niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 12

- Anastazja - szepnęła moja matka. Widziałam ją w pięknej białej sukni ślubnej. Miała spięte włosy po bokach i zaplecione warkocze.
 - Anastazjo, wstań proszę - rozbrzmiał się jej głos w mojej głowię. Wszystko nagle zawirowało. Otworzyłam oczy i zobaczyłam moją mamę w czerwonej piżamie. Jej brązowe oczy były niespokojne. Oparłam się łokciami o łóżko. Byłam przykryta kołdrą od mojego brzucha do gołych stóp.
 - Co się stało? - spytałam zaspana. Przetarłam oczy prawą dłonią, na lewym łokciu oparłam cały swój ciężar.
 - Jest po ósmej, spóźniłaś się do szkoły - oznajmiła. Wystarczyło parę sekund żeby do mnie doszło co się stało. Spóźniłam się! Pamiętam ,że zdarzyło mi się to tylko raz w życiu, byłam wtedy w podstawówce i nikt nie miał jak mnie odwieźć do szkoły. Tata był pijany ,a matka płakała z bólu na podłodze. Wybiegłam tamtym razem z domu totalnie sama. Pomimo tego ,że miałam godzinę do szkoły to i tak szłam w jej stronę. Chciałam uciec. I teraz będzie drugi raz. Zerwałam się szybko z łóżka, zabrałam ciuchy i pobiegłam do łazienki. Moja rodzicielka cały czas obserwowała moje ruchy. Kiedy znajdowałam się już w łazience zaczęłam od mycia zębów i twarzy. Ubrałam przygotowane rzeczy i zwinęłam tłuste włosy w kucyk. Udałam się szybko do mojego zielonego pokoju po torbę do szkoły. Zbiegłam po drewnianych schodach i napotkałam brązowo włosom dziewczynę. Casey. Od razu przypomniałam sobie imprezę na której spotkałam ją nagą z obcym chłopakiem w łazience. Uśmiechnęłam się pod nosem ,a ona odwzajemniła. Dobrze ,że nie czyta mi w myślach jak Harry. Harry. Dziś znów go spotkam. Fajnie było z nim porozmawiać w sobotę, szkoda ,że trochę nie wyszło. Wraz z Casey stałyśmy same na przedpokoju.
 - Co tu robisz? - zaczęłam. Spojrzała się na mnie.
 - Nie spotkałam cię w szkole to pomyślałam ,że jesteś w domu. - patrzyła mi cały czas w oczy.
 - Chciałam zobaczyć czy wszystko w porządku - dodała. Miło z jej strony.
 - To idziemy razem - powiedziałam. Pożegnałyśmy się z moją mamą i wyszłyśmy. Całą drogę przemilczałyśmy. Po wejściu głównymi drzwiami szkoły poszłyśmy szybkim tempem w stronę lekcji z naszą klasą. O dziwo po wejściu widziałam tylko kilka osób ,a w tym Harry'ego. Siedział w pierwszej ławce przed biurkiem nauczyciela. Każdy rozmawiał pomiędzy sobą i nikt nie zauważył ,że weszłyśmy.. oprócz tego brązowowłosego chłopaka. Przeprosiłyśmy panią za spóźnienie ,a ona odpowiedziała ,że dzisiaj mieliśmy na późniejszą godzinę. Czyli się nie spóźniłam! Ulżyło mi gdy to oznajmiła. Casey złapała mnie za nadgarstek i usiadłyśmy ławkę za Harry'm. Spojrzałam się na nią pytająco.
 - Cześć Harry, jak ci minęła sobota? - zaczęła. Uśmiechnęłam się do niego przepraszająco.
 - A tobie? - spytał. No i się zaczyna. Patrzała na niego dziwnie, ale z uśmiechem.
 - Fajnie się zabawiało z Niall'em w łazience? - zaśmiał się cicho. Przez chwilę zamarłam tak jak ona. - Pewnie nawet nie wiedziałaś kto to jest - dodał.
  -Skąd ty to.. oczywiście ,że wiedziałam - odpowiedziała Casey.
 - Pamiętasz chociaż jak wyglądał? - spytał. Pewnie to był jakiś kolega Harry'ego.
 - Skąd o tym wiesz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Zapewne nie pamięta jak wyglądał. Zaśmiałam się w myślach.
 - To mój najlepszy przyjaciel. - mówi.
 - On mi opowiada zawsze jak zalicza jakąś laskę ,ze szczegółami - podkreślił słowo "szczegółami". Oni cały czas patrzeli na siebie zabijającym wzrokiem ,a  ja siedziałam obok mojej najlepszej przyjaciółki nie wiedząc jak to skończyć. Na szczęście dostałam pomoc, zadzwonił dzwonek.
 - Idę do łazienki - powiedziała do mnie Casey i pośpiesznie wychodząc z klasy nawet się na mnie nie spojrzała. Popatrzyłam na zadowolonego z siebie Harry'ego. Jego zielone oczy patrzały raz na moje usta raz w moje oczy. Oblizał swoją wargę tak wolno jak to robił w sobotę u mnie w domu. Sobota, właśnie.
 - Dzięki ,że nie powiedziałeś Casey o tym jak byłeś u mnie w sobotę - podziękowałam jemu. Skinął głową w moją stronę i podniósł się z krzesła. Obserwowałam jego każdy ruch. Miał na sobie dzisiaj białą koszulkę, czarne rurki i czarne conversy. Jego tatuaże były widoczne spod białego materiału, jego wygląd był idealny. Zaczesał prawą dłonią swoje kręcone włosy do tyłu ,a drugą trzymał torbę. Odwróciłam się od niego i udałam się za moją przyjaciółką. Przeszłam przez korytarz w stronę mojej przyjaciółki. Sprawdziłam łazienkę. Pusto. Zeszłam na pierwsze piętro i tam też jej nie było. Sprawdziłam cały parter i szatnie dziewcząt, tam też jej nie było. Trochę się zdenerwowałam ale wiedziałam ,że to Casey. Ona sobie poradzi. Pomyślałam ,że przyjdzie na lekcje, jak nie na tą to na następną. Po dzwonku udałam się na pierwszą lekcje. Ciesze się ,że się nie spóźniłam. Muszę napisać to mojej matce bo pewnie się martwi. Po wysłaniu do niej sms'a i zajęcia swojego miejsca w ławce schowałam komórkę i rozpakowałam zeszyt z książką. Wyjęłam długopis, czułam ,że ktoś siada obok mnie ale byłam zajęta sprawdzaniem czy długopis piszę. Spojrzałam w lewo i się przestraszyłam. Byłam pewna ,że to Casey ,ale to Harry.
 - Casey nie będzie zła - szepnął. Zachichotałam cicho. Minęła połowa lekcji, chłopak dziwnie się na mnie patrzał.
 - Co jest Harry? - spytałam.
 - Powtórzymy sobotę? - odpowiedział. Gdyby nie jego intymne pytania było by świetnie, może tym razem byłoby lepiej?
 - Dobrze, ale tym razem u ciebie - zaśmiałam się. Wyszczerzył do mnie oczy. O co chodziło? Przypomniało mi się gdy spytałam się czy z kimś mieszka odpowiedział ,że z przyjacielem ,ale to nie problem chyba żeby był z nami. Po skończonych lekcjach poczekałam chwilkę na Harry'ego ,żeby się dopytać o weekend. Zależy mi na spotkaniu się z nim. Na trzeciej lekcji dostałam wiadomość od Casey ,że postanowiła pójść do domu bo nie chciała już widzieć Harry'ego. Ta sytuacja wydawała się być śmieszna. Kiedy zobaczyłam jak zielonooki chłopak wychodzi ze szkoły i schodzi po długich schodach od razu ruszyłam w jego stronę.
 - Harry! - zawołałam go. - Tak, piękna? - spytał. Zawsze kiedy mnie komplementował czułam jak mi żołądek wywraca się do góry nogami.
 - W którą stronę idziesz? - chciałam wraz z nim wracać.
 - W tą co ty, pamiętasz, mieszkam pięć minut od ciebie - zaśmiał się. No tak, przypomina mi się sobota.
 - Dlaczego pytasz? - uśmiechnął się. - Chcesz wracać ze mną? - dodał. Stałam przed nim przez cała konwersacje. Przez to ,że stał na pierwszym schodku był jeszcze wyższy. Wyglądał jakby miał dwa metry. Zszedł ze stopnia, złapał dwoma rękami za moje barki i obrócił w stronę wyjścia z terenu szkoły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz