czwartek, 7 stycznia 2016

Rozdział 4

Po krótkiej konwersacji z moim kuzynem wywnioskowałam ,że chłopak ma niezłe problemy wśród rówieśników. Nie dość ,że jest on szantażowany, to jeszcze na dodatek on też jest zmuszony ,żeby szantażować innych. Prosił mnie żebym nic nie mówiła jego mamie i nikomu innemu. Zrozumiałam go i postanowiłam nic nie mówić. Chciał się wygadać, tak też pozwoliłam mu to zrobić. Po długim, stresującym i ciężkim dniu postanowiłam się położyć do łóżka. Było dopiero w pół do siódmej na zegarze ,a ja się czułam jakby było po jedenastej. Usiadłam na wąskim łóżku. Miał drewniane wykończenia ,a poduszka z kołdrą były ubrane w taką samą poszewkę. Rozejrzałam się po małym pokoju. w lewym rogu stała wysoka drewniana szafka ,a na niej leżały kartony po butach. Obok łóżka był mały szklany stolik. Leżał na nim zegar elektroniczny. Po tej samej stronie co szafa było okno zasłonięte fioletową firanką. Zauważyłam ,że pościel idealnie komponuje się z firanką. Wstałam z wygodnego łóżka i stanęłam przed oknem. Było lekko uchylone więc mogłam usłyszeć wszystkie problemy przechodni albo rozmowy sąsiadów. Usłyszałam delikatne pukanie w drzwi od mojego pokoju. Odeszłam od okna i udałam się w stronę drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam przed nimi z uśmiechem na ustach Dan'a.
 - Hej - szepnął.
 - Hej - odpowiedziałam, tak samo cicho jak on.
 - Mogę Ci zająć chwilkę? - zapytał.
 - Jasne, i tak nie miałam nic ciekawszego do robienia pomijając podsłuchiwanie plotek sąsiadów. - zaśmiałam się.
 - Cóż, wejdź. - dodałam cofając się od niego. Uśmiechnął się jeszcze bardziej, wszedł i zamknął za sobą drzwi. Usiadłam na łóżku i poklepałam miejsce przy mnie ,żeby on też usiadł. Nie był zbyt przekonany czy ma usiąść obok mnie więc postanowił oprzeć się ściany. Był ubrany chyba już w piżamę rozważając po jego białych spodenkach w niebieskie kropki i białej koszulce na ramiączkach. - Więc co się stało? - zaczęłam. Westchnął cicho i musiałam czekać jeszcze chwile na jego odpowiedź.
 - Nikomu nic nie powiedziałaś? - odparł w końcu.
 - Nie, spokojnie. - odpowiedziałam z przekonaniem.
 - Dobrze. - sapnął.
 - Tylko to chciałem wiedzieć. - dodał i szybko udał się w stronę wyjścia. Siedziałam na łóżku cały czas. Zanim zamknął za sobą drzwi stanął jeszcze na chwilę i spojrzał mi w oczy.
 - Dzięki Ana - powiedział ostatnie słowa zanim wyszedł. Zostałam sama w pokoju. Postanowiłam się zdrzemnąć.
***

Dziś był dzień wyjazdu. W jakiś sposób cieszyłam się ,że w końcu będę u siebie w domu. Drażnił mnie fakt ,że Roney cały czas budził się w nocy i krzyczał na całe mieszkanie. Ale co poradzić w końcu ma dopiero kilka miesięcy. Jechaliśmy już w stronę lotniska kiedy wujek postanowił się zatrzymać i na tankować benzynę. Pomyślałam żeby kupić sobie gumy do żucia i coś do picia na lot. Weszłam do sklepu na stacji i szukałam moich zachcianek. Gdy podeszłam do lady kasjer się uwodzicielsko uśmiechnął i zaczął mówić coś po Francusku. Zapomniałam ,że znajduję się w Paryżu.
- O kurcze, chwileczkę. - powiedziałam do niego z myślą ,że i tak nie zrozumie. Miałam już zawołać po mojego wujka kiedy ten szybko odpowiedział.
 - Mówię też po angielsku! - krzyknął. Odetchnęłam z ulgą kiedy to usłyszałam. Nie chciałam robić scen z moim wujkiem. Zapłaciłam, i wyszłam. Wujaszek i moja matka czekali na mnie w samochodzie. Podbiegłam szybciej i przeprosiłam za spóźnienie.
 - No to ruszamy dalej! - oznajmił nam mąż mojej ciotki. Po przeczytaniu etykiety wody postanowiłam poczytać sobie paragon. Bo przecież to jest bardzo ciekawe. Rozwijając paragon spadła mi jakaś karteczka. A na niej numer telefonu. Zażenowana porwałam kartkę i wyrzuciłam przez okno jadącego auta. Na pewno był to telefon do tego obrzydliwego kasjera. W tym czasie zdążyliśmy dojechać do lotniska. Wujek się z nami pożegnał i pojechał. Po długim czasie znajdowałam się wraz z mamą w samolocie. W całym dniu zamieniłyśmy tylko jakieś dwa zdania. Po dłuższym czasie patrzenia się w okno zauważyłam ,że zaczął padać deszcz. A z nim turbulencje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz