środa, 27 stycznia 2016

Rozdział 26

         HARRYPOV

- Przepraszam - powiedziałem nie rozpoznając swojego głosu. W tamtym momencie mnie poniosło. Pierwszy raz od mojego dzieciństwa powiedziałem komuś mój sekret. Kiedy miałem piętnaście lat opowiedziałem to gówno jakiemuś pijakowi z którym wypiłem pół wódki pod sklepem. Nie spodziewałem się ,że wyjawię to dziewczynie i to nie byle jakiej, a w takiej której ufałem. Ufałem jej? Tak. Ufałem Anastazji jak cholera, od początku naszej znajomości coś w niej widziałem. Wiedziałem ,że nie jest taka jak inne, że jej związane blond włosy w kucyk które ma praktycznie codziennie, albo jej niebieskie głębokie oczy pełne niewinności coś do mnie przemawiają. Wiedziałem, że dzięki niej będzie lepiej. A dowiedziałem się tego w momencie kiedy ją pocałowałem. Musiałem to zrobić, pijany czy nie, musiałem. Moje myśli krążyły cały czas wokół niej. Wyobrażałem sobie robiąc zadania na lekcjach ją w domu w trakcie robienia mi kolacji, albo jak się śmiejemy wspólnie przed telewizorem w sobotni wieczór, albo kiedy zasypiałem okłamywałem mój mózg ,że ona leży przy mnie. Nawet przyłapałem się na rozmyślaniu o wspólnej kąpieli. I stwierdzam teraz, że jestem popierdolony.
 - Haaarrry, musimy iść - wyrwał mnie jakiś głos z przemyśleń. To był Zayn. Trzymał mnie za ramię i ciągnął w stronę wyjścia. Za nim szedł Ethan chwiejący się na boki, a obok niego Ana. I w tamtym momencie przypomniało mi się ,że ją przestraszyłem. Starałem się nawiązać z nią jakikolwiek kontakt wzrokowy, na marne. Widziałem ,że nie chciała mnie zdenerwować, ale cholera! Ona tego nie zrobiła, ona nie jest niczemu winna. Dlaczego uważam ,że to przez nią? Ja tak w ogóle twierdze? Jebany alkohol! - Dawaj kluczyki - ktoś na mnie krzyczy. Spoglądam w górę. Czuję na sobie ręce.
 - Gdzie je masz? - słyszę głos ale nie mam pojęcia kto to. Wszystko jest jakby rozmazane. Głowa mnie boli, ile ja wypiłem? Nagle wszystko znika.

***

Słyszę mój budzik który dzwoni zawsze rano przed szkołą. Sięgam do urządzenia i staram się je wyłączyć, jednak kończy się to tak ,że ląduje na ścianie. Przecieram rękoma moje zaspane oczy i siadam na łóżku. Kiedy się rozglądam zauważam pełno ciuchów rozrzuconych po podłodze, nie wszystkie jednak są moje. Widzę mój telefon na biurku. Wstaję i udaję się po niego. Kiedy sprawdzam godzinne okazuje się być trzynasta. Odkładam go i idę do salonu. Moje oczy od razu spotykają jej.
 - Cześć - uśmiecha się ledwo. Anastazja, leży na mojej sofie która nawet nie jest rozłożona. Ma pod głową moją poduszkę i jakiś koc, a na sobie.. moją koszulkę.
 - Hej - odpowiadam z wielką chrypą. Mój głos to jakaś tragedia, co się w ogóle wczoraj stało?
 - Jak się czujesz? - pyta siadając leniwie. Stoję przed wejściem do mojego pokoju i ją obserwuję. Mógłbym tak cały czas, patrzeć na nią z włosami rozczochranymi we wszystkie strony i worami pod oczami. Wygląda tak pięknie.
 - Szczerze? Czuję się beznadziejnie - odpowiadam i mówię prawdę. Czuję w ustach jeszcze alkohol, a nie wspomnie już o obolałych mięśniach. Głowa nadal mnie boli. Więc kaca, witamy!
 - Ja też - oznajmia po czym się uśmiecha i gwałtownie spada głową na poduszkę. Czy już mówiłem jaka jest piękna? Idę do mojej małej kuchni, i zauważam jedzenie ładnie podane na talerzu.
 - Och, ja nie wiedziałam ,że będziesz tak długo spał.. ale przygotowałam ci śniadanie - powiedziała ziewając. Nie dość ,że pewnie wnosiła mnie do tego mieszkania to jeszcze zrobiła dla mnie żarcie.
 - Jesteś wspaniała - mówię te słowa nie panując nad tym. Nie chciałem żeby to słyszała, mam nadzieję ,że tak nie było. Kiedy odwracam się w jej stronę widzę ,że ma zamknięte oczy. Pewnie stara się jeszcze zasnąć. Biorę talerz ze sobą i po cichu udaję się do mojego pokoju. Kiedy jestem już przed wejściem słyszę ją jak się przekręca. - Ty też jesteś - szepnęła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz