piątek, 8 stycznia 2016

Rozdział 11(2)

CZ.2
Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wyjęłam go z tylniej kieszeni. Mama.
 - Przepraszam na moment - powiedziałam do Harry'ego i weszłam do kuchni.
 - Ana, nie chce żebyś się martwiła więc dzwonię. Zostanę u babci jeszcze trochę dobrze? - oznajmiła matka.
 - Kiedy masz zamiar przyjechać? - spytałam grzecznie.
 - Jakoś o siódmej - odpowiedziała. Świetnie. Spędzę jeszcze trzy godziny z tym chłopakiem sam na sam w domu.
 - Dobrze, pa. - powiedziałam i się rozłączyłam. Wróciłam do salonu. Harry jak siedział tak siedzi.
 - Będziemy cały czas oglądali telewizję? - zapytałam go. Spojrzał się na mnie pioronującym spojrzeniem. Zdenerwowana usiadłam na końcu kanapy.
 - Dlaczego siedzisz tak daleko? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
 - Dlaczego mi nie odpowiedziałeś? - zaczęłam się z nim droczyć. Uśmiechnęliśmy się oboje.
 - Ładna jesteś - oznajmił. Zaczęło mi się robić coraz cieplej i nie wiem czy to było spowodowane słoneczną pogodą czy tym ,że siedzę u mnie w domu wraz z seksownym Harry'm sam na sam.
 - Wiesz? - dodał.
 - Dziękuję. - odpowiedziałam. Przybliżył się do mnie ,a nasze twarze znów się zbliżyły. Zaczął robić to samo co wcześniej. Oblizał różowym językiem swoje pełne wargi i tylko oglądał moją reakcje. Postanowiłam specjalnie zagryźć moją wargę i lekko przymrużyć oczy.
 - Mhmm.. - sapnął. Moje oczy się rozszerzyły i zaczęłam trzeźwo myśleć. Przecież nie mogłam od tak pocałować chłopaka którego znałam dziewięć dni! Wstałam z pośpiechem z kanapy i posprzątałam pudełko po zjedzonej pizzy.
 - Ile masz lat Anastazjo? - zapytał po krótkiej ciszy. Zdziwiłam się na jego pytanie. Okej, więc teraz się poznajemy. Po chwili przemyśleń postanowiłam mu odpowiedzieć.
 - Osiemnaście, a ty? - odpowiedziałam. Szczerze mówiąc to nic o nim nie wiedziałam.
 - Dziewietnaście - odpowiedział.
 - I tak zdałem. - zaśmiał się. Pomyślałam ,że właśnie powtarzał klasę ale jeśli twierdzi ,że to nie prawda to tak nie jest.
 - Jak masz na nazwisko Anastazjo? - zadał kolejne pytanie.
 - Harriston - odpowiedziałam.
 - Anastazja Harriston. - wymamrotał.
 - Ciekawie - odparł.
 - A ty jak masz? - spytałam.
 - Styles - powiedział swoim cudownym ochrypłym głosem.
 - Harry Styles ,ciekawie - odpowiedziałam tak samo. Zaśmiał się. Jak ja uwielbiałam słyszeć jego śmiech. - Gdzie mieszkasz Styles? - spytałam używając specjalnie jego nazwiska. Stałam cały czas w kuchni rozmawiając z nim więc postanowiłam udać się do salonu. Na szczęście te dwa pomieszczenia były ze sobą połączone. Poklepał swoją dużą dłonią miejsce obok siebie. Usiadłam tam. Było to dość blisko. Wzięłam nogi położyłam na miękkiej kanapie, usiadłam po turecku i odwróciłam się w jego stronę.
 - Jakoś pięć minut od ciebie Harriston. - zachichotał. Troszeczkę się przestraszyłam. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi.
 - Mieszkasz z rodzicami? - widziałam jak się zdenerwował na to pytanie. Pozwoliłam sobie je szybko zmienić. Nie chciałam go drażnić, pewnie to był dla niego trudny temat.
 - Mieszkasz sam czy z kimś? - zmieniłam pytanie.
 - Sam, przecież jakbym mieszkał z kimś to nie mógłbym przyprowadzać kobiet do mojego pokoju i się z nimi pieprzyć. - zaśmiał się. Trochę poczułam się zażenowana. Na samą myśl ,że codziennie zabiera ze sobą jakieś kobiety i zaciąga je do łóżka przyprawia mnie o dreszcze.
 - Żartuję, mieszkam z przyjacielem. On mi powiedział o tej imprezie u Lucas'a. Gdybym tam nie poszedł byśmy się nie spotkali. - zauważył Harry. No jeśli tak na to patrzymy to ma rację. Też trochę dzięki Casey. Gdyby nie ona bym nie poszła i najprawdopodobniej Harry'ego by nie było teraz przede mną siedzącego, wpatrzonego w moje oczy i słuchającego.
 - Jesteś dziewicą? - spytał nagle.
 - Woah! że co? - nie wiedziałam jak mam na to odpowiedzieć.
 - Jesteś? - spytał ponownie. Skinęłam głową lekko i zauważyłam jak się uśmiecha. Byłam zażenowana. - Miałaś kiedykolwiek chłopaka? - zadał kolejne pytanie.
  - Pewnie, nie jednego. - odpowiedziałam chętnie.
 - Co z nimi robiłaś? - powiedział z poważnym wyrazem twarzy.
 - Harry, przestań - uśmiechnęłam się, wiedziałam do czego zmierza. - Dotykali cię? - spytał ponownie. To nie na moje nerwy.
 - Oczywiście ,że nie. Ty codziennie z inną uprawiasz seks, to co ciebie obchodzi co ja robiłam. - syknęłam. Jeżeli on się zabawią z przypadkowymi dziewczynami to dlaczego ja bym nie mogła być dotykana przez chłopaków? Czułam żar na moich policzkach. Byłam na niego zła. To "poznawanie się" nie wyszło ciekawie, ale ja i tak trochę przesadziłam.
 - W porządku. Ja już pójdę, Anastazjo - westchnął, klepnął dłońmi w kolana i z ich pomocą podniósł się z kanapy. Wydaję mi się ,że nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony. Szczerze? Nie zbyt mnie to teraz obchodzi. Szybkim krokiem udaliśmy się w stronę drzwi wejściowych. Wciągnął szybko swoje buty, wyprostował się i popatrzał mi w oczy. Stał przede mną.
 - Do poniedziałku Harriston - uśmiechnął się. Nie chciałam tego odwzajemniać jednak to zrobiłam i wyszedł z tego pół uśmiech. Podniósł prawą rękę i dłonią dotknął mojego lewego policzka. Troszeczkę się odstresowałam przy jego dotyku. Wyszczerzył zęby, zabrał rękę, odwrócił się i wyszedł za drzwi.
 - Do poniedziałku Styles - pożegnałam się. Jakoś godzinę później przyszła do domu moja matka. Ja już leżałam w moim łóżku, kiedy nagle dostałam sms'a. Pierwsza myśl to Casey. Spojrzałam na wiadomość od nieznanego numeru. " Dobranoc, piękna." tak brzmiała treść esemesa. Od razu wiedziałam ,że to był Harry, pewnie zostawiłam telefon gdzieś w jego pobliżu. Zapisałam numer i udałam się do krainy snów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz