Jestem właśnie w drodze do wejścia do ogromnej maszyny. Stoję wraz z matką ,a słońce grzeje jak szalone. Stwierdziłabym ,że jest chyba z dobre pięćdziesiąt stopni na plusie gdyby nie fakt ,że jest ledwo dwadzieścia. Mama zaczyna się denerwować. Nie wiem czy przeraża ją to ,że zaraz lecimy wielkim białym samolotem do Francji spotkać się z naszą rodziną, czy to ,że się zaraz roztopimy. Zachichotałam pod nosem gdy pomyślałam o tym ,że zaczniemy się zaraz roztapiać ,a moja mama dziwnie się na mnie spojrzała.
- Wszystko w porządku? - spytała ze zdziwieniem na moje zachowanie.
- A z Tobą mamo? - znowu zachichotałam pytając się. Uśmiechnęła się do mnie, złapała za moje ramię i przyciągnęła do siebie żebym się do niej przytuliła. Mama z racji iż jest ode mnie wyższa o głowę przyłożyłam twarz do jej widocznego obojczyka który wystawał spod jej białej koszulki w czarne napisy. Słyszałam przez moment jej serce które biło jak szalone.
- Dzisiaj się wyjątkowo denerwujesz mamo. - oznajmiłam.
- Sama nie wiem dlaczego. Dziś miałam stresujący poranek. - odpowiedziała.
- Co takiego się stało? - spytałam z uśmiechem na ustach. Nagle było słychać jakiś huk który wystraszył dosłownie każdego w pobliżu. Spojrzałam na mamę która panikowała najbardziej ze wszystkich ludzi wokół nas. Pilot wyszedł ubrany w ciężką granatową marynarkę ozdobioną złotymi plakietkami, długie pod kolor marynatki spodnie i czarne eleganckie buty. Na głowie znajdowała się biało-granatowa czapka z małym wystającym czarnym daszkiem. Czy mu nie jest gorąco? Pomyślałam. Stanął przed zejściem ze schodów i krzyknął coś do faceta który biegał w kółko, nie wiem kim był ale oznajmił nam ,że mamy wszyscy zacząć wchodzić do maszyny. Tak też zrobiliśmy, po wejściu na długie schody i przywitaniem się z Pilotem oraz Stewardessami wraz z matką znalazłyśmy wolne miejsca w samolocie i je zajęłyśmy. Lot trwał dość długo jak na odległość między Anglią, a Francją. Usiadłam przy oknie więc miałam jakieś zajęcie. Gdy Stewardessy powiedziały ,że za dziesięć minut będziemy lądować moja mama westchnęła z ulgą. Ja zresztą tak samo bo robiło się już trochę nudno. Kiedy odebrałyśmy już nasze bagaże, wychodząc z lotniska zauważyłam w oddali moją ciocie machającą w naszą stronę. Jako iż mama niosła nasze torby pobiegłam się przytulić i przywitać do rodziny. Spakowaliśmy do bagażnika nasz bagaż i jechaliśmy do nich do domu. Jak zresztą robimy to co sześć miesięcy.
- Jak minęła podróż dziewczyny? - spytała jak zawsze. - W porządku - odpowiedziałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz