czwartek, 7 stycznia 2016

Rozdział 1

Historię czas zacząć!
----------------------------------------------------------------

Widzę pełno koni, krów, mnóstwo pięknych ptaków które latają tuż nade mną. Znajduję się na plaży, a za chwile jestem przed moim domem. Sama nie wiem co się dzieje, raz jestem tu, raz tam. To wszystko jest takie dziwne. Wstaje z zielonej trawy, a przede mną stoi moja mama. Ma na sobie przepiękną sukienkę w kwiaty a na nogach balerinki. Jej blond włosy sięgają ledwo do ramion. Patrzę w jej brązowe oczy i mogę zobaczyć ,że są wypełnione miłością. Uśmiecham się do niej i ją omijam wędrując wprost do ogromnych drewnianych drzwi. Kiedy uchylam je lekko słyszę okropnie głośny dźwięk. Gdy zagłębiam się w korytarzu dźwięk staje się coraz głośniejszy i bardziej nieznośny. Zamykam oczy i zatykam uszy. Gdy je otwieram znajduję się w pokoju. Moim pokoju. A w nim rozbrzmiewający się hałas. To mój budzik ustawiony na szóstą rano.
 - Anastazja! - słyszę głos mojej matki. Podnoszę się z łóżka i od razu wyłączam urządzenie. Wstaję z ogromną nie chęcią. Podnoszę moje zielone rolety w kolorze ścian. Widniejący wschód słońca zabiera wdech w piersi. Lekko uchylam okno i zabieram ciuchy które przygotowałam wczoraj. Wylatuję dzisiaj do Paryża. Tak naprawdę do mojej rodziny ją odwiedzić więc nie na długo. Idę w stronę moich drewnianych, obklejonych w przypadkowe plakaty drzwi. Gdy je otwieram od razu czuję piękne zapachy dochodzące z kuchni. Udaję się do łazienki.
- Anastazjo! - krzyczy matka.
 - Moment! - odkrzykuję. Po wejściu do łazienki natychmiast ściągam moją piżamę i wchodzę pod prysznic. Odkręcam kurek i ciepła woda spływa po moich ramionach. Rozgrzewa wszystkie spięte mięśnie. Po wyjściu zakładam przygotowane ciuchy na dzisiaj i wychodzę. Kieruję się do kuchni i widzę moją mamę. Stoi przy otwartym oknie ,a w palcach trzyma rozpalonego papierosa.
- Tu masz śniadanie, ja idę się malować. - powiedziała do mnie gasząc truciznę w zlewie. Skinęłam głową w jej stronę i biorę się za jedzenie. Jak zawsze ona jest zdenerwowana wyjazdem pomimo faktu ,że robimy to praktycznie co pół roku. Akurat mama weszła do pomieszczenia gdy ja skończyłam swój posiłek.
- Jesteś gotowa Anastazjo? - spytała.
 - Jeszcze pójdę po torbę i gotowa - odpowiedziałam.
 - Szybciutko - pogoniła mnie. Uśmiechnęłam się ,a ona odwzajemniła uśmiech. Poszłam po torbę ,a gdy zeszłam mama pod domem czekała już na mnie w naszym czarnym Jip'ie. Rzuciłam torbę na tylne siedzenia i ruszyłyśmy w podróż na lotnisko.
PRZECZYTAJ |
                           \/
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie wiedziałam jak to wszystko zacząć dlatego wyszło jak wyszło. To jest pierwszy blog jaki piszę więc trochę wyrozumiałości pls. Dla mnie wyszło ciekawie. xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz