w związku, prawda?
Jesteśmy tylko znajomymi, albo przyjaciółmi. Tak, przyjaciółmi z klasy.
 - Zamierzasz dzisiaj wrócić do domu? - pyta wyrywając mnie z przemyśleń.
 - Oczywiście ,że tak - mówię bez zastanowienia po czym siadam i otulam się czerwonym kocykiem wokół talii. Rozgląda się po całym mieszkaniu jakby czegoś szukał.
 - Wszystko w porządku? - wygląda jakby tak nie było.
 - Taaa.. - sapie. - Myślę ,że tak nie jest - zauważam. Wzdycha po czym w końcu łapie z nim kontakt wzrokowy.
- Zastanawiam się nad wszystkim.. - oznajmia. Nad wszystkim?
 - Czyli nad czym? - staram się z nim normalnie porozmawiać ale on na to nie pozwala, dziwnie się krzywi i cały czas wierci.
 - O nas - odpowiada w końcu. Och, czyli nie jestem w tym jedyna. Może myśli nad tym nad czym ja? Może boi się spytać mnie o chodzenie? Jaki on jest uroczy. Śmieję się na samą myśl jak się jąka pytając mnie czy zostanę jego dziewczyną.
 - Co jest? - pyta, nagle zauważam z jaką troską na mnie patrzy.
 - Nic, po prostu się nie martw o nas - klepię go w ramię pocieszająco, a jego kąciki ust się lekko unoszą.
 - Muszę się ubrać. Trzy dni w tych samych ciuchach to lekka przesada - zauważam. Odwijam koc i wstaję. Biorę swoją bieliznę którą schowałam przed nim kiedy mi ją podał i ukrywam ją pod moją koszulką którą mam na sobie. Właściwie to jest jego koszulka. Przypomina mi się zapach jego kołdry w łóżku i pierwszy raz kiedy pozwolił mi u siebie zostać, przecież.. to było w piątek, a mamy niedzielę. W tym czasie zdążyłam pocałować go pierwszy raz, uratować Niall'a przed Harry'm, zostać u niego na noc kolejny raz, poznać jego siostrę i znajomych, a w tym jego straszną historię z dzieciństwa. Szczerze? Przez jego przeszłość nie zmieniłam o nim zdania, jest trochę wybuchowy, ale pozwolę to zwalić na alkohol, a jeśli chodzi o Niall'a to tylko się zdenerwował dlatego ,że uderzył mnie on drzwiami, poza tym i tak to było nie chcący. On jest naprawdę wspaniały i uczuciowy, uroczy i na dodatek mega przystojny. W końcu udaję się do łazienki, ignorując fakt ,że jestem w czarnych majtkach i jego białej koszulce. Może dlatego chłopak tak się na mnie gapi. Jednak on nie jest lepszy, chodzi po domu w samych bokserkach, nie ,że mi to przeszkadza wręcz przeciwnie, natomiast on na pewno to robi specjalnie. Kiedy się ubrałam w moje śmierdzące cichy i wyszłam z pomieszczenia w którym unosiło się pełno pary, zauważyłam ,że w tym czasie Harry zdążył posprzątać mieszkanie.
 - Tak długo się myłam? - pytam z uśmiechem i widzę go jak wychodzi ubrany w czarną koszulkę i czarne jeansy z dziurami na kolanach.
 - Taaa, jesteś zmuszona mi oddać wodę zanim odejdziesz - żartuję. Śmieję się na jego głupawą uwagę i odkładam jego złożoną koszulkę na blat w kuchni.
 - Nie masz kosza na pranie więc ją ci tu kładę - pokazuję na koszulkę.
 - Dziwne, wczoraj jeszcze tam był - jaki on dziś wesoły.
 - Wygrałeś w totolotka czy jak? - staję przed nim i patrzę mu w oczy. - Nie, nie muszę. Ale mógłbym - zauważa na co się śmieję. - Uderzyłeś się w głowę? - pytam i przyciskam swoją dłoń do jego czoła. Zaczyna się śmiać, łapię za moją rękę i całuję jej wewnętrzną stronę na co się wzdrygam. Uśmiecha się szyderczo i kładzie ją na swojej szyi po czym drugą rękę kładzie na moim biodrze i mnie przysuwa. Spodziewałam się pocałunku ale on zamiast tego zaczyna się poruszać w boki, a ja stoję i się na niego patrzę.
 - No co? Nie umiesz tańczyć? - pyta robiąc obroty i inne śmieszne rzeczy których ja nie potrafię. Uczyłam się kiedyś baletu ale to nie było dla mnie dlatego po jakimś roku przestałam ćwiczyć. Moja matka nie była z tego powodu zadowolona ale po dłuższym czasie dała mi spokój.
 - Niezbyt - w końcu odpowiadam i łapie obiema rękami za jego kark. Poruszamy się w tym samym tempie, przybliżam się do niego i zaczynam się ocierać o niego. - Moim zdaniem idzie ci niesamowicie - mruczy. Przyciąga mnie jeszcze bliżej i zaczyna się zniżać, a następnie gwałtownie łapię za moje pośladki i podnosi mnie.
 - Och! - piszczę na co on się śmieję po raz setny w przeciągu dwudziestu minut. Owijam swoje nogi wokół jego brzucha i nasze głowy są coraz bliżej siebie. Tak bardzo w tamtym momencie go pożądałam, chciałam go pocałować, a nawet zrobić coś więcej.. no może to nie koniecznie teraz, jednak gdybyśmy się bliżej poznali. Miało już dojść do pocałunku kiedy nagle ktoś zapukał w drzwi. To jest jakiś żart?
 - Ja pierdole.. - sapnął Harry po czym mnie postawił na podłodze. Poprawiam swoje spodnie i koszulkę które się podwinęły, a gdy chłopak otwiera drzwi stoi w nich jakaś niska kobieta z czarnymi włosami.

czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział 27

         ANASTAZJAPOV

- Ty też jesteś - szepnęłam na tyle głośno żeby mnie usłyszał. Kiedy powiedział ,że jestem wspaniała poczułam jak żołądek mi się wywraca. To było z jego strony urocze. On cały był uroczy. Pamiętam jak wczoraj pomagałam pijanemu Zayn'owi wnieść Harry'ego do jego mieszkania. Dobrze ,że Gemma przyjechała na czas, jednak widok pijanego brata jej się nie spodobał. Zabrała nas wszystkich z imprezy i po odwoziła do domu. Na szczęście jako jedyne nie miałyśmy alkoholu we krwi i przy okazji porozmawiałyśmy na osobności. Opowiedziałam jej dokładnie o wszystkim. O dziwo była szczęśliwa ,że Harry się mi zwierzył, więc to chyba dobrze wróżyło. Przeprosiła mnie za jej mały wybuch który spowodowało to jak się dowiedziała od Harry'ego ,że ma mieszkanie. Rok temu uciekł z domu, widzieli się kilka tygodni wcześniej jednak nie mieli okazji żeby porozmawiać. Gdy spytała się go gdzie śpi odpowiedział ,że w hotelu. Zresztą, nie ważne. Cieszę się ,że wyszło to tak ,a nie inaczej. Kto by pomyślał, jeśli byśmy ich nie spotkali wczoraj w pizzerii zapewne przez najbliższy czas bym się nie dowiedziała o jego dzieciństwie.
 - Trzymaj - wyrywa mnie głos z przemyśleń ,a kiedy patrzę na Harry'ego ,ten mi rzuca jakieś ciuchy. Moja bielizna. Och.
 - Dzięki - odpowiadam szybko i chowam to pod kocyk którym jestem przykryta. Jego sofa jest bardzo wygodna, wolałabym spać na tym niż u mnie w łóżku. Właśnie! Moja mama! Wstaję z mojego prowizorycznego wyrka i sięgam po mój telefon leżący przede mną na szklanym stoliku. Telefon jest wyłączony, a kiedy ekran się odpala pojawia się na nim aż dwanaście nie odebranych połączeń od mojej mamy. Są też wiadomości, dwie, ale nie tylko od niej. Nieznany numer. Ktoś próbował się z niego do mnie dodzwonić. Zignorowałam to i przeczytałam wiadomości od matki. Napisała ,żebym lepiej już nie wracała do domu. Zrobiło mi się przykro, ale była wtedy zła, a teraz tak na pewno nie będzie. Ubiorę się, zjem coś i wrócę do domu. Mamy dzisiaj niedzielę. Jutro są zajęcia, nie czuję się najlepiej ale powinnam do jutra wyzdrowieć. Kiedy odkładam telefon mój wzrok od razu napotyka chłopaka z brązowymi włosami, który stoi pomiędzy framugami od drzwi, ze skrzyżowanymi rękami przy piersi w samych bokserkach, bez koszulki. O mój Boże. Jego tatuaże błądzą po jego całym ciele, od pasa do rąk. W końcu uśmiecha się i podchodzi do mnie. Pewnie zauważył ,że mierzę go całego wzrokiem. Uśmiecha się jeszcze szerzej, na co odwzajemniam gest. Stoi jakoś metr ode mnie, w samych bokserkach, bez koszulki. Wyciąga do mnie swoje ogromne dłonie i czeka. Kładę swoje dłonie na jego po czym pomaga mi wstać. Jest ode mnie wyższy o dwie głowy, a jego zielone oczy spotykają moje. Dotykam swoją klatką piersiową jego. On jest w samych cholernych czarnych bokserkach i bez koszulki! Muszę się uspokoić, jednak moje hormony szaleją. Łapię mnie swoją prawą ręką na końcu moich pleców i przyciąga jak najbliżej siebie. Wydaję z siebie cichy jęk na co chłopak rozszerza oczy. Czuję lekkie wybrzuszenie które powiększa się pod moim pępkiem. Gdy spoglądam w dół widzę to czego zapewne nie powinnam. Łapie mnie za pod brudek i karze mi na siebie spojrzeć.
 - Właśnie to ze mną robisz - szepcze ochrypłym głosem ,a ja od razu wiem o co mu chodzi. Czuję na moich policzkach żar, pewnie się zarumieniłam. Jeżdżę palcami po jego brzuchu aż w końcu dotykam krawędzi jego majtek. Patrzę na niego i zanim zdołam go powstrzymać chłopak łapię dwoma rękami za mój kark i całuje mnie w usta. Jego język po chwili napotyka mój. Grają ze sobą idealnie. Nigdy nie całowałam się w ten sposób. Jego ręce schodzą w dół, na moje biodra natomiast ja szarpię za jego włosy. Wydaję z siebie stęk,
 - Mmhmm - zamruczał. Kładzie mnie na sofie i układamy się tak ,że wisi nade mną. Jedna z jego rąk masuje jedno z moich bioder, aż w końcu zaczepia się o gumkę od majtek. Przerywam z wielką nie chęcią pocałunek, a nasze wzroki się spotykają. Oby dwoje ciężko oddychamy.
 - Ja nie wiem czy to jest dobry pomysł - tłumaczę mu. Zrobiłabym dla niego wszytko, jednak nigdy się nie kochałam i szczerze to się boję. Nie wiem też, czy po tym coś by się zmieniło między nami. Schodzi ze mnie i siada przy moich stopach. - Jak uważasz - uśmiecha się krzywo i bawi się swoimi pierścionkami na palcach.

środa, 27 stycznia 2016

Rozdział 26

         HARRYPOV

- Przepraszam - powiedziałem nie rozpoznając swojego głosu. W tamtym momencie mnie poniosło. Pierwszy raz od mojego dzieciństwa powiedziałem komuś mój sekret. Kiedy miałem piętnaście lat opowiedziałem to gówno jakiemuś pijakowi z którym wypiłem pół wódki pod sklepem. Nie spodziewałem się ,że wyjawię to dziewczynie i to nie byle jakiej, a w takiej której ufałem. Ufałem jej? Tak. Ufałem Anastazji jak cholera, od początku naszej znajomości coś w niej widziałem. Wiedziałem ,że nie jest taka jak inne, że jej związane blond włosy w kucyk które ma praktycznie codziennie, albo jej niebieskie głębokie oczy pełne niewinności coś do mnie przemawiają. Wiedziałem, że dzięki niej będzie lepiej. A dowiedziałem się tego w momencie kiedy ją pocałowałem. Musiałem to zrobić, pijany czy nie, musiałem. Moje myśli krążyły cały czas wokół niej. Wyobrażałem sobie robiąc zadania na lekcjach ją w domu w trakcie robienia mi kolacji, albo jak się śmiejemy wspólnie przed telewizorem w sobotni wieczór, albo kiedy zasypiałem okłamywałem mój mózg ,że ona leży przy mnie. Nawet przyłapałem się na rozmyślaniu o wspólnej kąpieli. I stwierdzam teraz, że jestem popierdolony.
 - Haaarrry, musimy iść - wyrwał mnie jakiś głos z przemyśleń. To był Zayn. Trzymał mnie za ramię i ciągnął w stronę wyjścia. Za nim szedł Ethan chwiejący się na boki, a obok niego Ana. I w tamtym momencie przypomniało mi się ,że ją przestraszyłem. Starałem się nawiązać z nią jakikolwiek kontakt wzrokowy, na marne. Widziałem ,że nie chciała mnie zdenerwować, ale cholera! Ona tego nie zrobiła, ona nie jest niczemu winna. Dlaczego uważam ,że to przez nią? Ja tak w ogóle twierdze? Jebany alkohol! - Dawaj kluczyki - ktoś na mnie krzyczy. Spoglądam w górę. Czuję na sobie ręce.
 - Gdzie je masz? - słyszę głos ale nie mam pojęcia kto to. Wszystko jest jakby rozmazane. Głowa mnie boli, ile ja wypiłem? Nagle wszystko znika.

***

Słyszę mój budzik który dzwoni zawsze rano przed szkołą. Sięgam do urządzenia i staram się je wyłączyć, jednak kończy się to tak ,że ląduje na ścianie. Przecieram rękoma moje zaspane oczy i siadam na łóżku. Kiedy się rozglądam zauważam pełno ciuchów rozrzuconych po podłodze, nie wszystkie jednak są moje. Widzę mój telefon na biurku. Wstaję i udaję się po niego. Kiedy sprawdzam godzinne okazuje się być trzynasta. Odkładam go i idę do salonu. Moje oczy od razu spotykają jej.
 - Cześć - uśmiecha się ledwo. Anastazja, leży na mojej sofie która nawet nie jest rozłożona. Ma pod głową moją poduszkę i jakiś koc, a na sobie.. moją koszulkę.
 - Hej - odpowiadam z wielką chrypą. Mój głos to jakaś tragedia, co się w ogóle wczoraj stało?
 - Jak się czujesz? - pyta siadając leniwie. Stoję przed wejściem do mojego pokoju i ją obserwuję. Mógłbym tak cały czas, patrzeć na nią z włosami rozczochranymi we wszystkie strony i worami pod oczami. Wygląda tak pięknie.
 - Szczerze? Czuję się beznadziejnie - odpowiadam i mówię prawdę. Czuję w ustach jeszcze alkohol, a nie wspomnie już o obolałych mięśniach. Głowa nadal mnie boli. Więc kaca, witamy!
 - Ja też - oznajmia po czym się uśmiecha i gwałtownie spada głową na poduszkę. Czy już mówiłem jaka jest piękna? Idę do mojej małej kuchni, i zauważam jedzenie ładnie podane na talerzu.
 - Och, ja nie wiedziałam ,że będziesz tak długo spał.. ale przygotowałam ci śniadanie - powiedziała ziewając. Nie dość ,że pewnie wnosiła mnie do tego mieszkania to jeszcze zrobiła dla mnie żarcie.
 - Jesteś wspaniała - mówię te słowa nie panując nad tym. Nie chciałem żeby to słyszała, mam nadzieję ,że tak nie było. Kiedy odwracam się w jej stronę widzę ,że ma zamknięte oczy. Pewnie stara się jeszcze zasnąć. Biorę talerz ze sobą i po cichu udaję się do mojego pokoju. Kiedy jestem już przed wejściem słyszę ją jak się przekręca. - Ty też jesteś - szepnęła. 

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział 25

- Tak więc kiedy przyszedłem do domu pewnego dnia, zobaczyłem kolejną dziwkę - odbiera od Alex drinki i stawia jeden przede mną.
 - Z racji ,że byłem dobrze wychowany, powiedziałem jej "dzień dobry". Pomimo tego ,że miałem czternaście lat to na tyle nie wyglądałem ,a tym bardziej nie zachowywałem - zeruje drinka i wyciera ręką swoją buzie. - Jeszcze jeden dla mnie Alex! - krzyczy do barmanki.
 - Więc ona stwierdziła ,że mogę być fajną seks zabawką - powiedział zabierając mi moją szklankę i wypijając do końca alkohol.
 - Seks.. zabawką? - dopytuję. Ach! czasem mogłabym po prostu się zamknąć. Widzę jak jego mina jeszcze bardziej blednieje, a oczy ma całe czerwone, zaszklone i gdyby nie był taki silny emocjonalnie już dawno by się rozpłakał. Stawia gwałtownie szklankę na stole powodując to ,że się przestraszyłam.
 - Tak, Anastazjo, seks zabawką. Ta kobieta... spytałem się jej gdzie jest mój tatuś, a ona mi odpowiedziała ,że nie będzie nam potrzebny - jego głos załamał się w połowie zdania.
 - Pamiętam jak zabrała mnie to sypialni mojego starego, wyjęła z szuflady kajdanki i przypięła mnie do jego ogromnego łóżka. To prawda, na początku byłem podniecony faktem ,że zaraz ma odbyć się mój pierwszy raz. Rozbierała się przede mną, a potem zdjęła ze mnie spodnie z majtkami - szepcze. - O mój Boże, czy ona cię...
 - Tak Ana, ona mnie bezczelnie zgwałciła - przerywa mi.
 - Nie chciałem żeby ktokolwiek się o tym dowiedział, ale wiesz co? Mam wyjebane! - krzyczy i tłucze szklankę bo za mocno nią uderzył w blat.
 - Wybacz mi Alex, oddam ci pieniądze za to - przeprasza barmankę na co ona macha ręką żeby się nie przejmował.
 - Na początku było fajnie, miło.. Ale potem.. kiedy zaczęła mnie dotykać - wzdryga się na przypomnienie o swoim dzieciństwie. Tak mi go żal ,ale tak na prawdę. Nigdy bym nie pomyślała ,że Harry'emu może się takie coś wydarzyć.
 - Krzyczałem ,że to boli, żeby przestała.. Ale ona robiła to z coraz większą siłą ,a ja się wyrywałem jak głupi - upija kolejnego drinka, tym razem nie na raz.
 - Kiedy udało mi się wydostać z kajdanek.. ja.. ja ją uderzyłem - mówi. Ściska swoją szczękę i uderza lekko pięścią w blat.
 - Miałeś do tego prawo Harry.. - staram się go uspokoić, bo miał prawo prawda?. - Tu nie chodzi o to co mogłem zrobić w tamtej chwili ,a czego nie, Ana.. - odpowiada wpatrując mi się w oczy.
 - Ja się na nią rzuciłem z pięściami - dodaję szeptem.
 - To nic, zgwałciła cię, a ty byłeś młody i.. - mówię masując go po knykciach moim palcem.
 - Ja ją zabiłem - oznajmia ,a mi przez całe ciało przechodzi dreszcz. O mój Boże.To nie może być prawda. Jakim cudem? Harry zabił kobietę.. Patrzy się na swoje stopy, a za chwile patrzy mi głęboko w oczy.  - Nie płacz - uśmiecha się przy czym podnosi rękę do mojej twarzy i wyciera mokry policzek, nawet nie wiem kiedy ale zaczęłam płakać.
 - Najlepsze z tego wszystkiego jest to ,że kiedy ją pobiłem na śmierć mój ojciec przyszedł do domu jak nigdy nic i prawie padł na zawał kiedy zobaczył trupa całego we krwi. Najlepsza mina była jak spojrzał na mnie - zaczyna się śmiać na wspomnienie. Ale to chyba nie ten śmiech który mam na myśli.
 - No ,a potem zadzwoniliśmy po karetkę, w szpitalu uznali zgon i wiesz co? - patrzy na mnie, a ja kiwam przecząco głową.
 - Zwalił wszystko na siebie, powiedział ,że to on to zrobił - pociąga nosem. Naprawdę jest silny, jeszcze nie płakał ,a widzę ,że jest bliski tego.
 - Poszedł siedzieć, ale jakoś trzy tygodnie temu go wypuścili. Kiedy się dowiedziałem nie chciałem mieć z nim nic wspólnego. Oczywiście jakbyś chciała wiedzieć, cała rodzina myśli ,że to jego wina. Oprócz Gemmy i jego, a teraz i ciebie - mówi.
 - Najlepsze jest to ,że kiedy on siedział w pace ja musiałem iść do pierdolonego domu dziecka, bo matka mnie nie chciała! - krzyczy i rzuca pełną szklanką o ścianę za nim. Odchodzę od niego ,a on stoi odwrócony do mnie plecami. Wszyscy którzy są w pobliżu się na niego patrzą. Kiedy powoli się odwraca jego wzrok od razu napotyka mój.
 - Przepraszam - mówi na tyle głośno żebym go usłyszała.

Rozdział 24

- Coś się stało? - pyta mnie Harry. - Zostawiłam u ciebie mój telefon - mówię.
 - W samochodzie?  - Nie, w twoim mieszkaniu - odpowiadam po czym wszyscy patrzą na mnie.
 - Masz mieszkanie? - pyta jego siostra ze zdziwieniem.
 - Taa.. - drapie się po karku.
 - Och - wzdycha Gemma. Ethan i Zayn stoją na środku chodnika kopiąc piasek pod nogami albo oglądając las który znajduję się obok nas ,a ja obserwuję całą sytuacje.
 - Mieszkasz sam? - pyta ponownie.
 - Z kumplem, ale praktycznie nie ma go w domu - oznajmia. Robi się niezręcznie, jeżeli nie wiedziała ,że ma swoje mieszkanie to myślała ,że gdzie mieszka? To wydaję mi się być bez sensu.
 - Nie chce wam przeszkadzać ale za jakieś pół godziny zamykają ten pieprzony bar, a ja jestem głodny jak diabli. Pokłóćcie się kiedy indziej - wtrąca się Ethan. Dobrze zrobił bo ja bym stała tak cały czas i tylko czekała aż dojdzie do czegoś poważniejszego, a tak naprawdę to bym tego nie chciała. Wszyscy ruszyliśmy w stronę baru ,a gdy już byliśmy na miejscu Zayn z Ethan'em zamówili sobie po butelce piwa i dwa hot-dogi. Postanowiłam nie być gorsza; zamówiłam dla siebie jednego drinka i hot-dog'a. Harry i Gemma stali przed wejściem i rozmawiali. Jego siostra paliła papierosa ,a kiedy go kończyła rzuciła nim w chłopaka. Przez chwile myślałam ,że się pozabijają jak zobaczyłam palącą się koszulkę Harry'ego.
 - Kurwa! - krzyczał próbując zgasić mały ogień ,a jego siostra stała przed nim i się śmiała. Oburzony chłopak wszedł z wielkości mojej pięści dziurą na swojej białej koszulce i zamówił drinka.
 - Przecież ty prowadzisz - zauważył Zayn.
 - Jeden nic mi nie zrobi - odpowiedział groźnie spoglądając na kolegę.
 - Rób jak chcesz, ale potem nie proś mnie żebym cię odwoził, pamiętasz ostatni raz? - zaczął się śmiać. - Zamknij się już - syknął. Ostatni raz? Oni wiedzą tyle o nim.. też chciałabym czegoś się dowiedzieć. Postanawiam usiąść obok niego. Odsuwam się od blatu, biorę w rękę szklankę z alkoholem i idę w stronę chłopaka. Widzę jak patrzy się na mnie cały czas obserwując mój każdy ruch. Odsuwam wysokie krzesło i na nim siadam.
 - Coś się stało? - pyta. Stawiam swojego drinka na blacie i odwracam się w jego stronę.
 - Nic się nie stało, jak się czujesz? - odpowiadam. Widzę jak nie pewnie na mnie spogląda. Upija ostatni łyk trucizny ze swojej szklanki i robi ten sam ruch co ja żeby się do mnie odwrócić.
 - Czuję się świetnie, dlaczego tu przyszłaś? - pyta. A miałam jakiś inny wybór?
- Gemma mnie zaprosiła, jak i zresztą ciebie.. nie pamiętasz? - odpowiadam i widzę jak się wzdryga kiedy wymawiam jej imię. On kiwa głową w odpowiedzi i zamawia kolejne dwa drinki. Słyszałam jak mówi do barmanki Alex więc zapewne ją zna.
 - O co się z nią pokłóciłeś? - nie muszę wymawiać jej imienia żeby wiedział o kim mówię.
 - Nie twoja sprawa - odpowiada ostro i szybko.
 - Cóż.. W porządku - mówię. Po chwili podchodzi do nas Alex i wręcza Harry'emu dwie szklanki z wódką i colą.
 - Trzymaj - przesuwa jeden w moją stronę. - Ja nie piję - oznajmiam mu.
 - Doprawdy? A cóż to takiego? - pyta wskazując na pustą szklankę z której wypiłam drinka kiedy tu przyszłam. Uśmiechnęłam się i przysunęłam bliżej siebie naczynie. Kiedy wypijam połowę zawartości Harry na mnie patrzy.
 - Naprawdę chciałabyś wiedzieć dlaczego jest na mnie zła? - pyta na co kiwam głową.
 - Dobra, ale obiecaj ,że nikomu nic nie powiesz, będziesz jedyną osobą która się dowiaduję tego ode mnie - oznajmia. Czy to będzie aż takie złe? Ciekawe czego tym razem się dowiem, ciekawość mnie zżera kiedy on w końcu zaczyna. - Ufam ci - szepcze mi przy twarzy, jest niebezpiecznie blisko mnie jednak po chwili wraca na swoje miejsce.
 - Więc chodzi o to ,że moi rodzice, a raczej nasi.. są ostro pojebani. - zaczyna. Och, już ich zaczynam nie lubić. A może on przesadza? Bierze łyk drinka i dokańcza.
 - Moja matka z moim ojcem postanowili się rozwieść kiedy miałem dziesięć lat. Byłem w totalnej rozsypce, moi kumple którzy mieli po piętnaście lat bo tylko z takimi się zadawałem wmawiali mi ,że teraz będzie lepiej, że będę dostawał dwa razy więcej prezentów i będę jeździł raz do ojca raz do matki... - patrzy cały czas mi w oczy i czuję to jak ocenia sytuację ,żeby zaraz dokończyć.
 - Niestety tak kolorowo nie było. Gdy skończyłem trzynaście lat dopiero wtedy dowiedziałem się z kim będę mieszkać - bierze łyk drinka ,a ja z nim.
 - Okazało się ,że ojciec wygrał rozprawę i jestem skazany na niego. Cieszyłem się jak cholera, ale to co się działo potem to było jakieś chore - mówi ,a ja widzę ,że jego oczy robią się coraz bardziej szklane i nie wiem czy to od alkoholu czy od tego ,że przypomina sobie dzieciństwo.
 - Mój ojciec znalazł sobie z dnia na dzień jakąś nową laskę która okazała się być dziwką, tak samo jak matka. Moja siostra.. Gemma.. mieszkała z nią i zamienialiśmy się co tydzień. Ja do matki ,ona do ojca.. kumasz? - pyta na co kiwam głową. - To znaczy tak? - dopytuję.
 - Tak, rozumiem - mówię mu żeby poczuł się pewniej. - W końcu kiedy moja matka pieprzyła się z jakimś sąsiadem ,a stary zamawiał sobie prostytutki.. pewnego słonecznego dnia kiedy miałem czternaście lat..- bierze głęboki oddech po czym go wypuszcza.
 - Wszedłem do domu w którym mieszkałem i zobaczyłem kobietę rozłożoną na łóżku w salonie. Szczerze? Nie zdziwił mnie ten widok, naprawdę widziałem to prawie codziennie - powiedział spoglądając gdzieś w głąb baru. Kiedy poszłam za jego wzrokiem napotkałam Zayn'a całującego się z jakąś rudowłosą dziewczyną, Ethana tańczącego i krzyczącego z trzema innymi pijanymi mężczyznami.
 - Gdzie jest Gemma? - spytałam. Nie widzę jej pomimo ,że rozglądam się cały czas po sali. - Pewnie pojechała, zadzwonię do niej żeby wróciła ale i tak na pewno to zrobi - uspokaja mnie.
 - Mam ci opowiadać dalej? - pyta. - Tak! proszę, jeżeli to nie problem - błagam go.
 - To nie problem Anastazjo - uśmiecha się szeroko i przy okazji zamawia kolejne dwa drinki.

Rozdział 23

Podążaliśmy cały czas za czarnym vanem w którym znajdowali się znajomi Harry'ego. Oni byli moimi znajomymi? Może tak. Przez całą drogę siedzieliśmy cicho i słuchaliśmy radia. Patrzałam przez okno ,a chłopak był skupiony na prowadzeniu. Nagle rozbrzmiał dzwonek jego komórki w aucie.
 - Co jest? - spytał.
 - Dobrze - powiedział po czym się rozłączył. Słyszałam jakiś głos, ale nic nie udało mi się zrozumieć. Nie chciałam się narzucać więc postanowiłam nie pytać kto to był.
 - To moja.. To była Gemma - powiedział jakby czytał mi w myślach. "To moja.." ? Twoja kto? Była dziewczyna? A może oni byli razem? Ale gdyby byli to Harry by mnie nie pocałował i na pewno by o niej powiedział.
 - To twoja dziewczyna? - powiedziałam za nim to w ogóle przemyślałam. Bardzo chce to wiedzieć ale nie chce mu zniszczyć humoru. Nagle Harry wybucha śmiechem, a ja poczułam się zażenowana.
 - Gemma, to moja siostra - śmieje się.
 - Och - tylko tyle mogłam z siebie wydać. Jaki wstyd, co ja sobie myślałam. Jak rzuciła się na niego i zaczęła go całować po policzku... to jego siostra. Powinnam od razu spytać.
 - Dlaczego w ogóle mogłaś pomyśleć ,że to moja dziewczyna? toż to absurdalne - zaśmiał się głośno. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem tak jak on przed chwilą.
 - Następnym razem spytam - obiecałam. W końcu po jakiś dwudziestu minutach jazdy byliśmy już na miejscu i zaparkowaliśmy na parkingu pod głównym wejściem do galerii.
 - Mała zmiana planów kochani - krzyczy siostra Harry'ego wychodząc z samochodu.
 - Rozdzielamy się
 - Co masz na myśli? - pyta Harry.
 - Ja z Ethan'em idziemy szukać prezentu na urodziny jego matki, a Mia i Zayn idą coś zjeść - odpowiada. Wszyscy stoją przed samochodami; zaparkowaliśmy obok siebie.
 - Jeśli jesteście głodni to chodźcie z nami - oznajmia Zayn. - Dwadzieścia minut temu zjadłeś całą pizze - przypominam mu.
 - I co z tego?
 - Naprawdę jesteś głodny? - pytam po czym chłopak przeczesuję ręką swoje włosy i łapię za rękę brunetki. - Dla niej wszystko - mówi trzymając jej rękę w górze. Dziewczyna uśmiecha się na ten gest i całuję jego wierzch dłoni na co Harry i Gemma wywracają oczy ,a ja chichocze. Na prawdę wyglądają jak rodzeństwo.
 - Jakie to urocze - powiedział Harry udając odruch wymiotny. Ethan wybucha śmiechem natomiast ja nie wiem co zrobić. Jak zwykle. Poniża mnie moja własna podświadomość. - Dobra, to my już idziemy zanim nam wszystko zamkną - powiedziała Gemma popychając Ethan'a w stronę wejścia.
 - Cóż, my też wejdziemy - oznajmia Zayn na co skinam głową i idę za nimi. - Idziesz? - pytam Harry'ego. Chłopak stoi i patrzy w niebo jakby liczył gwiazdy.
 - Taa.. Już biegnę - odpowiada sarkastycznie. Stoję i czekam aż do mnie podejdzie kiedy odwracam się żeby zobaczyć gdzie jest Zayn i jego.. dziewczyna? okazuję się ,że już wchodzą do środka.

***

"Za 30 minut zamykamy" Oznajmia nam męski głos dochodzący z głośników. Jest już po dwudziestej drugiej, a my oprócz kupienia mi bielizny i prezentu urodzinowego który i tak Ethan uważa za słaby dla jego matki nic w końcu nie zjedliśmy. Zayn i Mia postanowili pomagać w wybraniu prezentu przy czym ja i Harry szukaliśmy mi biustonosza i majtek.. w sumie to tylko ja szukałam. Kazałam mu poczekać przed sklepem, żeby nie komentował. Poczułam się jakby odważniejsza przy nim więc postawiłam na blado różowy stanik z koronką ,a do kompletu majtki.
 - Gdzie oni kurwa są? - syczy Harry. Stoimy pod głównym wejściem czekając na nich w umówionym miejscu. - Powinni być tu już pięć minut temu! - zauważa.
 - Wyluzuj, każdemu się zdarza spóźnić - staram się go złagodzić.
 - Już dawno bym pojechał ale oczywiście Gemma ma moje kluczyki! - warczy. Nie wiem gdzie pojechali, ani po co, ale wiem ,że jak się nie pojawią tutaj za dziesięć minut to Harry wszystkich pozabija.
 - To oni? - wskazuje palcem na czarny niski van. - W końcu! - krzyczy chłopak.
 - Przepraszamy ale zostawiłam torebkę u Zayn'a i musiałam po nią wrócić - broni się jego siostra.
 - Oczywiście - parska Harry. Jacy oni są udani. Biało włosa dziewczyna wychodzi z samochodu ,a za nią dwóch chłopaków. - Gdzie jest Mia? - pyta Harry.
 - Została w domu, odwieźliśmy ją - mówi Zayn.
 -Chodźmy już do tego baru bo zaraz umrę z głodu - oznajmia Gemma i wszyscy udajemy się do pobliskiego baru który znajduję się dziesięć minut drogi stąd; postanowiliśmy iść pieszo. Przez pierwsze pięć minut Ethan z siostrą Harry'ego oblewają się wodą z butelek ,a Zayn rozmawia z Harry'm. Widać już miejsce do którego idziemy jednak postanawiam wyjąć telefon i sprawdzić wiadomości które zapewne zostawiła mi moja mama. Kiedy grzebie po swoich kieszeniach okazuję się ,że nie mam go przy sobie.

sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 22

Spoglądam na drzwi i widzę trzy postacie. To pewnie te osoby które wymienił nam przed chwilą Zayn. Harry ich znał? Napewno..
- Cześć Harry! - krzyczy biało włosa dziewczyna, podbiega do Harry'ego i rzuca mu się na szyję ,a przy tym całuję go po całym lewym policzku. Co do cholery?!
 - Hej.. - odpowiada chłopak po czym ją stawia na ziemię i wyciera scałowane miejsce.
 - Cześć - macha mu kolejna dziewczyna ,a on się tylko uśmiecha.
 - Siema! - krzyczy blondyn i z wielką siłą łapię za Harry'ego dłoń przysuwając się do siebie po czym odbija się od jego ramienia.
 - Cześć wam - mówi Harry z wymuszonym uśmiechem.
 - To jest Anastazja - mówi Zayn. Nagle wszystkie oczy skierowane są na mnie. Patrzę na wszystkich oprócz Harry'ego.
 - Cześć, jestem Gemma - mówi biało włosa dziewczyna po czym podajemy sobie dłonie i je ściskamy.
 - Ethan, miło cię poznać - mówi blondyn. - Was również - uśmiecham się. Ta jedna dziewczyna nie raczyła się ze mną zapoznać więc postanowiłam ją zignorować.
 - Więc jesteś..? - zaczyna Gemma. Spoglądam w końcu na Harry'ego szukając u niego jakiejkolwiek pomocy. Nawiązujemy kontakt wzrokowy i w końcu się odzywa.
 - To.. To moja koleżanka - łapie mnie za ramię. Och, a więc jestem jego koleżanką? Świetnie. Dziewczyna który nie raczyła się ze mną zapoznać wywraca oczami ,a Ethan z Gemmą stoją i nas obserwują. Stoimy w niezręcznej ciszy.
 - Dobrą zamówiliście pizze - odzywa się Zayn. Wszyscy na niego spoglądają ,a ten siedzi na krześle przy naszym stoliku i głaszcze się po brzuchu. Patrzę na pizzę która jest w większości zjedzona przez chłopaka i zaczynam się śmiać. - Zostawiłeś coś dla nas? - pytam go ,a on wskazuje palcem na resztki. Wszyscy się śmieją oprócz Harry'ego oczywiście. - Pójdę zapłacić - oznajmia Harry i od nas odchodzi.
 - Więc.. skąd się znacie? - pyta Ethan.
 - Och.. Harry dopisał się do mojej klasy. Spotkaliśmy się raz w parku, potem do mnie przyszedł i przyszliśmy w końcu tutaj coś zjeść - mówię. Nie powiedziałam większości ale po co skoro on może to zrobić. Nie chce też nic mówić o pocałunku i jego pijanym zachowaniu. Może znają go z lepszej strony?
 - Czyli jesteście tylko kolegami? - pyta Gemma, widzę zmartwienie w jej oczach ale dlaczego? Może pomyśleli ,że jestem jego dziewczyną?
 - Tak, tylko kolegami z klasy - uśmiecham się, a w tym czasie Harry wraca.
 - Zapłaciłem - mówi chowając portfel do swojej tylniej kieszeni w jeansach. - Co? - odzywa się po chwili. Kiedy odwracam od niego wzrok zauważam ,że wszyscy się na niego patrzeli.
 - Może byście chcieli pojechać z nami do galerii? Mieliśmy zamiar najpierw zjeść tutaj ale trochę czasu minęło ,a my powinniśmy już się tam znajdować - mówi Gemma.
 - Nie - odpowiada od razu Harry. Łapie mnie za nadgarstek po raz setny i przemawia ponownie.
 - Właśnie mieliśmy wychodzić - powiedział. Widziałam jak jej twarz pochmurniała.
 - Może jed..
 - Powiedziałem nie. Dzięki za propozycje, ale naprawdę muszę odprowadzić Ane - kłamię.
 - Nie! Zaczekaj Harry, to naprawdę świetny pomysł - wcinam się. Nagle Harry patrzy na mnie wzrokiem zabójcy ,a Gem i Ethan się do siebie uśmiechają.
 - Więc ruszamy! - powiedział blondyn zanim Harry cokolwiek mógł powiedzieć. Wszyscy ruszyli w stronę wyjścia. Kiedy znajdowaliśmy się już na zewnątrz stanęliśmy jeszcze na chwilkę i Zayn zaczął mówić. - Macie może samochód? - spytał.
 - Tak - powiedziałam wskazując na białego mercedesa Harry'ego.
 - To twoje auto? - spytała Gem. - Nie, to Harry'ego. Ja nie mam nawet prawa jazdy - zaśmiałam się.
 - W porządku, jedźcie za nami - uśmiechnęła się i cała grupka weszła do czarnego vana.
 - Musiałaś? - spytał Harry wchodząc do auta.
 - O co ci chodzi? I tak zostaję u ciebie na noc. Co byśmy robili przez ten cały czas? - uśmiechnęłam się do niego. Spojrzeliśmy się na siebie ,a ja w tym czasie złapałam go za dłoń którą trzymał na zmianie biegów. - Dobra, wygrałaś - krzyknął. Miałam nadzieję ,że będzie taki uśmiechnięty przez resztę dnia.

piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział 21

Przez całą jazdę samochodem Harry'ego kłóciliśmy się do jakiej restauracji pójść, aż w końcu zdecydowaliśmy się pojechać do pobliskiej pizzerii. To weszło nam chyba w nawyk. Odkąd go poznałam praktycznie codziennie jem pizze. Nie przeszkadza mi to jakoś, jednak gorzej jeśli chodzi o moją figurę. Śmieję się sama do siebie ,a Harry patrzy na mnie.
 - Co jest? - uśmiecha się pytając.
 - Tuczysz mnie - zaśmiałam się.
 - Twoja figura będzie dla mnie zawsze doskonała
 - Zobaczymy co powiesz za rok - mówię na co chłopakowi bladnie mina. Powiedziałam coś źle? Pewnie pomyślał ,że planuję już przyszłość. Brawo Ana. Gratuluje mi moja podświadomość ,a ja mam ochotę strzelić jej z liścia. Harry parkuje samochód na parkingu, wyłącza silnik, wyjmuję kluczyki ze stacyjki po czym odpina pas i otwiera swoje drzwi. Obserwowałam każdy jego ruch. Widzę jak idzie do moich ,a następnie je otwiera. Wysiadam próbując nawiązać kontakt wzrokowy jednak on go unika. Czuję się winna za jego zachowanie. Na dworze na szczęście jak na taką późną godzinę jest ciepło, natomiast kiedy wchodzimy do pizzerii wydaję się ,że jest w niej z milion stopni na plusie. Dobrze ,że miałam pod spodem białą bokserkę bo w sweterku bym się ugotowała; zostawiłam go w aucie. Wraz z Harry'm zajmujemy stolik który znajduję się na końcu i jest blisko klimatyzacji. Kiedy siadamy na miejsce od razu podchodzi do nas kelnerka podając tabliczki z menu. - Wybrałeś już coś? - spytałam pierwsza po kilku minutach. Odłożył kartę i spojrzał na mnie.
 - Ja.. Uhm.. Wybiorę to co ty - odpowiedział. Wyglądał na zdenerwowanego,wywnioskowując po tym jak mielił w palcach kartkę z menu.
 - No dobra, jeżeli lubisz pizzę z brokułami, ananasem, papryką, podwójnym serem, oliwkami i owocami morza to pójdę po kelnerkę i złożę zamówienie - powiedziałam. Chłopak przestał oddychać i patrzył na mnie jakbym była duchem. Zaśmiałam się głośno i przykryłam ręką buzie żeby zagłuszyć chichot.
 - Żartowałam! Wyluzuj trochę - oznajmiłam. - Och - odetchnął jakby trzymał oddech przez ten cały czas po czym się lekko uśmiechnął. Podeszła do nas kelnerka, a z racji takiej ,że nie wybraliśmy niczego powiedziałam pierwszą lepszą nazwę przy okazji zamawiając dla Harry'ego. Kobieta przyjęła zamówienie i odeszła. Uśmiechałam się jeszcze szeroko, kiedy chłopak się spytał.
 - Zamienimy się miejscami? Proszę - błagał mnie. Popatrzałam na niego ,a on się krzywo uśmiechał. Wszystko wydawało mi się bardzo dziwne jednak postanowiłam się zgodzić. Skinęłam lekko głową ,a on gwałtownie złapał mnie za ramię.
 - Najpierw ja wstanę - powiedział trzymając mnie nadal. Po chwili szarpnął mnie w górę na co jęknęłam głośno. To był jęk bólu. Stałam ,a on przede mną gdy usłyszałam kogoś wołającego Harry'ego.
 - Harry! - ktoś krzyknął. - Kurwa.. - szepnął na tyle żebym usłyszała.
 - Siema stary! Dawno cię nie widziałem! - powiedział chłopak idący w naszą stronę. Miał na sobie jasną jeans'ową kurtkę ,a pod spodem czarną koszulkę. Spodnie miał w moro, a buty to chyba czarne glany. Na głowie miał szaro czerwony kapelusz, a kiedy go zdjął pokazał swoje dwukolorowe włosy. Grzywkę miał jasną blond ,a reszta była czarna. Kiedy spojrzałam w jego brązowe oczy złapał ze mną szybko kontakt wzrokowy i się uśmiechnął. Był niezwykle przystojny.
 - Siema, Zayn - powiedział Harry. Nie wiedząc co zrobić podałam rękę chłopakowi i się przedstawiłam.
 - Jestem Anastazja - uśmiechnęłam się tak samo szeroko jak on.
 - Zayn, ładny masz uśmiech Anastazjo - powiedział.
 - Wolę Ana.. i dziękuję - podziękowałam ,a w między czasie Zayn pochylił się,złapał moją rękę do swoich ust i ją delikatnie pocałował. Widziałam kontem oka jak Harry zacisnął swoją szczękę na ten dżentelmeński gest od niego. Kiedy już się wyprostował spojrzał na Harry'ego i się odezwał.
 - Co tu w ogóle robisz? - spytał go po czym spojrzał na mnie.
 - Och! Czaje, wybaczcie ,że przeszkodziłem - uderza się dłonią w czoło powodując głośny plask.
 - Dawno go nie widziałem dlatego zawróciłem tyłek - powiedział do mnie Zayn wskazując kciukiem u lewej ręki na Harry'ego.
 - W porządku - odpowiadam klepiąc go przelotnie za prawe ramię. Uśmiecha się na co spogląda na bruneta. Chrząka i zaczyna.
 - Nie jestem sam - mówi. Harry unosi prawą brew, a Zayn dokańcza.
 - W sensie.. zaraz przyjdzie Eth, Gemm i Mia - poprawia. Spuszcza wzrok ,a ja widzę jak Harry zaciska swoje dłonie w pięści. - Przepraszam - słyszę, a kiedy się odwracam widzę kelnerkę.
 - Przyniosłam już zamówienie - powiedziała cichym głosem. Wydawało się ,że była zdenerwowana. Na jej miejscu też bym była.
 - Harry! - woła kolejny głos. Dziękuje kelnerce i gwałtownie odwracam głowę w stronę dźwięku.
 - Świetnie - sapie Harry.

czwartek, 21 stycznia 2016

Rozdział 20

Ten zwykły gest wywrócił po raz setny mój żołądek odkąd poznałam Harry'ego. Nie pojmuje tego jak łatwo to przyszło i jak szybko. Wystarczyły nie całe dwa tygodnie żebym się mu oddała. Od początku kiedy doszedł do mojej klasy wiedziałam ,że jest inny. Spodobał mi się od pierwszego wejrzenia. Czy to miłość? Nie wiem czy mogę to tak nazwać, dopiero co go pocałowałam i już uważam ,że go kocham? Jego usta delikatnie muskają moje. To bardzo przyjemne, zawsze kiedy całowałam się z moimi byłymi chłopakami było to coś w stylu lekkiego dotknięcia się w usta nie mówiąc już o tym ,że trwało to nie całą sekundę. Z nim było inaczej, byłam rozluźniona i pełna pożądania. Pocałunek trwał naprawdę długo ,a jego wargi były idealne. Pełne, miękkie i mokre... idealne. W końcu po zakończeniu dostawania krótkich namiętnych pocałunków postanowiłam się odsunąć. Zrobiliśmy to oboje powoli, otwierając swoje oczy i spoglądając na siebie. Słyszałam jak ciężko oddychał. Na jego twarzy zawitał mały uśmiech, chciałam to jakoś ukryć ale na mojej też. Czułam strach spojrzenia mu prosto w oczy więc patrzyłam na moje stopy. Poczułam jego wielką dłoń łapiącą delikatnie za mój podbródek, unoszącą w górę. W tamtym momencie nasze wzroki się napotkały. Głębia jego zielonych oczu mnie powalała. Patrzeliśmy na siebie jeszcze przez chwilę kiedy on w końcu przerwał ciszę.
 - Jesteś głodna? - spytał. Uniosłam brew na jego pytanie ,a on od razu się zaśmiał i poprawił.
 - Jest dopiero dziewiętnasta, można by wyjść na przykład do restauracji albo gdziekolwiek, trochę zgłodniałem - przyznaje. Nie powiem, też jestem głodna. Zjadłam dzisiaj rano tylko śniadanie.
 - Jesteś pijany, zamówię pizze - proponuje. Nie chce żeby potykał się o własne nogi kiedy będziemy w jakiejś restauracji nawet jeśli byłby to McDonald's.
 - Od pocałunku wytrzeźwiałem - szepnął. Moje policzki zaczerwieniły się kiedy przypomniałam sobie ,że przed chwilką się pocałowaliśmy. To zdecydowanie był mój najlepszy pocałunek w życiu.  - Wezmę prysznic, poczekaj chwilkę na mnie - poprosił. Odszedł ode mnie i wszedł do małej łazienki. Stałam ciągle w tym samym miejscu przez jeszcze kilka minut. Nie mogłam uwierzyć ,że w końcu to zrobiliśmy, nie wiem dlaczego tak się tym zachwycałam ale naprawdę się chyba w nim zakochałam. Mam uczucie cały czas jego ust dotykających moich, szkoda ,że tylko tak to zrobiliśmy. W sumie moje umiejętności co do całowania są beznadziejne. Z moich przemyśleń oderwał mnie Harry wołający moje imię.
 - Tak? - odkrzyknęłam.
 - Podałabyś mi jakieś ciuchy? zapomniałem zabrać - mówi.
 - Jakie?
 - Obojętnie, podaj mi byle co - mówi.
 - Byle co?
 - Och, dobra nie ważne - powiedział zdenerwowany. Och nie, nie chce go denerwować. Szybko pobiegłam do jego pokoju i zaczęłam przeszukiwać podłogę rozrzuconych ciuchów Harry'ego. Złapałam za czarne jeans'owe rurki i czarną koszulkę, taką jaką zawsze ma na sobie. W trakcie wstawania na nogi wpadłam na coś ,a raczej na kogoś.
 - Och, przepraszam - powiedziałam do Harry'ego stojącego nade mną. Zmierzyłam go wzrokiem i odebrało mi mowę kiedy zauważyłam ,że ma na sobie tylko zawinięty w pasie niebieski ręcznik. Jego włosy były mokre ,a kropelki wody spływały po jego ramieniu. Westchnęłam ciężko ,a on zachichotał na moją reakcję. Spojrzał na moją rękę, trzymałam w niej ciuchy. Zabrał je i im przyglądał.
 - Zapomniałaś o bokserkach - powiedział. Jego ochrypły głos mnie zabija.
 - Chyba ,że wolisz mnie bez nich - dodał cicho. Zarumieniłam się ,a on zaczął się śmiać. Usiadłam na jego łóżku i przyglądałam się mu jak zakłada koszulkę. Nagle jego ręcznik wylądował na podłodze. O mój Boże. Odwróciłam momentalnie wzrok, a kiedy znów popatrzałam na niego miał już ubraną bieliznę i był w trakcie zakładania jeans'ów.
 - Zostaniesz dziś na noc? - przerwał ciszę.
 - Sama nie wiem, to by była już druga noc kiedy nie byłoby mnie w domu - odpowiadam.
 - Dopiero.. - poprawia mnie. Dla mnie to by znaczyło wiele jeżeli bym została u Harry'ego na kolejną noc, jednak myśl jaka moja mama by była na mnie zła gdyby się dowiedziała ,że to właśnie u niego zostałam.. zła? ona by była wściekła! Pewnie by mi wypominała ,że powinnam teraz u niego zamieszkać. Ugh, nie mam ochoty nawet o tym myśleć.
 - Nie mogę zostać - mówię w końcu. Naprawdę bym chciała, ale powinnam powiedzieć mamie ,że Harry to mój chłopak i.. zaraz, on w ogóle jest moim chłopakiem? Czy ten pocałunek cokolwiek zmienił między nami? Będę musiała z nim porozmawiać o tym w następnym dniu. Dzisiaj nie chce zepsuć mu humoru.
 - Dlaczego? Co ci szkodzi ta ostatnia noc? Powiedz mamie ,że jesteś u Cathy czy coś.. - proponuję.
 - Mówisz o Casey? - śmieje się. Zdziwiony patrzy na mnie ,a po chwili łapię o co mi chodzi i się uśmiecha.
 - To zostaniesz? Proszę.. - błaga mnie. W sumie jestem już dorosła więc mogę decydować gdzie jestem i co będę robić.
 - W porządku, ale to ostatnia noc - karcę go po czym podchodzi do mnie i mnie przytula. Nie wiem jak mam zareagować więc po prostu odwzajemniam uścisk. Prostuję się ,a jego dłonie zostają na moich biodrach. Już myślę ,że chce mnie znowu pocałować ale zaczyna mówić.
 - To chodźmy coś zjeść bo zaraz umrę z głodu - oznajmia po czym łapię mnie za nadgarstek i udajemy się w stronę drzwi wejściowych. Chowa klucz do kieszeni od swoich spodni i otwiera mi drzwi przez które wychodzę jako pierwsza ,a on tuż za mną.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Rozdział 19

Stałam z Niall'em w otwartych drzwiach patrząc na pijanego Harry'ego. Uśmiechnął się do nas z zamkniętymi oczami ukazując swoje białe zęby po czym wszedł przepychając się przez nas do swojego mieszkania. Zamknęłam drzwi, widziałam jak pijany chłopak wchodzi do swojego pokoju i trzaska drzwiami. Popatrzałam na Niall'a kiedy on się odezwał.
 - Zostawię was może samych? - spytał. Pijany facet i dziewica w jednym mieszkaniu? brzmi świetnie!
 - Nie ma mowy. Pomożesz mu otrzeźwieć - odpowiedziałam od razu. Wiem ,że Harry nic by mi nie zrobił, ale się go w jakiś sposób bałam. Trzymałam blondyna za ramię prosząc go żeby został. Nagle usłyszeliśmy tłuczone szkło. Podbiegliśmy do drzwi Harry'ego i zaczęłam pukać.
 - Harry, otwórz - powiedziałam cały czas pukając w jego drzwi od pokoju. Usłyszałam jeszcze serie uderzeń, tak jakby walił pięściami w losowe rzeczy. Gdy postanowiłam otworzyć drzwi ulżyłam ,że były otwarte natomiast kiedy moja hipoteza się sprawdziła znowu się zdenerwowałam. Widziałam jak brązowo włosy chłopak uderza pięściami o szafkę łamiąc ją w pół. Wraz z Niall'em oderwaliśmy go od niszczenia drewnianych półek. Jego ciuchy były wszędzie porozrzucane. Podłoga przez jego ubrania nabrała czarno białej barwy. Wiedziałam ,że ma ich pełno. Pomyślałam spoglądając na białe i czarne koszulki. Niall trzymał  go za nadgarstki przylepione do jego pleców.
 - Co wy kurwa robicie?! - zaczął krzyczeć i się wyrywać. Przez chwile myślałam ,że szybko nam pójdzie uspokojenie go jednak kiedy się gwałtownie odwrócił w stronę blondyna i go uderzył w szczękę wiedziałam ,że siłą go nie zatrzymamy. Niall zaczął mocno krwawić. Harry cały czas przed nim stał kiedy się odezwał.
 - Mało ci było? jeżeli teraz nie wyjdziesz z mieszkania dostaniesz większy wpierdol - powiedział przez zęby Harry. Wzięłam za nadgarstek Niall'a i wyszliśmy z pokoju. Cały czas chłopak trzymam rękę przy twarzy ,a pomiędzy palcami sączyła się ciemno czerwona krew. Zabrałam swoją czarną torebkę leżącą na blacie w kuchni i oznajmiłam Niall'owi ,że wyjdę z nim. Byliśmy już przy drzwiach kiedy Harry złapał mnie mocno za lewy nadgarstek. Odwróciłam się do niego wraz z zakrwawionym blondynem.
 - Ty zostajesz - oznajmił. Patrzeliśmy na siebie. Zieleń jego oczu była jeszcze ciemniejsza niż zawsze. - Zostań, może ty go otrzeźwisz - powiedział na ucho mi Niall po czym wyszedł ,ale wydawało mi się ,że Harry go usłyszał. Staliśmy przed drzwiami wejściowymi wpatrując się w siebie.
 - Przepraszam - szepnął. Miał szklane oczy ,a kolor biały był zastąpiony czerwonym. Byłam na niego poniekąd zła.
 - Nie chciałem żebyś się mnie przestraszyła - powiedział spoglądając na nasze stopy. Westchnął i znów spojrzał na mnie.
 - Nie chciałem żebyś zobaczyła mnie w takim stanie - dodaje. Podchodzi bliżej do mnie na co ja się odsuwam. Widzę jaki jest zraniony przez mój ruch.
 - Boisz się mnie? - jego głos w połowię się załamuję. Jego policzki coraz bardziej stają się czerwone ,a brwi układają się w łuk. Jego żuchwa drży ,a ja mam ochotę ją scałować.
 - Nie, nie boje się - w końcu mu odpowiedziałam. A jego mina od razu się zmieniła. To prawda, nie boje się go. On jest bardzo wrażliwym człowiekiem ,a poza tym nie zrobił nic co powinno powodować u mnie strach w stosunku do niego. No omijając pobicie Niall'a i połamanie swojej drewnianej szafki. Nie chciałam tak dłużej stać przed nim i nic nie mówić. To było i tak lepsze niż cokolwiek innego na przykład kłótnia. Postanowiłam się do niego przytulić. Wtuliłam się w jego tors i pozwoliłam moim łzą spłynąć. Po długim czasie oderwałam głowę on jego klatki i spojrzałam na niego. Jego oczy były już normalne ,a ja czułam żar na moich policzkach. Wytarł swoją wielką dłonią moje dwa policzki po czym złapał za mój kark i przysunął do siebie. Jego twarz zaczęła się zniżać aż do momentu kiedy nasze usta się połączyły.

niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 18

       ANASTAZJAPOV

Kiedy znalazłam się już przed drzwiami do mieszkania Harry'ego postanowiłam zapukać. Słyszałam jak ktoś coś mówi ale nie zbyt zwróciłam na to uwagę. Zadzwoniłam dzwonkiem i tak jakby wszystko ucichło. Usłyszałam kroki. Gdy drzwi się otworzyły od razu odetchnęłam z ulgą. Zobaczyłam Harry'ego. Uśmiechnęłam się szeroko ,ale on wydawał się być zdziwiony. No tak.
 - Przepraszam ,że przeszkadzam. Wróciłam tu bo zostawiłam u ciebie moją torebkę - powiedziałam chłopakowi który zachowywał się jakby zobaczył ducha. Czy on się denerwował? Spojrzał na moje stopy i po chwili się odezwał.
 - Zaczekaj, przyniosę ci ją - oznajmił ochrypłym głosem i zniknął. Bolało mnie to ,że nawet mnie nie wpuścił. Może ma znajomych? Może jakaś dziewczyna tam jest?  Sama nie wiedziałam co mam o tym pomyśleć. Kiedy zaczęłam się rozglądać po klatce schodowej i wąchać kwiaty sąsiadów wystawionych za drzwiami w doniczkach, Harry przyszedł.
 - Oh, umm... Twoja torebka - wyszedł za drzwi i podał mi ją. Podniosłam się ze schodka i odebrałam ją.
 - Dziękuje ci i przepraszam - powiedziałam.
 - Z...za co? - zająkał się. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Stałam na schodach jeden stopień niżej i patrzeliśmy na siebie. Za nim były lekko uchylone drzwi więc pozwoliłam sobie szybko zerknąć. Ale nie widziałam tam niczego ani nikogo dziwnego. Tak jakby było tam pusto.
 - Że ci przeszkodziłam - szepnęłam. Odwrócił się gwałtownie spoglądając za siebie.
 - Oh, to ja przepraszam. Nie mogę cię w puścić bo Niall zrobił bałagan. Muszę po prostu posprzątać - odpowiedział. No, ulżyło mi i to bardzo. Spodziewałam się nie dostać odpowiedzi, jednak to zabrzmiało dosyć realnie, Niall był pijany. I nagle coś mi się przypomniało.
 - Ale nic mu nie zrobiłeś prawda? - krzyknęłam gwałtownie. Spojrzał się na mnie i potarł swoją dłonią za kark. Znów ten nerwowy tik.. zaraz! O cholera! Przepchnęłam się przez niego i pomimo ,że nie powinnam weszłam bez pozwolenia do jego mieszkania. Mój wzrok szukał Niall'a po czym po chwili znalazł. Siedział oparty o ścianę. Jego twarz była czerwona. Jego brwi były wygięte do góry. Wokół niego były szkła. Spojrzałam na drzwi wejściowe. Były zamknięte i stał przy nich Harry. Był zły? smutny? było może mu przykro. Sama nie wiem, bardziej mnie obchodził poszkodowany Niall. Nie widziałam krwi więc dobrze ,że przyszłam teraz. Dziękowałam sobie w myślach ,że zapomniałam o torebce. Podeszłam do blondyna i klęknęłam przed nim.
 - Wszystko w porządku? - spytałam go. Spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami i odpowiedział potwierdzająco głową. Uśmiechnęłam się współczująco do niego.

***

- Ja muszę iść - oznajmił Niall.
 - Nie przeszkadzasz! - krzyknęłam do niego.
 - Tylko ,że..
 - Naprawdę cię przepraszam za Harry'ego - przerwałam mu. Nagle ucichł i się do mnie uśmiechnął. Siedziałam u Harry'ego na sofie kiedy on gdzieś wyszedł ,a ja nie miałam pojęcia gdzie. Byłam na niego zła za zlekceważenie mojej prośby. Pobił swojego przyjaciela bez powodu. No może jakiś był ,ale nie na tyle zły żeby tak postąpić. Kiedy blondyn tak po prostu siedział bez radny obok mnie na sofie zrozumiałam ,że powinnam mu dać spokój. Minęło jakoś dwie godziny od momentu pobicia go przez Harry'ego. Niall kręcił się cały czas przy mnie.
 - Ana ja naprawdę muszę..
 - Nie musisz, możesz zostać przecież - powiedziałam. Daj mu spokój! Westchnęłam gdy on nagle zerwał się i pobiegł do łazienki. Minęło z kilka minut zanim z powrotem do mnie wrócił.
 - Chodziło mi ,że muszę iść do kibla - odparł. Zrobiło mi się trochę wstyd bo kazałam mu siedzieć przy mnie i nigdzie się nie ruszać.
 - Przepraszam - szepnęłam. Zaśmiał się ,a ja razem z nim. Słyszałam głośne krzyki na klatce, pomyślałam ,że to jacyś sąsiedzi więc to zignorowałam. Niall usiadł znów w tym samym miejscu i zaczęliśmy oglądać telewizję. Krzyki były coraz głośniejsze. Spojrzeliśmy się z Niall'em na siebie i podeszliśmy cicho pod drzwi żeby cokolwiek podsłuchać.
 - Spierdalaj! - krzyczał znajomy głos. Słyszeliśmy jeszcze więcej przekleństw kiedy nagle ucichły ,a po chwili ktoś szarpnął za klamkę od drzwi. Kiedy wszedł wraz z chłopakiem go nie poznaliśmy. To był Harry. 

piątek, 15 stycznia 2016

Rozdział 17

Gdy podjechaliśmy już pod mój dom spojrzałam na jego rękę zaciśniętą lekko wokół mojego uda. Kiedy ja mu na to pozwoliłam? Od razu ją złapałam i położyłam na jego nogę.
 - Dziękuję za podwiezienie, ale ja tylko dostałam klamką od drzwi ,a nie kulą od pistoletu - tłumaczę mu. "Oh" tylko tyle wydobywa się z jego ust. To bardzo miłe z jego strony ,że tak się zachował ale to nic wielkiego. - Obiecuję ,że dostanie on dwa razy mocniej tą klamką - obiecuje mi. To słodkie ale przesadził.
 - Nie, proszę nie rób..
 - Tylko ,że on dostanie w twarz - dodaję Harry. Nie mogę tak tego zostawić, on może mu zrobić krzywdę ,a wiem jaki Harry jest.
 - Jeśli mu to zrobisz to już nigdy się do ciebie nie odezwę - szantażuję go. To był tylko wypadek ,a Niall był pijany, Harry za bardzo dramatyzuję. Chłopak krzywi się na to co mu zaproponowałam. Wzdycha i wysiada z auta. Przez przednią szybę widzę jaki jest skupiony, pewnie to przemyśla. Otwiera mi drzwi i łapie mnie za nadgarstek. Pomaga mi wyjść z jego samochodu. Kiedy zamykam drzwi staję jeszcze chwilę przed nim. Patrzymy na siebie skupieni aż w końcu Harry się odzywa. - W porządku, nie zrobię mu tego - mówi z przegranym uśmieszkiem.
 - Dziękuję - odpowiadam mu i nie wiem co mam teraz zrobić więc po prostu wtulam się w jego klatkę piersiową. Pachnie cudownie, woda kolońska zakrywa całe powietrze. Kiedy się odrywam od niego widzę jak jego oczy się rozszerzyły. Sama byłam zdziwiona moim zachowaniem.
 - Do zobaczenia Ana - powiedział po czym wszedł do pojazdu i odjechał. Odetchnęłam w końcu i odwróciłam się na piętach w stronę drzwi wejściowych. Podeszłam i je otworzyłam. Szłam przez krótki korytarz aż w końcu zobaczyłam moją mamę stojącą w kuchni.
 - Cześć mamo - powiedziałam nie głośno ale tak żeby mnie usłyszała. W domu  panowała grobowa cisza co mnie zawsze zabijało. Matka odwróciła się do mnie i wpatrywała się we mnie groźnym spojrzeniem. - Gdzie ty do cholery byłaś?! - krzyknęła. I się zaczyna..
 - U koleżanki i tak nie znasz więc się nie wypytuj i nie trać swojego czasu - oznajmiłam. Tak jak ona ja też byłam zszokowana moją odpowiedzią. Udałam się do swojego pokoju i słyszałam jak jeszcze coś moja matka krzyczy ale nie zwróciłam na to uwagi. Po chwili stanęłam w miejscu kiedy zrozumiałam ,że zostawiłam u Harry'ego moją torebkę. Nie mam nawet jak do niego zadzwonić bo w niej jest mój telefon. - Cholera - sapnęłam pod nosem. Muszę tam iść.

HARRYPOV

Po odwiezieniu Anastazji zajęło mi pięć minut żeby wrócić i najebać Niall'owi. Byłem tak zdenerwowany ,że nawet uderzenie w ścianę klatki schodowej nic nie dało. Wbiegłem najszybciej jak potrafiłem do mieszkania kiedy widziałem jak ten sukinsyn siedzi na kanapie i w najlepsze ogląda jakiś zasrany program. Tego już za wiele. Spojrzał się na mnie kiedy w sekundę na niego się rzuciłem. Złapałem za jego kołnierz od koszulki i przygwoździłem do ściany. Jego głowa uderzyła z ogromną siłą w mój obrazek w drewnianej ramce. Fotografia spadła tłucząc się na ziemi, Byłem jeszcze bardziej zły niż chwilę temu. Zły? Ja byłem wściekły!
 - Co ty wyprawiasz!? - krzyczał Niall i zaczął mi się wyrywać.
 - Ty pedale! - zwariowałem. Prawą dłoń ułożyłem w pięść i go z całej siły uderzyłem w brzuch. Blondyn zajęczał z bólu i usztywniał. Puściłem go ,a ten zaczął się zwijać z bólu.
 - Co ja ci zrobiłem?! - wyjęczał Niall.
 - Następnym razem nie przychodź tu pijany - oznajmiłem mu i kopnąłem go w żebra. Leżał na podłodze w szkłach od zdjęcia które się potłukło. Kiedy on cierpiał w tym samym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Bałem się ,że to policja. Tylko nie znowu. Zawsze sąsiedzi skarżyli się na hałasy typu głośna muzyka albo jęczące z przyjemności panienki. Gdyby to były psy, poszedłbym siedzieć za pobicie Niall'a. Podszedłem do drzwi i spojrzałem ostatni raz na mojego kumpla. Uciszył się na szczęście. Otworzyłem drzwi ,a w nich nie stali policjanci tylko Anastazja. 

Rozdział 16

Po otwarciu oczu potrzebowałam chwili żeby się zorientować gdzie się znajduje. Czekałam aż oczy przyzwyczają mi się do jasnego światła które wpadało przez lekko uchylone żaluzje na oknie. Otarłam swoimi dłoniami ułożonymi w pięści oczy i rozejrzałam się po pokoju Harry'ego. Spojrzałam przez uchylone drzwi i z moich obserwacji wywnioskowałam ,że nie ma go w mieszkaniu. Wstałam z jego wielkiego łóżka i zabrałam moje wczorajsze ciuchy. Udałam się do łazienki. Po umyciu twarzy i ubraniu się wyszłam ,a Harry siedział na złożonej kanapie oglądając telewizje.
 - Cześć Ana - uśmiechnął się do mnie. Ściszył telewizor i wstał. Podszedł do blatu i zabrał z niego talerz pełen kanapek.
 - Pomyślałem ,że będziesz głodna więc zrobiłem małe co nie co - trzymał talerz w ręku i zachęcająco go potrząsał. Burczało mi w brzuchu na sam widok. Usiedliśmy obok siebie na sofie ,a chłopak wziął pilota do ręki i zaczął skakać po kanałach. Nie rozmawialiśmy ze sobą ale chyba dlatego ,że byliśmy pochłonięci oglądaniem i jedzeniem. Kiedy skończyliśmy już miałam się spytać dlaczego go nie było ale on zaczął.
 - Jak się spało, piękna? - spytał myjąc naczynia w zlewie. Siedziałam cały czas w tym samym miejscu wpatrzona w ekran.
 - Świetnie - odpowiedziałam po chwili. Twój cudowny zapach na pościeli pomógł mi zasnąć. Zaczęłam myśleć o tym jak mnie pocałował na dobranoc. Pewnie myślał ,że już spałam. Uśmiecham się sama do siebie na tą myśl.
 - Wszystko okej? - pyta. - Tak, przepraszam - powiedziałam od razu. Poszłam do łazienki jeszcze raz się załatwić i przy okazji spojrzeć w lustro. Wyglądam okropnie! Mam całe włosy w kołtunach i rozmazaną maskarę. Szybko zmywam wodą to co mogę i żałuję ,że Harry musiał mnie widzieć w takim stanie. Po wyjściu z łazienki patrzę na chłopaka który czyta jakieś czasopismo. Patrzy na mnie i je natychmiast odkłada. Podchodzi do mnie blisko i się uśmiecha.
 - Ja już będę szła - powiedziałam pierwsza. Wyraz jego twarzy trochę posmutniał ale za chwilę się zmienił na wesołego. On jest taki intrygujący.
 - Mam pytanie do ciebie - powiedział nie nawiązując kontaktu wzrokowego. Byłam trochę zdenerwowana ale pokiwałam głową żeby dokończył. Spojrzał w końcu na mnie ,a w tym samym czasie ktoś wszedł do mieszkania z wielkim hukiem zamykając drzwi.
 - Sory - pisnął. To był Niall. Widziałam jak Harry był zdenerwowany i nie wiem czy tym ,że wszedł w nie odpowiedniej chwili czy tym ,że trzasnął drzwiami. - Ooo, siema! - wrzasnął chyba do mnie.
 - Nie wiedziałem Harry, że przyprowadzisz znowu laskę, przepraszam najmocniej - zaśmiał się. Niall podtrzymywał się ściany ,żeby nie upaść. Czuć było od niego alkohol. Wiedziałam ,że jest pijany od jego efektywnego wejścia. Harry miał zaciśniętą mocno szczękę. To go nie boli? Blond włosy pijany chłopak podszedł do sofy i na nią się położył. Cały czas z Harry'm stałam przed drzwiami toalety bacznie obserwując Niall'a. Nagle pośpiesznie wstał i przepychając się przez nas odtworzył drzwi uderzając nimi mnie w ramię. Czułam uderzenie klamki od nich w moje biodro. Harry szybko zareagował i złapał mnie jedną dłonią za łokieć ,a drugą za bolące miejsce. Jego wielka dłoń masowała moje biodro. Przez chwilę nie czułam bólu. Spojrzałam mu w oczy, widać ,że był wściekły. - Wyjdźmy stąd - oznajmił i po chwili udaliśmy się do wyjścia. Harry całą drogę mnie trzymał jakbym była ranna. Weszłam do jego białego auta i zamknęłam za sobą drzwi. Ból już przeszedł. Harry wszedł na miejsce kierowcy i włączył silnik. - Nadal boli? - spytał troskliwie.
 - Nie, już nie, ale będzie niezły siniak - zaśmiałam się. Lekko się uśmiechnął i dotknął mojego biodra robiąc palcem wskazującym koła wokół miejsca uderzenia.
 - Tak bardzo cie za niego przepraszam. To totalny frajer - powiedział zrezygnowany. - Odwiozę cie do domu - oznajmił i ruszyliśmy. Jego prawa ręka cały czas była umieszczona na moim biodrze i tylko gdy musiał zmienić bieg to ją zabierał.

środa, 13 stycznia 2016

Rozdział 15

Obserwował mnie cały czas. Stanęłam przed nim i zaczęłam ściągać z siebie czarny sweterek. Rzuciłam go obok Harry'ego. Leżał cały czas w tej samej pozycji. Jego długie nogi dotykały ziemi. Miałam na sobie cienką białą koszulkę z długim rękawem ,a pod nią białą bokserkę. Zdejmowałam koszulkę najdłużej jak umiałam. Nie wiem co chciałam przez to pokazać ale mi się podobało ,a Harry'emu w szczególności. Położyłam ją na miejsce swetra.
 - Mi też jest gorąco - oznajmił Harry i ściągnął z siebie czarną grubą bluzę. Pod nią miał czarną koszulkę z krótkim rękawem. Usiadłam obok moich ciuchów i zaczęłam je składać. Chłopak wstał, podniósł z podłogi swoją bluzę i umieścił ją na krześle. Odwrócił się w moją stronę i patrzeliśmy tak przez chwilę na siebie.
 - Idę się umyć - powiedział. Skinęłam głową ,a po chwili już go nie było. Położyłam się na jego łóżku. Ale wygodne. Jego pościel pachniała nim, czułam wodę kolońską którą zawsze był wypsikany. Zamknęłam oczy i rozmyślałam nad wszystkim. Słyszałam jak ktoś po cichu wchodzi do pokoju. Otworzyłam oczy i zamarłam. Zobaczyłam Harry'ego bez koszulki w samych czarnych bokserkach. Zauważyłam bardzo dużo pojedyńczych tatuaży zaczynających się od jego ręki po brzuch i żebra. Zamknął za sobą drzwi od pokoju i spojrzał się na mnie. Oparłam się o swoje łokcie i patrzyliśmy na siebie tak przez krótką chwilę. Uśmiechnął się szeroko ukazując swoje białe zęby. Odwzajemniłam uśmiech i obserwowałam każdy jego ruch. Podszedł do swojej drewnianej szafy i wyjął z niej ciuchy. Rzucił we mnie swoimi rzeczami. Zaczęłam je oglądać, była to biała koszulka z krótkim rękawem i szare bokserki w kratę.
 - Będzie ci w nich wygodnie - zaśmiał się pokazując na parę bokserek. Jest uroczy..czekaj! co!
 - Nie rozumiem? - odpowiedziałam patrząc na niego pytająco.
 - Zostajesz tu na noc - oznajmił uradowany. Miałam z nim spać?
 - Nie ma mowy! - krzyknęłam. Zaczął się głośno śmiać ,a ja razem z nim, tylko ,że byłam trochę zażenowana. Na samą myśl spania z nim w jednym łóżku czułam motylki w brzuchu.
 - Oh, daj spokój Ana! Mamy piątek ,a jest już za późno żebyś wracała - przekonywał mnie.
 - Która jest? - spytałam. Jakim cudem było późno? Przecież nie dawno tutaj przyszłam. Stał cały czas przede mną bez koszulki w samych bokserkach. Nie przeszkadzało mi to ,a on nie zwracał na to uwagi. - Po dwudziestej, kochanie - odpowiedział. Kochanie. Już czułam jak się czerwienie.
 - No dobra.. to zostaję - oznajmiłam. Powiedziałam spoglądając na ciuchy, zaczęłam je mielić w dłoniach. Tak naprawdę to bym go przytuliła i krzyczała ze szczęścia ,ale nie jestem nie normalna.
 - Jeśli potrzebujesz, możesz iść się umyć - powiedział. Miał rację, powinnam wziąć prysznic.
 - Dzięki, skorzystam - uśmiechnęłam się i z nie chęcią opuściłam pokój. Udałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Ciepła woda rozluźniła moje spięte mięśnie. Po wyjściu ubrałam się w jego ciuchy które mi dał. Wyglądałam trochę śmiesznie, były na mnie za duże ,a bokserki mi spadały. Musiałam trzymać je jedną ręką. Kiedy wyszłam zobaczyłam jak ścieli kanapę. Mam nadzieję ,że będzie wygodna jak jego łóżko.
 - Masz może mniejsze bokserki? - spytałam uśmiechnięta.
 - Za duże?
 - Spadają mi.. - przyznałam. Zaczął się śmiać. - O to chodzi - uśmiechnął się uwodzicielsko. Zostawiłam już tą sprawę. I tak będę tylko w nich spać ,a nie chodzić cały dzień. Napisałam wiadomość do matki ,że zostaję u przyjaciółki i nie będzie mnie na noc. Pewnie była wściekła bo nie odpisała chociaż zawsze to robi. Nie mogłam jej napisać ,że zostaję u Harry'ego bo by mnie zabiła ,a poza tym go nawet nie znała. Brązowowłosy chłopak poszedł do swojego pokoju ,a ja zostałam w salonie z zjeżdżającymi matkami. Usiadłam na długiej kanapie i się położyłam. Harry wyszedł z pokoju z poduszką w rękach i spojrzał zdziwiony.
 - Będziesz spała ze mną? - spytał.
 - To znaczy.. - zaczęłam.
 - Mi to nie przeszkadza - przerwał.
 - Ale się nie zmieścimy na tej kanapie - oparł. Uśmiechnął się ,a ja zrozumiałam już o co mu chodzi. - Oh, myślałam ,że to dla mnie - szepnęłam.
 - Dla ciebie jest moje łóżko, żeby ci się wygodnie spało - odpowiedział. Jaki on był kochany i czarujący. Wstałam z jego posłania i wskoczyłam na jego łóżko. Przykryłam się jego pachnącą kołdrą. Widziałam go przez otwarte drzwi jak się kładzie. Przerzuciłam się na prawy bok i zamknęłam oczy. Słyszałam ciche kroki. Coś lub ktoś usiadł obok mnie, pochylił się nade mną i pocałował delikatnie i namiętnie w policzek.
 - Dobranoc, kochanie - szepnął mi na ucho. To był Harry. W tamtym momencie chciałam go złapać i położyć obok mnie. Chwilę jeszcze przeżywałam tą sytuacje kiedy w końcu zasnęłam.

wtorek, 12 stycznia 2016

Rozdział 14

Staliśmy nie bezpiecznie blisko siebie. - Masz tu swój pokój? - spytałam nerwowo. Widziałam jak jego mina z pożądającej zmieniła się w zrezygnowaną.
 - Tak mam, ale i tak tam nie wejdziesz - powiedział groźnie po czym się uśmiechnął. Cały czas staliśmy w tym samym miejscu metr od siebie obok jego plazmowego telewizora.
 - Ukrywasz tam coś?
 - Co masz na myśli?
 - Trupy? - zaśmiałam się. Spojrzał na mnie jakby zobaczył ducha. - Skąd wiedziałaś? - szepnął. Miał wielkie otwarte oczy skierowane w moją stronę. Złapał mnie gwałtownie za nadgarstki, tym razem najmocniej z tych wszystkich razów. Popchnął na ścianę obok telewizora. Nadal mnie trzymał, trochę się go przestraszyłam. Cały czas patrzał mi w oczy z jakby nienawiścią.
 - Ty będziesz kolejnym - uśmiechnął się złowieszczo i przewiesił mnie przez swój bark. Zaczęłam się mu wyrywać. Bałam się co zaraz może się stać. Otworzył jakieś drzwi i wszedł do pomieszczenia. To był jego pokój. Postawił mnie na nogi po czym się szeroko uśmiechnął.
 - Tylko żartowałem - powiedział kładąc swoje dłonie na moich biodrach. On był taki delikatny ,a jego dotyk ciepły.
 - Przestraszyłeś mnie - syknęłam przez zęby. Naprawdę byłam na niego zła. Wystraszył mnie swoim zachowaniem. Pomijając to co się stało chwilę temu, zaczęłam się rozglądać po jego pokoju. Był ciemny, ściany były czarno-szare. Jego łóżko zajmowało najwięcej miejsca w całym pomieszczeniu. Okno było małe,lekko zasłonięte żaluzjami. Pod nim znajdował się wąski stolik, a przy nim krzesło obrotowe. Po prawej stronie od wejścia był drewniany regał z książkami i wyższa od regału szafa. Ściany były puste, żadnego obrazu ani plakatu. Staliśmy przed jego łóżkiem które było na wprost drzwi. Pokój Harry'ego był w tym samym rozmiarze co salon. Obracałam się przed nim rozglądając się po pomieszczeniu. Czułam na sobie jego wzrok.
 - Podoba ci się? - spytał cicho swoim ochrypłym głosem.
 - Tak, jest.. ładny - oznajmiłam. Podobał mi się tak jak cała reszta jego mieszkania.
 - Gdzie śpi Niall? - zapytałam.
 - W salonie na kanapie - odpowiedział mi pokazując głową w stronę salonu. Uśmiechnęłam się. No bo gdzie indziej biedny chłopaczek mógłby spać. Usiadłam po lewej stronie jego łóżka. Obserwowałam go co ma zamiar zrobić. Myślałam szczerze mówiąc ,że będzie mi kazał wstać czy nawet stąd wyjść ale tak nie było. Podszedł do krzesła i podsunął je przede mnie następnie na nim siadając. - Ile przyprowadziłeś tutaj dziewczyn? - zapytałam się zanim to przemyślałam. Głupio mi było ,że tak naglę z tym wystrzeliłam ale tak naprawdę byłam tego ciekawa.
 - Sporo..- odpowiedział zniesmaczony. Byłam zazdrosna ale chciałam wiedzieć więcej.
 - Czyli ile dokładnie?
 - Może z dwadzieścia. Nie liczyłem - powiedział nie chętnie. Było mi smutno, ale sama to sobie zrobiłam. - Już tego nie robię - szepnął. Próbowałam nawiązać z nim kontakt wzrokowy ale nie udawało się.
 - Dlaczego? znudziło ci się? - nadal ciągnęłam ten temat. Uśmiechnął się do mnie krzywo. Moja ciekawość nie zna granic.
 - Nie, po prostu odkąd..a z resztą! - klepnął swoją dłonią o kolano. Nagle rozbrzmiał się dźwięk mojej komórki w salonie.
 - Oh, przepraszam - powiedziałam i pobiegłam w stronę telefonu. Wyjęłam urządzenie z mojej czarnej torebki. Spojrzałam na wyświetlacz i od razu się skrzywiłam ,a Harry to widział. Stał pomiędzy framugami od drzwi.
 - Kto to? - spytał zaciekawiony.
 - Moja matka.. - westchnęłam i przeciągnęłam zieloną strzałkę w bok.
 - Halo?
 - Gdzie ty się do cholery podziewasz!? minęły już dwie godziny od twoich skończonych zajęć! - zaczęła wrzeszczeć ,a chłopak zapewne to słyszał. Harry zaśmiał się głośno, udał się w stronę łóżka i się na nim położył. Czyli słyszał. - Gdzie jesteś i z kim? - wypytywała się mnie.
 - Mamo, jestem już pełnoletnia, potrafię o siebie zadbać. Będę wieczorem w domu, papa - powiedziałam i się rozłączyłam. Przy Harry'm nabrałam dziwnej odwagi.
Wyłączyłam telefon i schowałam z powrotem do torebki. Wolno szłam w jego stronę, był rozłożony na łóżku i miał uśmiech na twarzy. Wyglądał cudownie. Skrzyżował ręce za głową i patrzał na mnie.

Rozdział 13

Szliśmy razem w stronę mojego domu.
 - Dlaczego twoja koleżanka uciekła? - zaczął.
 - Obraziłeś ją
- Jakim cudem?
- Wspominając o Niall'u - odpowiedziałam. Harry zaczął się zastanawiać chyba dlaczego o takie coś Casey się zezłościła ,ale ja też bym tak postąpiła na jej miejscu.. gdybym była nią.
 - To ją ode mnie przeproś w takim razie. Nie chciałem, wydawało mi się to śmieszne..
 - Ale nie było - odparłam. Zaczęłam pisać sms'a do Casey o przeprosinach Harry'ego. On widząc to zaśmiał się głośno. Jaki to był cudowny dźwięk. - Dopisz jeszcze ,że zadowoliła Niall'a - śmiał się jeszcze kilka minut ,a ja razem z nim. Dobrze ,że nas nie widziała bo by mnie zabiła.
 - Może by mnie też zadowoliła - zapytał się mnie Harry. Nie powiem ,że się nie zezłościłam. Trochę byłam zazdrosna w tamtym momencie. Przypomniało mi się jak mówił ,że przyprowadza te wszystkie kobiety do niego ,żeby się z nimi kochać. Obrzydliwe.
 - Albo może ty spróbujesz? - zmienił zdanie. Cała zazdrość zniknęła a z nią moja wściekła mina. To by było świetne zobaczyć Harry'ego bez koszulki i majtek. Móc dotykać go ustami gdziekolwiek, sprawiać mu przyjemność.. - Ziemia do Any! - wyrwał mnie Harry z moich niegrzecznych przemyśleń machając mi przed twarzą swoją wielką dłonią. Szliśmy cały czas drogą w stronę mojego domu. W pewnym momencie chłopak się zatrzymał.
 - Co jest? - spytałam patrząc na niego. Uśmiechnął się do mnie i odpowiedział.
 - Może.. uhm.. poszlibyśmy do mnie? - tarł dłonią o swój kark, to chyba jego taki tik kiedy się denerwuje. Żołądek wywrócił mi się do góry nogami na samą myśl ,że mogłabym przyjść do jego mieszkania.
- Jeśli to nie problem..
 - Oczywiście ,że nie! - przerwał mi. Uśmiechnęłam się do niego ,a on to odwzajemnił. Mogłabym dowiedzieć się o nim więcej! Na przykład czy ma ulubiony zespół? Czy ma jakieś hobby? Tyle pytań ,a od odpowiedzi dzieli mnie kilka metrów. Od razu ruszyłam w przeciwną stronę mojego domu. Byliśmy już na mojej dzielnicy ale zawróciłam szybkim tempem.
 - Gdzie ty biegniesz? - zapytał. No tak przecież ja nie miałam pojęcia gdzie on mieszka. Co ja wyprawiam?! Stanęłam w miejscu i na piętach się do niego odwróciłam.
 - Yyy.. prowadź - odpowiedziałam mu. Podszedł do mnie, złapał mnie za rękę, tym razem to nie był nadgarstek i udaliśmy się do niego. Po dosłownie pięciu minutach drogi z moją ręką wplecioną w jego dużą dłoń doszliśmy na miejsce. Blok w którym mieszkał mijałam nie raz. Wiedziałam gdzie się znajduję więc nie było problemu wracać samej do domu. Jednak mam nadzieje ,że tak nie będzie.
 - Teraz na trzecie piętro - oznajmił. Pokiwałam głową i zaczęliśmy wchodzić po szarych schodach. po przejściu pierwszego piętra Harry postanowił wziąć mnie na plecy. Zgodziłam się jednak obawiałam się czy mnie uniesie. O dziwo udało mu się i nawet nie wyglądał na zmęczonego. Wiedziałam ,że jest najsilniejszy ze wszystkich chłopaków z naszej klasy, jednak teraz jeszcze bardziej mi zaimponował. Staliśmy przed jego drzwiami wejściowymi kiedy on próbował je od kluczyć. Zaczął się denerwować, widziałam jak zaciska swoją szczękę. - Poczekaj.. - powiedziałam mu i złapałam za klamkę. Drzwi były otwarte, nie wiedziałam czy to dobrze czy źle. Spojrzałam na niego ale jego twarz nie wykazywała żadnych uczuć. Po prostu wszedł pierwszy i zaczął się rozglądać. A gdzie są maniery? Pomyślałam. A może bał się ,że jest jakiś włamywacz i nie chciał żeby mnie zaatakował. Sama już nie wiem.
 - Wejdź Anastazjo - uchylił szerzej drzwi ,a ja weszłam do pomieszczenia zamykając je za sobą. Przy zdejmowaniu butów kątem oka rozglądałam się po jego mieszkaniu. Wyglądało na nowoczesne i drogie. Było bardzo eleganckie jak na.. niego. Sama nie wiem czego oczekiwałam, ale na pewno nie tego. Pomieszczenie było połączone z kuchnią i salonem. Po prawej stronie od wejścia do kuchni były drzwi prowadzące do łazienki. Na prawej ścianie od wejścia na końcu salonu była inna para drzwi, pomyślałam ,że to może być jego pokój. Całość wyglądała świetnie, wszystko miało odcienie szarego i białego. Na półce nad telewizorem widziałam książki i zdjęcia obrane w czarną matową ramkę. Podeszłam bliżej się przyjrzeć kiedy Harry był w  ubikacji. Widziałam na fotografiach chyba jego rodzinę. Nie byłam pewna. Chłopak wyszedł z toalety i podszedł od razu do mnie.
 - Co robisz? - zapytał. - Byłeś słodki kiedy byłeś mały - uśmiechnęłam się. Naprawdę mi się podobały te zdjęcia był na nich taki szczęśliwy. - Nie patrz na nie bo się upokarzam - zaśmiał się i zabrał mi z ręki zdjęcie małego Harry'ego w kąpielówkach. Odłożył je na miejsce i spojrzał się na mnie.
 - A ty masz jakieś zdjęcia z dzieciństwa przy sobie? - powiedział wskazując palcem na moją torebkę. - Oh.. mam tylko ,że ..
- Pokaż! - przerwał mi ,a jego oczy były pełne podekscytowania. Trochę się wstydziłam tego zdjęcia, ale pomimo tego wyjęłam je z portfela. - Miałam wtedy dwanaście lat - ostrzegłam go. Wpatrywał się w nie przez długi czas aż w końcu mu je wyrwałam i schowałam z powrotem.  Obserwował cały czas moje ruchy. Trzymałam w ręku swoją torebkę kiedy on ją wyrwał i rzucił na kanapę. Dzielił nas metr ,a ja nie wiedziałam co mam zrobić.

niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 12

- Anastazja - szepnęła moja matka. Widziałam ją w pięknej białej sukni ślubnej. Miała spięte włosy po bokach i zaplecione warkocze.
 - Anastazjo, wstań proszę - rozbrzmiał się jej głos w mojej głowię. Wszystko nagle zawirowało. Otworzyłam oczy i zobaczyłam moją mamę w czerwonej piżamie. Jej brązowe oczy były niespokojne. Oparłam się łokciami o łóżko. Byłam przykryta kołdrą od mojego brzucha do gołych stóp.
 - Co się stało? - spytałam zaspana. Przetarłam oczy prawą dłonią, na lewym łokciu oparłam cały swój ciężar.
 - Jest po ósmej, spóźniłaś się do szkoły - oznajmiła. Wystarczyło parę sekund żeby do mnie doszło co się stało. Spóźniłam się! Pamiętam ,że zdarzyło mi się to tylko raz w życiu, byłam wtedy w podstawówce i nikt nie miał jak mnie odwieźć do szkoły. Tata był pijany ,a matka płakała z bólu na podłodze. Wybiegłam tamtym razem z domu totalnie sama. Pomimo tego ,że miałam godzinę do szkoły to i tak szłam w jej stronę. Chciałam uciec. I teraz będzie drugi raz. Zerwałam się szybko z łóżka, zabrałam ciuchy i pobiegłam do łazienki. Moja rodzicielka cały czas obserwowała moje ruchy. Kiedy znajdowałam się już w łazience zaczęłam od mycia zębów i twarzy. Ubrałam przygotowane rzeczy i zwinęłam tłuste włosy w kucyk. Udałam się szybko do mojego zielonego pokoju po torbę do szkoły. Zbiegłam po drewnianych schodach i napotkałam brązowo włosom dziewczynę. Casey. Od razu przypomniałam sobie imprezę na której spotkałam ją nagą z obcym chłopakiem w łazience. Uśmiechnęłam się pod nosem ,a ona odwzajemniła. Dobrze ,że nie czyta mi w myślach jak Harry. Harry. Dziś znów go spotkam. Fajnie było z nim porozmawiać w sobotę, szkoda ,że trochę nie wyszło. Wraz z Casey stałyśmy same na przedpokoju.
 - Co tu robisz? - zaczęłam. Spojrzała się na mnie.
 - Nie spotkałam cię w szkole to pomyślałam ,że jesteś w domu. - patrzyła mi cały czas w oczy.
 - Chciałam zobaczyć czy wszystko w porządku - dodała. Miło z jej strony.
 - To idziemy razem - powiedziałam. Pożegnałyśmy się z moją mamą i wyszłyśmy. Całą drogę przemilczałyśmy. Po wejściu głównymi drzwiami szkoły poszłyśmy szybkim tempem w stronę lekcji z naszą klasą. O dziwo po wejściu widziałam tylko kilka osób ,a w tym Harry'ego. Siedział w pierwszej ławce przed biurkiem nauczyciela. Każdy rozmawiał pomiędzy sobą i nikt nie zauważył ,że weszłyśmy.. oprócz tego brązowowłosego chłopaka. Przeprosiłyśmy panią za spóźnienie ,a ona odpowiedziała ,że dzisiaj mieliśmy na późniejszą godzinę. Czyli się nie spóźniłam! Ulżyło mi gdy to oznajmiła. Casey złapała mnie za nadgarstek i usiadłyśmy ławkę za Harry'm. Spojrzałam się na nią pytająco.
 - Cześć Harry, jak ci minęła sobota? - zaczęła. Uśmiechnęłam się do niego przepraszająco.
 - A tobie? - spytał. No i się zaczyna. Patrzała na niego dziwnie, ale z uśmiechem.
 - Fajnie się zabawiało z Niall'em w łazience? - zaśmiał się cicho. Przez chwilę zamarłam tak jak ona. - Pewnie nawet nie wiedziałaś kto to jest - dodał.
  -Skąd ty to.. oczywiście ,że wiedziałam - odpowiedziała Casey.
 - Pamiętasz chociaż jak wyglądał? - spytał. Pewnie to był jakiś kolega Harry'ego.
 - Skąd o tym wiesz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Zapewne nie pamięta jak wyglądał. Zaśmiałam się w myślach.
 - To mój najlepszy przyjaciel. - mówi.
 - On mi opowiada zawsze jak zalicza jakąś laskę ,ze szczegółami - podkreślił słowo "szczegółami". Oni cały czas patrzeli na siebie zabijającym wzrokiem ,a  ja siedziałam obok mojej najlepszej przyjaciółki nie wiedząc jak to skończyć. Na szczęście dostałam pomoc, zadzwonił dzwonek.
 - Idę do łazienki - powiedziała do mnie Casey i pośpiesznie wychodząc z klasy nawet się na mnie nie spojrzała. Popatrzyłam na zadowolonego z siebie Harry'ego. Jego zielone oczy patrzały raz na moje usta raz w moje oczy. Oblizał swoją wargę tak wolno jak to robił w sobotę u mnie w domu. Sobota, właśnie.
 - Dzięki ,że nie powiedziałeś Casey o tym jak byłeś u mnie w sobotę - podziękowałam jemu. Skinął głową w moją stronę i podniósł się z krzesła. Obserwowałam jego każdy ruch. Miał na sobie dzisiaj białą koszulkę, czarne rurki i czarne conversy. Jego tatuaże były widoczne spod białego materiału, jego wygląd był idealny. Zaczesał prawą dłonią swoje kręcone włosy do tyłu ,a drugą trzymał torbę. Odwróciłam się od niego i udałam się za moją przyjaciółką. Przeszłam przez korytarz w stronę mojej przyjaciółki. Sprawdziłam łazienkę. Pusto. Zeszłam na pierwsze piętro i tam też jej nie było. Sprawdziłam cały parter i szatnie dziewcząt, tam też jej nie było. Trochę się zdenerwowałam ale wiedziałam ,że to Casey. Ona sobie poradzi. Pomyślałam ,że przyjdzie na lekcje, jak nie na tą to na następną. Po dzwonku udałam się na pierwszą lekcje. Ciesze się ,że się nie spóźniłam. Muszę napisać to mojej matce bo pewnie się martwi. Po wysłaniu do niej sms'a i zajęcia swojego miejsca w ławce schowałam komórkę i rozpakowałam zeszyt z książką. Wyjęłam długopis, czułam ,że ktoś siada obok mnie ale byłam zajęta sprawdzaniem czy długopis piszę. Spojrzałam w lewo i się przestraszyłam. Byłam pewna ,że to Casey ,ale to Harry.
 - Casey nie będzie zła - szepnął. Zachichotałam cicho. Minęła połowa lekcji, chłopak dziwnie się na mnie patrzał.
 - Co jest Harry? - spytałam.
 - Powtórzymy sobotę? - odpowiedział. Gdyby nie jego intymne pytania było by świetnie, może tym razem byłoby lepiej?
 - Dobrze, ale tym razem u ciebie - zaśmiałam się. Wyszczerzył do mnie oczy. O co chodziło? Przypomniało mi się gdy spytałam się czy z kimś mieszka odpowiedział ,że z przyjacielem ,ale to nie problem chyba żeby był z nami. Po skończonych lekcjach poczekałam chwilkę na Harry'ego ,żeby się dopytać o weekend. Zależy mi na spotkaniu się z nim. Na trzeciej lekcji dostałam wiadomość od Casey ,że postanowiła pójść do domu bo nie chciała już widzieć Harry'ego. Ta sytuacja wydawała się być śmieszna. Kiedy zobaczyłam jak zielonooki chłopak wychodzi ze szkoły i schodzi po długich schodach od razu ruszyłam w jego stronę.
 - Harry! - zawołałam go. - Tak, piękna? - spytał. Zawsze kiedy mnie komplementował czułam jak mi żołądek wywraca się do góry nogami.
 - W którą stronę idziesz? - chciałam wraz z nim wracać.
 - W tą co ty, pamiętasz, mieszkam pięć minut od ciebie - zaśmiał się. No tak, przypomina mi się sobota.
 - Dlaczego pytasz? - uśmiechnął się. - Chcesz wracać ze mną? - dodał. Stałam przed nim przez cała konwersacje. Przez to ,że stał na pierwszym schodku był jeszcze wyższy. Wyglądał jakby miał dwa metry. Zszedł ze stopnia, złapał dwoma rękami za moje barki i obrócił w stronę wyjścia z terenu szkoły.

piątek, 8 stycznia 2016

Rozdział 11(2)

CZ.2
Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wyjęłam go z tylniej kieszeni. Mama.
 - Przepraszam na moment - powiedziałam do Harry'ego i weszłam do kuchni.
 - Ana, nie chce żebyś się martwiła więc dzwonię. Zostanę u babci jeszcze trochę dobrze? - oznajmiła matka.
 - Kiedy masz zamiar przyjechać? - spytałam grzecznie.
 - Jakoś o siódmej - odpowiedziała. Świetnie. Spędzę jeszcze trzy godziny z tym chłopakiem sam na sam w domu.
 - Dobrze, pa. - powiedziałam i się rozłączyłam. Wróciłam do salonu. Harry jak siedział tak siedzi.
 - Będziemy cały czas oglądali telewizję? - zapytałam go. Spojrzał się na mnie pioronującym spojrzeniem. Zdenerwowana usiadłam na końcu kanapy.
 - Dlaczego siedzisz tak daleko? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
 - Dlaczego mi nie odpowiedziałeś? - zaczęłam się z nim droczyć. Uśmiechnęliśmy się oboje.
 - Ładna jesteś - oznajmił. Zaczęło mi się robić coraz cieplej i nie wiem czy to było spowodowane słoneczną pogodą czy tym ,że siedzę u mnie w domu wraz z seksownym Harry'm sam na sam.
 - Wiesz? - dodał.
 - Dziękuję. - odpowiedziałam. Przybliżył się do mnie ,a nasze twarze znów się zbliżyły. Zaczął robić to samo co wcześniej. Oblizał różowym językiem swoje pełne wargi i tylko oglądał moją reakcje. Postanowiłam specjalnie zagryźć moją wargę i lekko przymrużyć oczy.
 - Mhmm.. - sapnął. Moje oczy się rozszerzyły i zaczęłam trzeźwo myśleć. Przecież nie mogłam od tak pocałować chłopaka którego znałam dziewięć dni! Wstałam z pośpiechem z kanapy i posprzątałam pudełko po zjedzonej pizzy.
 - Ile masz lat Anastazjo? - zapytał po krótkiej ciszy. Zdziwiłam się na jego pytanie. Okej, więc teraz się poznajemy. Po chwili przemyśleń postanowiłam mu odpowiedzieć.
 - Osiemnaście, a ty? - odpowiedziałam. Szczerze mówiąc to nic o nim nie wiedziałam.
 - Dziewietnaście - odpowiedział.
 - I tak zdałem. - zaśmiał się. Pomyślałam ,że właśnie powtarzał klasę ale jeśli twierdzi ,że to nie prawda to tak nie jest.
 - Jak masz na nazwisko Anastazjo? - zadał kolejne pytanie.
 - Harriston - odpowiedziałam.
 - Anastazja Harriston. - wymamrotał.
 - Ciekawie - odparł.
 - A ty jak masz? - spytałam.
 - Styles - powiedział swoim cudownym ochrypłym głosem.
 - Harry Styles ,ciekawie - odpowiedziałam tak samo. Zaśmiał się. Jak ja uwielbiałam słyszeć jego śmiech. - Gdzie mieszkasz Styles? - spytałam używając specjalnie jego nazwiska. Stałam cały czas w kuchni rozmawiając z nim więc postanowiłam udać się do salonu. Na szczęście te dwa pomieszczenia były ze sobą połączone. Poklepał swoją dużą dłonią miejsce obok siebie. Usiadłam tam. Było to dość blisko. Wzięłam nogi położyłam na miękkiej kanapie, usiadłam po turecku i odwróciłam się w jego stronę.
 - Jakoś pięć minut od ciebie Harriston. - zachichotał. Troszeczkę się przestraszyłam. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi.
 - Mieszkasz z rodzicami? - widziałam jak się zdenerwował na to pytanie. Pozwoliłam sobie je szybko zmienić. Nie chciałam go drażnić, pewnie to był dla niego trudny temat.
 - Mieszkasz sam czy z kimś? - zmieniłam pytanie.
 - Sam, przecież jakbym mieszkał z kimś to nie mógłbym przyprowadzać kobiet do mojego pokoju i się z nimi pieprzyć. - zaśmiał się. Trochę poczułam się zażenowana. Na samą myśl ,że codziennie zabiera ze sobą jakieś kobiety i zaciąga je do łóżka przyprawia mnie o dreszcze.
 - Żartuję, mieszkam z przyjacielem. On mi powiedział o tej imprezie u Lucas'a. Gdybym tam nie poszedł byśmy się nie spotkali. - zauważył Harry. No jeśli tak na to patrzymy to ma rację. Też trochę dzięki Casey. Gdyby nie ona bym nie poszła i najprawdopodobniej Harry'ego by nie było teraz przede mną siedzącego, wpatrzonego w moje oczy i słuchającego.
 - Jesteś dziewicą? - spytał nagle.
 - Woah! że co? - nie wiedziałam jak mam na to odpowiedzieć.
 - Jesteś? - spytał ponownie. Skinęłam głową lekko i zauważyłam jak się uśmiecha. Byłam zażenowana. - Miałaś kiedykolwiek chłopaka? - zadał kolejne pytanie.
  - Pewnie, nie jednego. - odpowiedziałam chętnie.
 - Co z nimi robiłaś? - powiedział z poważnym wyrazem twarzy.
 - Harry, przestań - uśmiechnęłam się, wiedziałam do czego zmierza. - Dotykali cię? - spytał ponownie. To nie na moje nerwy.
 - Oczywiście ,że nie. Ty codziennie z inną uprawiasz seks, to co ciebie obchodzi co ja robiłam. - syknęłam. Jeżeli on się zabawią z przypadkowymi dziewczynami to dlaczego ja bym nie mogła być dotykana przez chłopaków? Czułam żar na moich policzkach. Byłam na niego zła. To "poznawanie się" nie wyszło ciekawie, ale ja i tak trochę przesadziłam.
 - W porządku. Ja już pójdę, Anastazjo - westchnął, klepnął dłońmi w kolana i z ich pomocą podniósł się z kanapy. Wydaję mi się ,że nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony. Szczerze? Nie zbyt mnie to teraz obchodzi. Szybkim krokiem udaliśmy się w stronę drzwi wejściowych. Wciągnął szybko swoje buty, wyprostował się i popatrzał mi w oczy. Stał przede mną.
 - Do poniedziałku Harriston - uśmiechnął się. Nie chciałam tego odwzajemniać jednak to zrobiłam i wyszedł z tego pół uśmiech. Podniósł prawą rękę i dłonią dotknął mojego lewego policzka. Troszeczkę się odstresowałam przy jego dotyku. Wyszczerzył zęby, zabrał rękę, odwrócił się i wyszedł za drzwi.
 - Do poniedziałku Styles - pożegnałam się. Jakoś godzinę później przyszła do domu moja matka. Ja już leżałam w moim łóżku, kiedy nagle dostałam sms'a. Pierwsza myśl to Casey. Spojrzałam na wiadomość od nieznanego numeru. " Dobranoc, piękna." tak brzmiała treść esemesa. Od razu wiedziałam ,że to był Harry, pewnie zostawiłam telefon gdzieś w jego pobliżu. Zapisałam numer i udałam się do krainy snów.

Rozdział 11(1)

CZ.1
Nadszedł weekend ,a z nim sobotni kac. Przeważnie to śmiałam się z moich znajomych ,a najczęściej z Casey ,że muszą teraz umierać. Dzisiaj to ja to robię, jednak z każdą godziną czuję się coraz lepiej. Nie za bardzo pamiętam co wczoraj się wydarzyło na imprezie, natomiast doskonale co stało się po niej. Zapamiętałam każdą sekundę spędzoną z Harry'm. Siedziałam na sofie w salonie, oglądałam telewizje. Mama w tym czasie sprzątała dom. Przyjeżdża dziś do nas babcia. Dawno jej w sumie nie widziałam więc z chęcią spędzę z nią ten dzień.
 - Idź się chociaż ubierz, babcia będzie za godzinę. - oznajmiła matka. Słuszna uwaga z jej strony bo byłam tylko w długiej za kolana fioletowej koszulce. Nawet nie pamiętam kiedy to założyłam. Gdy już się ubrałam i ogarnęłam twarz wyglądałam dużo lepiej pomimo tego ,że tak się nie czułam. Słyszałam moją matkę jak z kimś rozmawiała na dole. Postanowiłam zejść, zapewne babcia już przyjechała. Wyszłam z łazienki i zbiegłam po drewnianych schodach żeby się przywitać.
 - Cześć ba-ab..- zdębiałam. Nie wiedziałam co robić. Przede mną nie stała starsza pani tylko wysoki brunet z burzą loków na głowie odgarniętych do tyłu. Harry. Jego zielone oczy zaczęły mierzyć mnie wzrokiem. Spojrzałam na matkę i szukałam u niej jakiejkolwiek pomocy. Jednak ona po prostu zostawiła nas samych, stojących na środku salonu całkiem samych.
 - Dzień dobry Anastazjo - przywitał się ze mną.
 - Hej - szepnęłam. Dlaczego ja zawsze przy nim tak się denerwuje?
 - Zaczekaj chwilę - powiedziałam wychodząc z pomieszczenia. Szukałam mojej matki, jakim prawem ona go tu wpuściła?!
 - Mamo! coś ty zrobiła! - krzyknęłam zbuntowana.
 - Co się stało? - zapytała. Najwyraźniej nie rozumiała powagi sytuacji
. - A co gdyby on był jakimś zabójcą? - spytałam starając się by mnie Harry nie usłyszał.
 - Powiedział ,że jest twoim przyjacielem. Nie chciałam żeby stał za drzwiami. - odpowiedziała równie złym tonem co ja.
 - Nie możesz wpuszczać wszystkich co powiedzą ,że mnie znają! - wyszeptałam. Nie chciałam żeby mnie usłyszał. To by było niezręczne ,a ja naprawdę go lubię. Mama zaczęła mnie ignorować więc postanowiłam zejść do gościa bo może jeszcze coś ukradnie. Nie żebym tak pomyślała, tylko jakoś tak. Przed zejściem musiałam sprawdzić jak wyglądam ,taki kobiecy nawyk. Chciałam wyglądać dobrze dla siebie nie dla niego. Oszukujesz sama siebie. Kiedy zeszłam zobaczyłam go jak siedzi na miejscu na którym ja siedziałam jakiś czas temu. Był rozłożony na brązowej sofie jakby był u siebie. Oglądał telewizje w najlepsze. Świetnie.
 - Umm.. nie chce przeszkadzać, ale może byś chociaż powiedział dlaczego tu przyszedłeś? - zapytałam go. Poczułam się jakoś pewniej w tamtej chwili.
 - Oh, jasne tylko ,że uciekłaś więc nie miałem kiedy. - odpowiedział trochę wrednie. Uśmiechnął się szyderczo. Podniosłam jedną brew w jego stronę ,a on wstał i podszedł do mnie. Jak miałam założone ręce przy klatce piersiowej tak teraz opadły. Zaczęłam się powoli cofać. On pewnym krokiem szedł w moją stronę. Postanowiłam stanąć w miejscu. Nic by mi nie zrobił, prawda? Cały czas się uśmiechał. W końcu stanął przede mną. Nasze twarze były jakieś dwadzieścia centymetrów od siebie. Patrzałam na jego pełne różowe usta, jak je wilżył językiem przeciągając nim powoli po wardze, następnie wbijając w nią zęby. Chciałabym dotknąć jego ust moimi. Móc poczuć ich smak. Z moich myśli wybił mnie głos mojej matki dobiegający z przedpokoju.
 - Anastazja! ja wychodzę, idę po babcię będę za jakąś godzinę. Nie rozrabiajcie - powiedziała do nas moja mama i wyszła. Kiedy drzwi się zamknęły Harry gwałtownie złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do ściany. Byłam w szoku. Złapał drugą ręką za mój drugi nadgarstek i trzymał moje ręce wyciągnięte w boki. Zaczął ciężej oddychać. Moja klatka piersiowa opadała i podnosiła się z prędkością światła. Nie miałam pojęcia co on zamierza zrobić. Mierzył mnie całą wzrokiem kiedy w końcu się odezwał:
 - Nie powinnaś nosić koszulek z takim dekoldem - wskazał oczami na moje piersi. Czułam jak się zaczynam czerwienić na jego uwagę. Patrzyliśmy sobie jeszcze minutę w oczy kiedy uścisk zaczął się zmniejszać aż w końcu mnie puścił.
 - Przyszedłem żeby zabrać cię na obiad. - odezwał się.
 - Ale zostaliśmy sami więc następuje mała zmiana planów. - Uśmiechnął się złowieszczo. W tamtym momencie trochę spanikowałam. Wyjął ze swoich czarnych rurek telefon, wybił numer i przyłożył komórkę do ucha.
 - Co zamierzasz zrobić? - panikowałam.Oddychaj głęboko Ana. Delikatnie przejechał swoim dużym wskazującym palcem po mojej szyi. Zadrżałam od jego dotyku.
 - Dzień dobry, chciałbym zamówić pizzę. - powiedział do telefonu. Nagle cały stres uciekł i pojawiła się ulga. Uśmiechnęłam się do niego.
 - Numer piętnaście- zaśmiał się Harry. Po podaniu adresu i telefonu komórkowego w końcu się rozłączył. Rzucił urządzenie na szklany stolik obok nas i znów rozbierał mnie swoim wzrokiem. Dostawa przyjechała jakieś piętnaście minut od zamówienia. Chłopak odebrał pizze i wrócił z nią do salonu. Siedziałam przed telewizorem. Postawił opakowanie przede mną na drewnianym wąskim stole między ekranem ,a sofą. Życzyliśmy sobie smacznego nawzajem i zaczęliśmy ją zjadać. Po skąsomowaniu jej całej byliśmy pełni. Minęło jakoś dwadzieścia minut odkąd rozmawialiśmy. Harry i ja byliśmy zapatrzeni na telewizje. Leciał jakiś kanał o zwierzętach. Wiedziałam ,że ani jego ani mnie to nie interesowało ale bałam się to przyznać.

Rozdział 10

    ANASTAZJAPOV

Szłam w stronę znajomego kiedy w końcu zrozumiałam kto to jest. To był Harry. Zamarłam i przez chwilę się nie ruszałam. Patrzył na mnie cały czas. Po chwili się lekko uśmiechnął. Zobaczyłam kolejny raz jego cudownie białe zęby i dołeczki w policzkach. Wstał z ławki, lekko się zachwiał i podszedł do mnie. Czułam od niego alkohol pomimo tego ,że stał jakieś trzy metry dalej. Był pijany. Ja nie byłam lepsza, też trochę wypiłam.
 - Cześć Anastazjo - mruknął.
 - H..Hej - zająkałam się. Nie wiedziałam co mam zrobić. Byłam sama z Harrym w ciemnym parku. Fakt ,że było bardzo ciemno nie przeszkadzał mi w ujrzeniu jego zaszklonych oczu.
 - Usiądź - szepnął. Co powiedział to zrobiłam. Usiadłam na zimnej drewnianej ławce przed Harrym. Było trochę chłodno. Byłam wdzięczna mamie za to ,że kazała mi zabrać kurtkę. Siedzieliśmy tak jeszcze chwilę. Otaczały nas wielkie zielone drzewa.
 - Co tutaj robisz? - zapytał. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć od razu dodał "sama". Podkreślił swoim brytyjskim akcentem to słowo. Patrzał na mnie cały czas. Jakby podziwiał.
 - Cicha jesteś Anastazjo. - zauważył chłopak. Zaczęłam nerwowo bawić się moimi paznokciami. Nigdy nie wiedziałam ,że one są takie ciekawe. Harry chrząknął, domagał się odpowiedzi z mojej strony.
 - Wyszłam właśnie z imprezy urodzinowej. - odpowiedziałam w końcu. Spojrzał się na mnie dziwnie jakbym powiedziała nie wiadomo co.
 - Od Lucas'a? - zapytał. Przez chwilę się zastanawiałam skąd on może o tym wiedzieć. Przytaknęłam głową.
 - Ja właśnie z niej wyszedłem - uśmiechnął się. On tam był kiedy ja byłam? Myśli zaczęły mi szaleć jak pomyślałam o tym ,że byłam z nim na tej samej imprezie.
 - Piłaś coś? - zagłuszył cisze pytaniem.
 - Trochę - szepnęłam.
 - Ja też - przyznał się. Było miło, ale niezręcznie.
 - Podoba ci się ta szkoła? - spytałam się go. Ciągle chciałam mu zadać to pytanie. Czy mu się podoba klasa albo chociaż szkoła? do jakiej chodził wcześniej? czy dobrze się uczy? Kim są jego rodzice? Było wiele pytań które były skierowane do Harry'ego ale nie chciałam go zdenerwować.
 - Może być, nie sądziłem ,że zapiszę się do klasy w której są same kujony. - zaśmiał się głośno. Podoba mi się ten dźwięk. Jest taki przyjemny. Jednak zagłuszył go  dzwoniący telefon. Wyjęłam swój w tym samym czasie co chłopak. Okazało się ,że to do niego. Schowałam swoją komórkę z powrotem ,a on odebrał.
 - Czego? - warknął. Słyszałam jakiś głos ale nic nie zrozumiałam. Słuchał osobę po drugiej stronie po czym nic nie odpowiadając rozłączył się i wyłączył całkowicie telefon. Kto to mógł być?
- Przepraszam cię, to mój kolega. - odpowiedział jakby czytał mi w myślach. Uśmiechnęłam się do niego.
 - Masz śliczny uśmiech - zauważył. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej na ten komplement ,a on go odwzajemnił. Przez moment nie wiedziałam czy mam coś powiedzieć czy nie. Nie chciałam zepsuć całej atmosfery.
 - Nie jest ci zimno? - spytał grzecznie. Pokiwałam przecząco głową i w tym momencie wstał. Postanowiłam też to zrobić bo myślałam ,że chce już iść czy coś. Między nami był metr odległości. Poczułam inny zapach niż alkohol. To była woda kolońska?
- Ładnie pachniesz - odparłam. To był chyba najbardziej żałosny komplement. Nie przemyślałam tego.
 - Dziękuje Anastazjo - powiedział pół śmiechem.
 - Po prostu Ana - poprawiłam go. Spojrzał się na mnie krzywo. Ale skinął głową w moją stronę i złapał mnie gwałtownie za nadgarstek, przeszły mnie dreszcze.
 - Odprowadzę cię do domu. - oznajmił i zaczęliśmy wychodzić z parku. Cały czas swoją ogromną dłonią trzymał mnie za rękę. To było wspaniałe uczucie. Oczywiście z moimi byłymi chłopakami też chodziłam za rękę tylko ,że to nie było to samo. Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę. Skąd on wiedział gdzie mieszkam? Zatrzymaliśmy się przed wejściem. Cały czas mnie trzymał. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Dzieliły nas cale. Słyszałam jak ciężko oddycha. Jego głębia zielonych tęczówek mnie zabijała.
 - Do poniedziałku Anastazjo - uśmiechnął się ostatni raz. Puścił moją dłoń i odszedł. Nie oglądał się za siebie. Może i na szczęście bo cały czas obserwowałam jak odchodzi. Weszłam do domu najciszej jak potrafiłam by nie obudzić matki. Wiedziałam ,że śpi bo były zgaszone światła. Zdjęłam conversy i stąpałam cicho po schodach na górę. Od razu weszłam do mojego pokoju. Położyłam się na łóżku i zasnęłam. To był długi dzień.

Rozdział 9

HARRYPOV

Po wyjściu ze szkoły ujrzałem tą dziewczynę o blond długich włosach związanych w kitka. To była Anastazja. Najcichsza dziewczyna jaką kiedykolwiek widziałem. Szła w tą samą stronę co ja więc postanowiłem ją śledzić. Chciałem dowiedzieć się gdzie mieszka. Po kilku minutach zaczęła chyba się domyślać ,że ktoś za nią idzie. Nie chciałem żeby się zraziła więc chowałem się w momencie gdy patrzała za siebie. Miałem czarną bluzę z kapturem na głowie. Wyglądałem trochę jak pedofil. Po chwili skręciła i weszła do domu. Zapisałem w telefonie adres. Miałem nadzieję ,że tu mieszka.

***

Wszedłem do mojego mieszkania. Zobaczyłem leżącego Niall'a na kanapie. Kiwnąłem mu na powitanie głową. Poszedłem do mojego pokoju ,usiadłem przed lekcjami i zacząłem je odrabiać. W między czasie Niall przyszedł do mnie i zaczął się wypytywać o dzień.
 - Puk, puk. - powiedział w otwartych drzwiach.
 - Wejdź. - odpowiedziałem.
 - Siema stary, co tam?  - spytał.
 - W porządku, dzięki. - wymamrotałem. Byłem skupiony na odrabianiu matematyki i innych gówien. Niall usiadł na moim łóżku i patrzał się w okno. Odwróciłem się na moim krześle obrotowym w jego stronę
. - Możesz wyjść? - spytałem grzecznie.
 - A, no ja ten.. mam sprawę - odpowiedział. Pewnie znowu mu chodziło o numer jakiejś dziewczyny albo o pożyczenie pieniędzy.
 - Ile? - spytałem.
 - Co ile? - powiedział zdziwiony.
 - Ile mam ci dać forsy? - krzyknąłem.
 - Wyluzuj Harry. Chciałem się spytać czy pójdziemy na imprezę bo jakiś kolo nie daleko organizuję. - odpowiedział szybko po czym wstał z łóżka.
 - Ale możesz mi dać trochę pieniędzy. - dodał z uśmiechem.
 - Skończę to pogadamy. - Wskazałem na zeszyty i się odwróciłem. Wyszedł szybkim krokiem z pokoju i zamknął za sobą drzwi. Chociaż dobre i to. Znowu impreza? to już trzecia będzie w tym tygodniu. Po skończeniu zadań porozmawiałem z kumplem o tym całym wydarzeniu i wywnioskowałem ,że jest to jakieś dziesięć minut stąd. 

***

Była jakaś dziesiąta kiedy przyszedłem. Wypiłem parę drinków, zdobyłem numer jakoś od dziesięciu kolejnych dziewczyn i sprałem dupę dwóm gościom. O dwunastej wyszedłem z tego syfu i skierowałem się do domu. Szedłem ulicą pijany i potykałem się o własnie nogi. Musiałem na chwile odsapnąć. Usiadłem na ławce w parku. Wyjąłem telefon z bocznej kieszeni moich czarnych jeansów. Zadzwoniłem do losowej laski. Odebrała.
 - Halo? - powiedziała.
 - Siema maleńka, jesteś sama w domu? - zapytałem roześmiany.
 - Kto mówi? Halo? - mówiła coś jeszcze ale się rozłączyłem. Śmiałem się sam z siebie. Alkohol pływał w moich żyłach. Zobaczyłem jak ktoś idzie w moją stronę. Natychmiast spoważniałem i zacząłem przyglądać się nieznajomemu. Byłem gotowy na walkę.