Po kolejnej godzinie spędzonej na obgadywaniu wszystkich ludzi z Casey, właściwie to tylko ona ich obgadywała ,a ja przytakiwałam, postanowiłam zejść porozmawiać z moją mamą. Zebrałam w sobie odwagę jakbym miała pisać jakiś ważny test i zeszłam na dół. Całkowicie zapomniałam o naszych gościach, którzy siedzą i prowadzą konwersacje z moją rodzicielką. Widzę minę Dan'a która podpowiada mi ,że powinnam go zabrać od nich bo w innym wypadku zanudzi się na śmierć.
- Co u ciebie Ana? - spytała mnie ciocia,a w tym momencie moja matka wstała z fotela i zostawiła nas w trójkę.
- Wszystko w porządku - uśmiecham się do niej.
- Co tutaj robicie? - pytam, unikając zbędnej nam niezręcznej ciszy.
- Marie.. twoja mama nas zaprosiła. Zostajemy tu na tydzień, mam nadzieje ,że nie masz nic przeciwko? - oznajmia, a mi zaczyna się kręcić w głowie. Myślałam ,że odpocznę sobie przynajmniej tego wieczora, że pogodzę się z matką i pójdę do swojego pokoju, zasłonę okna żaluzjami, zakluczę drzwi, włączę lampkę i poczytam sobie książkę, jednak będę zmuszona zabawiać gości pomimo tego ,że to moja rodzina która jest mi najbliższa, to i tak będę czuła się nieswojo przez tydzień. Świetnie.
- Nic nie mam przeciwko, cieszę się - uśmiecham się do niej, oczywiście ,że kłamię. Nie lubię przyjeżdżać do nich, a tym bardziej nie lubię kiedy oni są u nas.
- Będzie jeszcze wujek jakbyś miała zamiar się spytać - podchodzi i przelotnie klepie mnie po ramieniu z uśmiechem na ustach i wychodzi z salonu. Cudownie, jeszcze ten facet jest tu potrzebny. Mam nadzieję ,że nie będą uprawiać tutaj seks... jeju! Wzdrygam się na samą myśl o tym. Dlaczego tak pomyślałam? Co jest ze mną nie tak? Postanawiam zwalić to na przemęczenie i wstaję z kanapy. Muszę się czegoś szybko napić albo zemdleje. Zaczyna mi się robić nie dobrze, sama nie wiem dlaczego. W trakcie kiedy wychodzę z pomieszczenia ktoś łapie mnie za łokieć.
- Ej, Ana... - zaczyna Dan, kiedy się odwracam wygląda na tak jakby przestraszonego. Ma piętnaście lat ,a zachowuję się na dziesięć.
- Albo nic, sory - poprawia się i mnie puszcza, wywracam oczami ale dopiero wtedy kiedy się od niego odwrócę. Jego dziwne zachowanie już mnie przerasta, postanawiam nalać sobie szklankę soku pomarańczowego, który stoi na blacie kuchennym. - Chcesz też? - pytam kuzyna który stoi za blatem oparty i wpatrzony w komórkę, przez chwilę mam ochotę rzucić w niego tym napojem ,żeby się odwrócił ale gdy to robi kiwa głową na nie. Skąd we mnie ta cała agresja? Zaczynam się martwić o samą siebie. Zabieram pełną szklankę i idę do swojego pokoju. Nigdy nie zwracałam na to jakieś szczególnej uwagi od tamtego wydarzenia, ale w tamtym momencie zaczęłam się gapić na rodzinne zdjęcie zrobione w moje dziesiąte urodziny. Jestem na nim oczywiście ja, moja matka i mój ojciec. Było wtedy Boże Narodzenie, wywnioskuję po prezentach za nami i choince z kolorowymi ozdobami. Przypomniały mi się chwile które spędzałam z ojcem. Był dla mnie wspaniały, kochałam go nawet przyznając się bardziej od matki; ona zawsze była dla mnie oschła i krzyczała za każdym razem gdy miałam nie wyprasowaną sukienkę, albo nie pokręcone włosy. Codziennie ubierała mnie i traktowała jak jakąś księżniczkę, chciała być dla mnie najlepsza, jednak tak nie było. Kiedy wychodziła gdzieś, a ja zostawałam sama z tatą ubierałam się w jakieś jego ciuchy który były dla mnie o wiele za duże i bawiliśmy się w żołnierzy. Pamiętam jak mówił ,że chce mieć syna, ale ja jestem lepsza czy coś takiego. Sama już nie pamiętam, jak byłam mała to tego nie rozumiałam, to było w sumie osiem lat temu i od ośmiu lat już go nie widziałam. Pamiętam kiedy matka powiedziała mi ,że zginął w wypadku. Nie pozwoliła mi iść nawet na jego pogrzeb, wydawało mi się ,że cieszyła się z jego śmierci, ale nie mogę jej od tak osądzać. Czy mi go brakuje? Tak, a nawet bardzo. Zanim zdążę się popłakać idę dalej, do mojego pokoju. Zamykam drzwi i widzę jak ktoś do mnie dzwoni więc szybko podbiegam i zabieram telefon z biurka. To Harry.
- Halo? - mówię. - W końcu! - krzyczy, a ja zabieram telefon od ucha na jego krzyk.
- Wiesz jak się przestraszyłem? - wykrzykuję.
- Po pierwsze, przestań się drzeć, proszę - błagam go na co się śmieje; jak ja kocham ten dźwięk, nawet przez telefon.
- Okej...
- A po drugie dlaczego się przestraszyłeś? - pytam, a on nagle ucicha.
- Har...
- Jestem, jestem. Dzwoniłem chyba z dwadzieścia razy, dlaczego nie odbierałaś? - mówi już spokojniej niż przed chwilą.
- Przyjechała do mnie rodzina, byłam na dole, a telefon zostawiłam u siebie w pokoju - tłumaczę mu, właściwie, dlaczego ja to robię?
- Jaka rodzina? - dopytuję. - A co cie to obchodzi? - śmieję się, natomiast on warczy. Kładę się na łóżku do góry brzuchem i zapalam sobie lampkę nocną, która stoi na drewnianym małym stoliku obok wezgłowia łóżka.
- Właściwie, co teraz robisz? - pytam go i słyszę jak klnie pod nosem.
- Jadę po Niall'a bo nie ma jak dojechać do domu bez kasy przy sobie, a został na noc w jakimś barze i gdyby nie płacił połowy rachunków nie pojechałbym po niego - wzdycha Harry. Słysząc jego głos jakoś dziwnie robi mi się ciepło na sercu, sama nie wiem, może jednak się zakochałam?
- A ty? - przerywa mi.
- Co ja?
- Co robisz? - pyta. - Czekam na ciebie - żartuję. - Jak to? - słyszę przebłysk emocji w jego głosie. - Żartuję, jedź po swojego przyjaciela. Poza tym się rozłączam i tak, dlatego ,że prowadzisz - oznajmiam mu.
- Och, w sumie to stoję w korku, a radio już mnie zanudza, więc postanowiłem zadzwonić do ciebie - śmieje się cicho. - Czyli jak się nudzisz to dzwonisz do mnie? - droczę się z nim.
- Nie zaczynaj - ostrzega mnie ,a ja wybucham śmiechem z jego powagi w głosie.
- Co cię tak bawi dziewczynko? - pomimo ,że nie widzę jego twarzy to wiem ,że się uśmiecha.
- Nie mów tak do mnie - proszę go. Dziewczynko, bardzo śmieszne.
- Wymyśle później jak będę cię nazywać - zaśmiał się. - Może swoją dziewczyną? - wyparłam zanim zdążyłam to przemyśleć. Przez chwilę poczułam się jakbym umarła. Nie chciałam tego powiedzieć, przynajmniej nie teraz. Pewnie pomyśli ,że się narzucam czy coś.
- Taaa... - mruczy pod nosem, cholera, ale jestem głupia. - W każdym razie, jedź ostrożnie. Ja biorę się za sprzątanie - skłamałam. Chciałam po prostu zakończyć tą rozmowę jak najszybciej, sądziłam ,że będziemy rozmawiać nawet dłużej niż ja godzinę temu z Casey, ale oczywiście wszystko spaprałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz