- Hej - szepnął.
- Hej - odpowiedziałam, tak samo cicho jak on.
- Mogę Ci zająć chwilkę? - zapytał.
- Jasne, i tak nie miałam nic ciekawszego do robienia pomijając podsłuchiwanie plotek sąsiadów. - zaśmiałam się.
- Cóż, wejdź. - dodałam cofając się od niego. Uśmiechnął się jeszcze bardziej, wszedł i zamknął za sobą drzwi. Usiadłam na łóżku i poklepałam miejsce przy mnie ,żeby on też usiadł. Nie był zbyt przekonany czy ma usiąść obok mnie więc postanowił oprzeć się ściany. Był ubrany chyba już w piżamę rozważając po jego białych spodenkach w niebieskie kropki i białej koszulce na ramiączkach. - Więc co się stało? - zaczęłam. Westchnął cicho i musiałam czekać jeszcze chwile na jego odpowiedź.
- Nikomu nic nie powiedziałaś? - odparł w końcu.
- Nie, spokojnie. - odpowiedziałam z przekonaniem.
- Dobrze. - sapnął.
- Tylko to chciałem wiedzieć. - dodał i szybko udał się w stronę wyjścia. Siedziałam na łóżku cały czas. Zanim zamknął za sobą drzwi stanął jeszcze na chwilę i spojrzał mi w oczy.
- Dzięki Ana - powiedział ostatnie słowa zanim wyszedł. Zostałam sama w pokoju. Postanowiłam się zdrzemnąć.
***
Dziś był dzień wyjazdu. W jakiś sposób cieszyłam się ,że w końcu będę u siebie w domu. Drażnił mnie fakt ,że Roney cały czas budził się w nocy i krzyczał na całe mieszkanie. Ale co poradzić w końcu ma dopiero kilka miesięcy. Jechaliśmy już w stronę lotniska kiedy wujek postanowił się zatrzymać i na tankować benzynę. Pomyślałam żeby kupić sobie gumy do żucia i coś do picia na lot. Weszłam do sklepu na stacji i szukałam moich zachcianek. Gdy podeszłam do lady kasjer się uwodzicielsko uśmiechnął i zaczął mówić coś po Francusku. Zapomniałam ,że znajduję się w Paryżu.
- O kurcze, chwileczkę. - powiedziałam do niego z myślą ,że i tak nie zrozumie. Miałam już zawołać po mojego wujka kiedy ten szybko odpowiedział.
- O kurcze, chwileczkę. - powiedziałam do niego z myślą ,że i tak nie zrozumie. Miałam już zawołać po mojego wujka kiedy ten szybko odpowiedział.
- Mówię też po angielsku! - krzyknął. Odetchnęłam z ulgą kiedy to usłyszałam. Nie chciałam robić scen z moim wujkiem. Zapłaciłam, i wyszłam. Wujaszek i moja matka czekali na mnie w samochodzie. Podbiegłam szybciej i przeprosiłam za spóźnienie.
- No to ruszamy dalej! - oznajmił nam mąż mojej ciotki. Po przeczytaniu etykiety wody postanowiłam poczytać sobie paragon. Bo przecież to jest bardzo ciekawe. Rozwijając paragon spadła mi jakaś karteczka. A na niej numer telefonu. Zażenowana porwałam kartkę i wyrzuciłam przez okno jadącego auta. Na pewno był to telefon do tego obrzydliwego kasjera. W tym czasie zdążyliśmy dojechać do lotniska. Wujek się z nami pożegnał i pojechał. Po długim czasie znajdowałam się wraz z mamą w samolocie. W całym dniu zamieniłyśmy tylko jakieś dwa zdania. Po dłuższym czasie patrzenia się w okno zauważyłam ,że zaczął padać deszcz. A z nim turbulencje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz