piątek, 8 stycznia 2016

Rozdział 10

    ANASTAZJAPOV

Szłam w stronę znajomego kiedy w końcu zrozumiałam kto to jest. To był Harry. Zamarłam i przez chwilę się nie ruszałam. Patrzył na mnie cały czas. Po chwili się lekko uśmiechnął. Zobaczyłam kolejny raz jego cudownie białe zęby i dołeczki w policzkach. Wstał z ławki, lekko się zachwiał i podszedł do mnie. Czułam od niego alkohol pomimo tego ,że stał jakieś trzy metry dalej. Był pijany. Ja nie byłam lepsza, też trochę wypiłam.
 - Cześć Anastazjo - mruknął.
 - H..Hej - zająkałam się. Nie wiedziałam co mam zrobić. Byłam sama z Harrym w ciemnym parku. Fakt ,że było bardzo ciemno nie przeszkadzał mi w ujrzeniu jego zaszklonych oczu.
 - Usiądź - szepnął. Co powiedział to zrobiłam. Usiadłam na zimnej drewnianej ławce przed Harrym. Było trochę chłodno. Byłam wdzięczna mamie za to ,że kazała mi zabrać kurtkę. Siedzieliśmy tak jeszcze chwilę. Otaczały nas wielkie zielone drzewa.
 - Co tutaj robisz? - zapytał. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć od razu dodał "sama". Podkreślił swoim brytyjskim akcentem to słowo. Patrzał na mnie cały czas. Jakby podziwiał.
 - Cicha jesteś Anastazjo. - zauważył chłopak. Zaczęłam nerwowo bawić się moimi paznokciami. Nigdy nie wiedziałam ,że one są takie ciekawe. Harry chrząknął, domagał się odpowiedzi z mojej strony.
 - Wyszłam właśnie z imprezy urodzinowej. - odpowiedziałam w końcu. Spojrzał się na mnie dziwnie jakbym powiedziała nie wiadomo co.
 - Od Lucas'a? - zapytał. Przez chwilę się zastanawiałam skąd on może o tym wiedzieć. Przytaknęłam głową.
 - Ja właśnie z niej wyszedłem - uśmiechnął się. On tam był kiedy ja byłam? Myśli zaczęły mi szaleć jak pomyślałam o tym ,że byłam z nim na tej samej imprezie.
 - Piłaś coś? - zagłuszył cisze pytaniem.
 - Trochę - szepnęłam.
 - Ja też - przyznał się. Było miło, ale niezręcznie.
 - Podoba ci się ta szkoła? - spytałam się go. Ciągle chciałam mu zadać to pytanie. Czy mu się podoba klasa albo chociaż szkoła? do jakiej chodził wcześniej? czy dobrze się uczy? Kim są jego rodzice? Było wiele pytań które były skierowane do Harry'ego ale nie chciałam go zdenerwować.
 - Może być, nie sądziłem ,że zapiszę się do klasy w której są same kujony. - zaśmiał się głośno. Podoba mi się ten dźwięk. Jest taki przyjemny. Jednak zagłuszył go  dzwoniący telefon. Wyjęłam swój w tym samym czasie co chłopak. Okazało się ,że to do niego. Schowałam swoją komórkę z powrotem ,a on odebrał.
 - Czego? - warknął. Słyszałam jakiś głos ale nic nie zrozumiałam. Słuchał osobę po drugiej stronie po czym nic nie odpowiadając rozłączył się i wyłączył całkowicie telefon. Kto to mógł być?
- Przepraszam cię, to mój kolega. - odpowiedział jakby czytał mi w myślach. Uśmiechnęłam się do niego.
 - Masz śliczny uśmiech - zauważył. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej na ten komplement ,a on go odwzajemnił. Przez moment nie wiedziałam czy mam coś powiedzieć czy nie. Nie chciałam zepsuć całej atmosfery.
 - Nie jest ci zimno? - spytał grzecznie. Pokiwałam przecząco głową i w tym momencie wstał. Postanowiłam też to zrobić bo myślałam ,że chce już iść czy coś. Między nami był metr odległości. Poczułam inny zapach niż alkohol. To była woda kolońska?
- Ładnie pachniesz - odparłam. To był chyba najbardziej żałosny komplement. Nie przemyślałam tego.
 - Dziękuje Anastazjo - powiedział pół śmiechem.
 - Po prostu Ana - poprawiłam go. Spojrzał się na mnie krzywo. Ale skinął głową w moją stronę i złapał mnie gwałtownie za nadgarstek, przeszły mnie dreszcze.
 - Odprowadzę cię do domu. - oznajmił i zaczęliśmy wychodzić z parku. Cały czas swoją ogromną dłonią trzymał mnie za rękę. To było wspaniałe uczucie. Oczywiście z moimi byłymi chłopakami też chodziłam za rękę tylko ,że to nie było to samo. Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę. Skąd on wiedział gdzie mieszkam? Zatrzymaliśmy się przed wejściem. Cały czas mnie trzymał. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Dzieliły nas cale. Słyszałam jak ciężko oddycha. Jego głębia zielonych tęczówek mnie zabijała.
 - Do poniedziałku Anastazjo - uśmiechnął się ostatni raz. Puścił moją dłoń i odszedł. Nie oglądał się za siebie. Może i na szczęście bo cały czas obserwowałam jak odchodzi. Weszłam do domu najciszej jak potrafiłam by nie obudzić matki. Wiedziałam ,że śpi bo były zgaszone światła. Zdjęłam conversy i stąpałam cicho po schodach na górę. Od razu weszłam do mojego pokoju. Położyłam się na łóżku i zasnęłam. To był długi dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz