CZ.1
Nadszedł weekend ,a z nim sobotni kac. Przeważnie to śmiałam się z moich znajomych ,a najczęściej z Casey ,że muszą teraz umierać. Dzisiaj to ja to robię, jednak z każdą godziną czuję się coraz lepiej. Nie za bardzo pamiętam co wczoraj się wydarzyło na imprezie, natomiast doskonale co stało się po niej. Zapamiętałam każdą sekundę spędzoną z Harry'm. Siedziałam na sofie w salonie, oglądałam telewizje. Mama w tym czasie sprzątała dom. Przyjeżdża dziś do nas babcia. Dawno jej w sumie nie widziałam więc z chęcią spędzę z nią ten dzień.
- Idź się chociaż ubierz, babcia będzie za godzinę. - oznajmiła matka. Słuszna uwaga z jej strony bo byłam tylko w długiej za kolana fioletowej koszulce. Nawet nie pamiętam kiedy to założyłam. Gdy już się ubrałam i ogarnęłam twarz wyglądałam dużo lepiej pomimo tego ,że tak się nie czułam. Słyszałam moją matkę jak z kimś rozmawiała na dole. Postanowiłam zejść, zapewne babcia już przyjechała. Wyszłam z łazienki i zbiegłam po drewnianych schodach żeby się przywitać.
- Cześć ba-ab..- zdębiałam. Nie wiedziałam co robić. Przede mną nie stała starsza pani tylko wysoki brunet z burzą loków na głowie odgarniętych do tyłu. Harry. Jego zielone oczy zaczęły mierzyć mnie wzrokiem. Spojrzałam na matkę i szukałam u niej jakiejkolwiek pomocy. Jednak ona po prostu zostawiła nas samych, stojących na środku salonu całkiem samych.
- Dzień dobry Anastazjo - przywitał się ze mną.
- Hej - szepnęłam. Dlaczego ja zawsze przy nim tak się denerwuje?
- Zaczekaj chwilę - powiedziałam wychodząc z pomieszczenia. Szukałam mojej matki, jakim prawem ona go tu wpuściła?!
- Mamo! coś ty zrobiła! - krzyknęłam zbuntowana.
- Co się stało? - zapytała. Najwyraźniej nie rozumiała powagi sytuacji
. - A co gdyby on był jakimś zabójcą? - spytałam starając się by mnie Harry nie usłyszał.
- Powiedział ,że jest twoim przyjacielem. Nie chciałam żeby stał za drzwiami. - odpowiedziała równie złym tonem co ja.
- Nie możesz wpuszczać wszystkich co powiedzą ,że mnie znają! - wyszeptałam. Nie chciałam żeby mnie usłyszał. To by było niezręczne ,a ja naprawdę go lubię. Mama zaczęła mnie ignorować więc postanowiłam zejść do gościa bo może jeszcze coś ukradnie. Nie żebym tak pomyślała, tylko jakoś tak. Przed zejściem musiałam sprawdzić jak wyglądam ,taki kobiecy nawyk. Chciałam wyglądać dobrze dla siebie nie dla niego. Oszukujesz sama siebie. Kiedy zeszłam zobaczyłam go jak siedzi na miejscu na którym ja siedziałam jakiś czas temu. Był rozłożony na brązowej sofie jakby był u siebie. Oglądał telewizje w najlepsze. Świetnie.
- Umm.. nie chce przeszkadzać, ale może byś chociaż powiedział dlaczego tu przyszedłeś? - zapytałam go. Poczułam się jakoś pewniej w tamtej chwili.
- Oh, jasne tylko ,że uciekłaś więc nie miałem kiedy. - odpowiedział trochę wrednie. Uśmiechnął się szyderczo. Podniosłam jedną brew w jego stronę ,a on wstał i podszedł do mnie. Jak miałam założone ręce przy klatce piersiowej tak teraz opadły. Zaczęłam się powoli cofać. On pewnym krokiem szedł w moją stronę. Postanowiłam stanąć w miejscu. Nic by mi nie zrobił, prawda? Cały czas się uśmiechał. W końcu stanął przede mną. Nasze twarze były jakieś dwadzieścia centymetrów od siebie. Patrzałam na jego pełne różowe usta, jak je wilżył językiem przeciągając nim powoli po wardze, następnie wbijając w nią zęby. Chciałabym dotknąć jego ust moimi. Móc poczuć ich smak. Z moich myśli wybił mnie głos mojej matki dobiegający z przedpokoju.
- Anastazja! ja wychodzę, idę po babcię będę za jakąś godzinę. Nie rozrabiajcie - powiedziała do nas moja mama i wyszła. Kiedy drzwi się zamknęły Harry gwałtownie złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do ściany. Byłam w szoku. Złapał drugą ręką za mój drugi nadgarstek i trzymał moje ręce wyciągnięte w boki. Zaczął ciężej oddychać. Moja klatka piersiowa opadała i podnosiła się z prędkością światła. Nie miałam pojęcia co on zamierza zrobić. Mierzył mnie całą wzrokiem kiedy w końcu się odezwał:
- Nie powinnaś nosić koszulek z takim dekoldem - wskazał oczami na moje piersi. Czułam jak się zaczynam czerwienić na jego uwagę. Patrzyliśmy sobie jeszcze minutę w oczy kiedy uścisk zaczął się zmniejszać aż w końcu mnie puścił.
- Przyszedłem żeby zabrać cię na obiad. - odezwał się.
- Ale zostaliśmy sami więc następuje mała zmiana planów. - Uśmiechnął się złowieszczo. W tamtym momencie trochę spanikowałam. Wyjął ze swoich czarnych rurek telefon, wybił numer i przyłożył komórkę do ucha.
- Co zamierzasz zrobić? - panikowałam.Oddychaj głęboko Ana. Delikatnie przejechał swoim dużym wskazującym palcem po mojej szyi. Zadrżałam od jego dotyku.
- Dzień dobry, chciałbym zamówić pizzę. - powiedział do telefonu. Nagle cały stres uciekł i pojawiła się ulga. Uśmiechnęłam się do niego.
- Numer piętnaście- zaśmiał się Harry. Po podaniu adresu i telefonu komórkowego w końcu się rozłączył. Rzucił urządzenie na szklany stolik obok nas i znów rozbierał mnie swoim wzrokiem. Dostawa przyjechała jakieś piętnaście minut od zamówienia. Chłopak odebrał pizze i wrócił z nią do salonu. Siedziałam przed telewizorem. Postawił opakowanie przede mną na drewnianym wąskim stole między ekranem ,a sofą. Życzyliśmy sobie smacznego nawzajem i zaczęliśmy ją zjadać. Po skąsomowaniu jej całej byliśmy pełni. Minęło jakoś dwadzieścia minut odkąd rozmawialiśmy. Harry i ja byliśmy zapatrzeni na telewizje. Leciał jakiś kanał o zwierzętach. Wiedziałam ,że ani jego ani mnie to nie interesowało ale bałam się to przyznać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz