piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 35

     HARRYPOV

Po skończonych zajęciach udałem się do swojego mieszkania, właściwie Niall'a i mojego. Obwiniam siebie za to ,że zaciągnąłem Anastazje do tej pieprzonej kabiny, ale nie mogłem się powstrzymać, ta dziewczyna ma coś takiego w sobie ,że nie potrafię się jej oprzeć. Denerwuje mnie to ,że nic o niej nie wiem, ona wie o mnie wszystko... no dobra, wszystkiego nie wie i lepiej żeby to tak zostało. Powiedziałem jej już za dużo na temat mojego dzieciństwa, tylko ja znam siebie i nie mam zamiaru nic jej więcej o sobie opowiadać. Kiedy wchodzę do mieszkania czuję w powietrzu alkohol, tak dobrze mi znany. Zamykam drzwi ,a kiedy się odwracam widzę na stolę pustą litrową wódkę i parę skrętów rozsypanych obok niej. Nie widzę nigdzie Niall'a, w łazience też go nie ma, a do mojego pokoju by nie wszedł bo jest zamknięty. Łapię za szklaną butelkę i wyrzucam ją do śmietnika, na wszelki wypadek postanawiam się upewnić czy mój pokój jest pusty. Odkluczam drzwi i powoli je uchylam, nie wiem czego mogę się spodziewać. Na szczęście nikogo nie ma ,ani nic się nie zmieniło, zabiłbym jeżeli ktoś by tutaj był. Zdejmuję swoją torbę z ramienia i rzucam ją na łóżko, a następnie siadam na kanapie w salonie. Przypominają mi się noce których nigdy nie zapomnę, kiedy Ana tu spała, a co najlepsze pozwoliłem jej zasnąć na moim łóżku. Kiedy spędzała tutaj pierwszą noc, miałem ochotę zrobić jej to wszystko co kiedyś robiłem, przez chwilę myślałem nad gwałtem, to było chore, całe moje życie jest, było i będzie chore. Jestem pojebany bo przyłapuję się nad zastanawianiem się czy ją tu nie sprowadzić i ją nie pieprzyć. Dobra, stop. Odkładam komórkę prosto na tytoń rozsypany po całym stole. Przeklinam pod nosem ,a w tym czasie wchodzi Niall, ale nie sam.
 - O! Siema Harry! - macha mi jak pojebany z uśmiechem na ustach.
- Nie wiedziałem ,że przyjdziesz - dobrze to wiedział.
- Dlatego przyprowadziłem kolegę - staję do mnie tyłem uchylając drzwi ,a moim oczom ukazuję się ten frajer. Staję jak wryty kiedy na mnie spogląda. I kurwa dobrze. Ustawiam się na równe nogi i słyszę jak blondyn chrząka głośno. Chłopak na niego spogląda i w końcu wchodzi.
 - Wybacz stary za bałagan, miałem to posprzątać zanim wrócisz ale już za późno - oznajmia z uśmiechem zdejmując buty, czasem mam ochotę mu przywalić, tak po prostu.
 - Tak więc wy się znacie, nie muszę was przedstawiać - mówi Niall, patrząc raz na mnie raz na niego. - Ta - syczę i idę do pokoju. Trzaskam drzwiami i żałuję ,że po prostu nie wyszedłem, bo słyszę ich tak samo głośno i wyraźnie jakby nie było tej zasranej ściany. Siadam przed biurkiem i podpieram się rękoma o pod brudek nie wiedząc co ze sobą zrobić. Musze coś wymyślić, nie mogę tak sobie siedzieć i myśleć nad wszystkim i nad niczym, to do mnie nie podobne. Jeszcze rok temu potrafiłem spędzać tak jak Niall teraz dnie i noce poza domem, mieć wszytko w dupie. Właśnie zrozumiałem jak się cholernie zmieniłem. Tak na prawdę inni powiedzą ,że na lepsze, ale nie obchodzi mnie zdanie innych, ja uważam ,że na gorsze. Postawiam na totalny spontan. Wstaję, wychodzę z pokoju i trochę tego żałuję bo widzę jak Louis i Niall ciągną skręta z ust do ust, aż wzdrygam się na samo przypomnienie jak ja to z nim robiłem. Kurwa. Łapię szybko za swoją komórkę i wychodzę nic nie mówiąc, jeżeli wyjdą to mam nadzieję ,że przynajmniej zakluczą mieszkanie. Oczywiście wolałbym mieszkać sam, ale ten kutas płaci połowę rachunków poza tym i tak go nie ma praktycznie całymi dniami i od czasu do czasu tu sypia, więc nie mogę wybrzydzać, zawsze tłumaczę sobie ,że mogłoby być gorzej. Otwieram swój samochód i usadawiam się przed kierownicą, wsadzam kluczyki do stacyjki i dopiero teraz obmyślam plan. Na początek myślę o Anastazji, chciałbym się z nią spotkać, ale pewnie jest zajęta, poza tym mamy poniedziałek. Na pewno jest zajęta. Postanawiam ruszyć z parkingu, po drodze coś wymyślę, w końcu to ma być spontan, nie? Słyszę dźwięk esemesa dochodzący z siedzenia pasażera obok. Staję na czerwonym świetle i sięgam po telefon. To Louis. Skąd on do kurwy ma mój numer?! Chwilę gapię się na jego imię napisane na ekranie i już wiem. Niall! Od niego zapewne ma. Otwieram wiadomość i od razu tego żałuję. "Wróć do nas stary". Nie mam zamiaru tego zrobić w szczególności kiedy on tam jest. Dlaczego Louis musiał przyjść, myślałem ,że mnie unika czy chociażby się boi, ale jednak się myliłem. Kiedy zapala się zielone światło postanawiam ruszyć w stronę Any domu, jeśli jej nie będzie: pojadę do pubu, jeśli będzie: zabiorę ją na przejażdżkę. Kiedy parkuję na podjeździe obok jej domu widzę dwa samochody. Czyżby miała gości? Pukam do drewnianych drzwi na których widnieje numer '15' i nasłuchuję czy ktoś jest. Słyszę kroki. Oby to była ona. Po otwarciu drzwi nie widzę tego czego oczekiwałem; to nie Anastazja. - Dzień dobry - mówi nie znajomy.
 - E-e.. Cześć - drapię się w kark bo zaczął mnie swędzić. Przechylam się i patrzę za chłopaka z brązowymi krótkimi włosami, ale nikogo nie widzę.
 - Jest może Anastazja? - mam nadzieję ,że nie pomyliłem domów bo jeśli tak to spalę się ze wstydu. - Och, jasne już ją wołam - jego oczy się dziwnie zaświeciły i lekko się uśmiechnął odchodząc. Wzdycham głęboko, jednak się nie pomyliłem. Po minucie moim oczom ukazuję się piękna blondynka w spiętych włosach, ma na sobie zwykłą koszulkę na ramiączkach, a pod nią czarny stanik, jej jeans'owe krótkie spodenki są zdecydowanie za krótkie.
 - Hej, Harry - uśmiecha się idąc długim korytarzem w moją stronę. - Cześć - mam ochotę do niej podbiec i ją uściskać, ale jednak tego nie robię.
 - Coś się stało? - jej uśmiech znika kiedy staje przede mną.
 - Nie, chciałem tylko się spytać czy masz czas - oznajmiam jej, a ona się odwraca w stronę chłopaka, na chuj on jeszcze tu stoi? - Wejdź - przesuwa się w bok żebym mógł przejść. Staje w korytarzu, a ona zamyka drzwi i odchodzi. Co ja mam teraz zrobić? Stoję patrząc się na swoje odbicie w długim lustrze powieszonym na ścianie.
 - Idziesz tu? - krzyczy skądś. Zdejmuję buty i idę do niej. W salonie siedzi ten gówniarz, a w kuchni ona. Widzę jak zakłada włosy za uczy przez szparę pomiędzy ścianami. Idę do niej i zauważam jak coś kroi. - Robię dla nas coś do jedzenia, jak chcesz to zostań - uśmiecha się. Zostać? Miałem zamiar wziąć cię na przejażdżkę, albo chociażby na jakiś spacer, ale oczywiście, wolę zostać tutaj z tobą i tym chłopczykiem który podsłuchuje nasze rozmowy. Gdyby tylko go nie było... uśmiecham się na samo wspomnienie jak byłem u niej pierwszy raz i trochę wtedy przegiąłem, ale mi się podobało.
 - To jak? - pyta oparta o blat.
 - Zostanę - odpowiadam po czym podchodzę do niej bliżej i kładę dłonie na jej biodrach przesuwając powoli w górę do jej ramion, sunę delikatnie po obojczykach opuszkami palców i zahaczam o wystający spod białej koszulki stanik. - Kiedy będzie gotowe? - pyta jakiś głos, Ana odsuwa mnie od siebie i się gwałtownie odwraca, kiedy patrzę na przyczynę jej zachowania od razu mam ochotę mu wyjebać, co ten gówniarz sobie myśli?!
 - Daj mi dwadzieścia minut - mówi mu, a on kiwa głową i idzie do góry po schodach. Kim on w ogóle jest?
- Kim on jest? - w końcu pytam. - To mój kuzyn, przyjechał z ciocią w odwiedziny - mówi nie patrząc na mnie, nadal coś kroi.
 - Aha - tylko tyle jestem wstanie powiedzieć, skoro w odwiedziny to go jutro tu nie będzie, dobre i to. Ale pomimo tego i tak go nie lubię, wkurwia mnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz