poniedziałek, 1 lutego 2016

Rozdział 29

    HARRYPOV

Kiedy otwieram drzwi moim oczom ukazuję się niska, czarno włosa kobieta z brązową torebką w ręku, patrzącą na mnie jakby miała się zaraz rozpłakać.
 - Synku.. - szepcze i widzę jak jej oczy robią się szklane. To jest jakiś kurwa chory żart. Moja matka. Co ona tutaj do cholery robi? Jak się dowiedziała gdzie mieszkam? Przecież mieszka kilka godzin stąd. Zanim zdążam cokolwiek powiedzieć wbija mi się w tors przytulając mnie jak najmocniej potrafi. Staram się odsunąć ją od siebie, ale na marne. Spoglądam szybko na Ane i widzę tylko jaka jest rozkojarzona. Uśmiecham się do niej krzywo ale ona nadal nie łapie. W końcu kiedy moja matka się ode mnie odrywa widzę jak łzy spływają po jej policzku. Po tym wszystkim się tu pojawia i po prostu se płacze? To raczej ja powinienem płakać, nie ona.
 - W końcu cię widzę - skomle i wyjmuję z małej paczuszki chusteczkę. Cholera, co ja mam zrobić?
 - Taaa..- wymamrotałem. Widzę ją po trzech latach ale wydaje się jakby to było tydzień temu, no może miesiąc. Sam nie wiem, nie tęskniłem za nią; nie miałem powodu. Pocieram lekko kark, muszę się tego oduczyć, przez to każdy wie, że się denerwuje.
 - Urosłeś - mówi po czym patrzy na Anastazje.
 - Dzień dobry - podchodzi do niej, a w trakcie przeciera chusteczką rozmazany makijaż.
 - Dzień dobry, jestem Anastazja - podaje rękę mojej matce. Stoję jak głupi przed otwartymi na rozcież drzwiami. Postanawiam je zamknąć, bo wiem ,że gdy Ana tu jest to nie wygonie tak łatwo mojej mamy.
 - Miło mi cię poznać Anastazjo, przepraszam cię ale nie wiedziałam ,że Harry będzie miał gościa - oznajmia jej. Nie wiedziała ,że będę miał gościa? Kurwa, ona nie powinna wiedzieć gdzie mieszkam! Kto jej to powiedział? Jakim cudem się dowiedziała, przecież tylko Ana to wie i moja siostra, a Anastazja nie ma kontaktu z moją matką.. kurwa! Gemma! Ona jej powiedziała! Jakim ja jestem debilem, przecież Gemma mieszka z matką.
 - Nie szkodzi i tak już wychodziłam - mówi. Tak! niech wyjdzie, pierwszy raz się z tego ciesze ,że Ana wychodzi, ponieważ dzięki temu będę mógł wyrzucić z mojego mieszkania szybciej moją matkę.
 - Nie! zaczekaj, zostań. Proszę - zaczyna ją błagać. Kurwa mać. Ja nie potrafię powiedzieć jej żeby wyszła, tylko ona sama może o tym zdecydować. Gdybym kazał jej opuścić moją chatę, nie miałbym serca. Wszystko moje, jest jej. Zrobiła dla mnie tyle, że nikt sobie z tego nie zdaję sprawy. Dwie kobiety patrzą na mnie, więc postanawiam się w końcu odezwać.
 - Jest dopiero trzynasta, odwiozę cię za godzinę - oznajmiam Anastazji. Muszę coś zrobić bo przez te dwie kobiety moje ciśnienie wzrasta co raz bardziej. Nie mam pojęcia jak się zachować, gdyby Anastazji tu nie było.. ale jest i muszę coś wykombinować.
 - Rozgość się mamo - mówię w końcu odchodząc od drzwi. Podchodzę do Any, która stoi na środku kuchni ,a przed nią moja rodzicielka. Cały czas mnie obserwuję, mam ochotę wygarnąć jej to wszystko co zrobiła mi za dzieciaka, ale jakoś nie mam na to siły, postanawiam nalać sobie do szklanki wodę z kranu.
 - Więc.. co tutaj robisz? - przełamuję ciszę pytając ją. Tak naprawdę to nie mam zamiaru z nią rozmawiać, ale przy Anastazji czuję się lepiej.
 - Chciałam w końcu cię zobaczyć, nie widzieliśmy się kilka lat Harry - ciarki mi przechodzą jak słyszę w jaki sposób wymawia moje imię.
 - Dokładniej to trzy lata - zauważam na co wzdycha. - O trzy za długo..
 - Dlaczego akurat teraz, matko? - przerywam jej. Patrzy na mnie zdziwiona jakby nie łapała o co chodzi.
 - Nie mogłaś mnie odwiedzić wtedy kiedy tego potrzebowałem? - mówię spokojnie. Jak na razie dobrze mi idzie powstrzymywanie gniewu. Stoimy pomiędzy moją Aną, biedna nie wie co ze sobą zrobić. Łapię ją za jej lewe biodro i podaję jej szklankę z wodą. Zabiera ją i zaczyna wolno wypijać zawartość. - Właśnie dlatego tutaj przyszłam, żeby cię przeprosić - mówi ,a jej głos łamię się w połowie.
 - Przeprosić? Teraz kurwa chcesz mnie przepraszać? - mój głos się podnosi ,a ja odsuwam się od Any i staję obok niej.
 - Wiesz jaki byłem bezradny kiedy wywaliłaś mnie od tak z domu? Wiesz ,że chodziłem kurwa głodny całymi dniami i żebrałem na cholernej ulicy żeby zasrani ludzie dali mi jakieś pieniądze?! - krzyczę na nią. Słyszałem jak w trakcie Ana wypluła z powrotem wodę do szklanki. Ona nie wie jeszcze dużo o mnie, a chciałbym jej wszystko opowiedzieć, tylko dlaczego to mi się zdarza w tak beznadziejnych okolicznościach.
 - Harry, przepraszam cię, ja wiem co przeszedłeś..
 - Gówno wiesz! - przerywam jej.
 - Gdyby nie Liam pewnie by mnie tutaj już dawno nie było! - wymachuję rękami w powietrzu. Jestem tak zły, że gdyby nie była ona moją matką i kobietą, to bym ją uderzył.
 - Proszę nie mów tak, chciałabym ci to wynagrodzić jakoś - oznajmia. Wynagrodzić? Jak kurwa wynagrodzić!?
 - Tego się nie da naprawić mamo - przestałem krzyczeć ale nadal mówię głośno. Anastazja stoi przy blacie i wszystko obserwuję, pewnie ma ochotę zniknąć, wiem jak to jest.
 - Przepraszam cię, nie bądź na mnie zły..
 - Ty chyba se jaja robisz?! - wrzeszczę. Teraz już mam jej dosyć. Zajęła mi dwadzieścia minut. O dwadzieścia za dużo.
 - Mam tego dosyć, przychodzisz tutaj po tych pieprzonych trzech latach, gdzie ja.. - spoglądam raz na Anastazję raz na matkę, nie mam pojęcia co powiedzieć.
 - Rozumiem cię synku, ja na prawdę chcę to naprawić..
 - Ale zrozum, kurwa, że tego się nie da naprawić! - szarpię za swoje włosy, nie potrafię powstrzymać więcej mojego gniewu. Ciągle mówi to samo 'chcę to naprawić' , 'przepraszam cię'.. mam to już w dupie. Moja ręka mimowolnie uderza w ścianę przede mną. Uderzam tak mocno, że farba odpada od niej, a po tym jak się odsuwam kawałki ściany zaczynają spadać na blat kuchenny. Spoglądam najpierw na Anę, która jest przerażona ,a potem na moją matkę, która zaczyna płakać. Podchodzę do drzwi frontowych i otwieram je gwałtownie.
 - Wyjdź - nakazuję mojej matce. - Synku.. - płacze, a ja mam to gdzieś.
 - Proszę, wyjdź - zaczynam się zastanawiać czy dobrze robię. Podchodzi do mnie i próbuje mi spojrzeć w oczy, ale unikam z nią kontaktu wzrokowego, rozkleiłbym się gdybym zobaczył jak przeze mnie cierpi. Jednak ja też cierpiałem przez nią. Wychodzi z mieszkania i staję jeszcze, po chwili się odwraca.
 - Przepraszam cię - szepczę, a ja na to trzaskam drzwiami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz