piątek, 8 stycznia 2016

Rozdział 7

Minął jakoś tydzień odkąd Harry został wpisany do naszej klasy. Po tym czasie ani Casey, ani ja do niego nie podeszłyśmy. Po lekcji filozofii musieliśmy zejść do przebieralni bo kolejną lekcją było wychowanie fizyczne. To co nie podobało mi się w tej szkole to tylko fakt ,że szatnia damska była obok szatni męskiej. Było słychać nawet każdy szept za ścianą. Dziewczyny przebierały się jak zawsze przy okazji plotkując. Nagle wszystkie ucichły i zaczęły podsłuchiwać chłopaków.
 - Cześć kolego, jak Ci na imię? - ktoś spytał chichotając.
 - Odwal się - syknął chyba Harry.
 - Boisz się mnie? - zaśmiał się jeden z chłopaków. Nagle było słychać uderzenie.
 - Zaraz ty będziesz się bał mnie - powiedział przez zęby Harry. Było słychać naprawdę każdy oddech więc przestraszyłyśmy się kiedy ktoś poleciał na ścianę z ogromną siłą.
 - Wyluzuj loczek, chcemy się zaprzyjaźnić! - odpowiedział obolały chłopak. Kolejne uderzenie i tym razem Harry przesadził. Słyszeliśmy jęk. Uderzył tego wyśmiewającego się z niego chłopaka. Wyleciałam wraz z dziewczynami i weszłyśmy do szatni chłopaków pomimo tego ,że jest jakaś okropna kara za to. Zobaczyłam Harry'ego trzymającego za koszulkę przy szyi Jerry'ego. Jakaś dziewczyna zawołała panią ,a ta szybko ich od siebie oddzieliła. Harry był wściekły i na pewno nie tylko ja to widziałam. Nie miał tak naprawdę powodu do szarpania się z Jerry'm natomiast sama czasem bym mu przywaliła. Harry jest o wiele większy od niego i mógłby mu zrobić krzywdę. Byłam lekko zażenowana wybuchem Harry'ego, sądziłam ,że jest porządniejszy. Po odejściu od poszkodowanego Jerry'ego chłopak spojrzał się na mnie i na resztę dziewczyn po czym wyszedł z szatni i udał się w stronę męskiej toalety. Jerry skarżył się na ból brzucha. Zapewne tam od niego dostał. Lubiłam go czy nie i tak mu współczułam. Całą lekcje wuefu spędziłam na myśleniu nad Harry'm i nad tym co zrobił. Po skończonej lekcji i po przebraniu się wyszłam z szatni tak jak wcześniej zamyślona. Miałam zamiar wchodzić po schodach do góry kiedy ktoś stanął mi na drodze. To był Harry.
 - Gdzie mamy salę nr. 2? - zapytał. Spojrzałam w jego zielone oczy i kiwnęłam głową w stronę drzwi nr. 2.
 - Hmm.. blisko. - mruknął i podziękował. Byłam zszokowana tym ,że do mnie podszedł z pytaniem zamiast do innych dziewczyn które wychodziły. Po tym jak usiadłam na ławce zastanawiałam się czy nie podszedł specjalnie do mnie. Wydawało mi się ,że wiedział gdzie znajdowała się sala. Kolejne lekcje mijały jak z procy strzelił. Ostatnia lekcja i do domu. Po dzwonku udałam się pod salę i czekałam aż przyjdzie pani od matematyki i otworzy salę. Po wejściu do pomieszczenia usiadłam w ławce tak jak zawsze i czekałam na Casey. Kiedy wszedł Harry do klasy zaczął się rozglądać. Spojrzał na mnie. Ciarki mi przeszły po plecach.
 - Mogę się dosiąść? - spytał stojąc nade mną. Wiedziałam ,że moją przyjaciółka się zdenerwuje, ale postanowiłam przytaknąć głową żeby mógł usiąść. Wszyscy uczniowie zaczęli krzywo na mnie patrzeć. Olałam ich i zaczęłam się rozpakowywać. W połowie lekcji Harry zauważył ,że się denerwuję.
 - Co jest? - szepnął.
 - Nic. - odpowiedziałam jeszcze ciszej. Uśmiechnął się do mnie i przez resztę lekcji czułam jego wzrok skierowany na mnie. Po skończonych zajęciach udałam się do wyjścia ze szkoły. Schodziłam z szerokich schodów prowadzących do głównego wejścia szkoły. Przeszłam przez otwartą bramę i szłam w stronę mojego domu. Przez całą drogę czułam czyjaś obecność. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz