piątek, 5 lutego 2016

Rozdział 33

Budzi mnie głośny dźwięk mojego budzika roznoszącego się po pokoju. Jestem tak zmęczona jak nigdy, zawsze nie sprawiało mi problemu poranne wstawanie, jednak dzisiaj jest inaczej. Pomimo ,że mam do liceum jakieś piętnaście minut drogi, codziennie wstaje o szóstej rano. To dziwne, wiem. Ale moja matka wyrobiła we mnie taki nawyk, zawsze chciała żebym była pierwsza we wszystkim i najlepsza. Przecieram rękoma swoje oczy i podchodzę do budzika ,żeby go wyłączyć. Zabieram z krzesła przygotowane ciuchy na dzisiaj i udaję się do łazienki. Wchodzę do niej i kładę rzeczy na pralce, żeby zaraz je ubrać. Patrzę w lustro i mój wzrok napotyka pełno perfum z Calvin'a Klein'a, maszynki do golenia i jakieś odżywki. Dopiero po dłuższych zastanowieniach przypomina mi się ,że moja rodzina u mnie nocuje. Świetnie, już straciłam humor. Po ubraniu się i przemyciu twarzy oraz umyciu zębów schodzę na dół żeby przygotować sobie jedzenie. Kiedy znajduję się w kuchni nie dziwi mnie widok matki robiącej sobie kawę.
 - Dzień dobry, kochanie - mówi do mnie zaspanym głosem. Kochanie? Czyli nie jest na mnie zła, nawet jeśli, to i tak muszę z nią porozmawiać o weekendzie i przede wszystkim przeprosić.
 - Dzień dobry, mamo - odpowiadam jej. Otwieram lodówkę i mam zamiar sięgnąć po pudełko sałatki którą codziennie zabieram, ale powstrzymuje mnie moja mama.
 - Przygotowałam ci już wszystko - uśmiecha się do mnie trzymając mnie za łokieć, a w drugiej ręce ma kubek z kawą. Przechylam głowę żeby spojrzeć za nią i rzeczywiście, kanapki, sałatka, jogurt i picie leżą na blacie.
 - Dziękuję - dziękuję jej, odkąd skończyłam szesnaście lat przestała to robić, teraz wyjątkowo mnie zaskoczyła, aż jej nie poznaję. Odchodzi ode mnie i widzę przez szparę między ścianami jak siada w salonie na kanapie i włącza telewizor. Pakuję do torby prowiant i idę na korytarz ubrać buty.
 - Anastazja! - woła mnie matka, jednak robi to na tyle cicho żeby nie obudzić gości. Odwracam się w jej stronę i napotykamy się wzrokiem.
 - Przyjdź dzisiaj po zajęciach od razu do domu, chcę porozmawiać - oznajmia po czym podchodzi do mnie i mnie przytula. Wymieniamy się krótkim 'pa' przed wyjściem. Kiedy znajduję się przed moim domem czuję jak mój telefon wibruje w mojej kieszeni, wyjmuję go i moje serce tonie.
 - Cześć Harry - mówię, trochę piskliwie.
 - Hej, piękna - odpowiada ,a mój żołądek wywraca się do góry nogami; który to już raz?
 - Coś się stało? - pytam go ,a on wzdycha. Po kilku sekundach ciszy odpowiada.
 - Zatrzymaj się - rozkazuję.
 - Gdzie? Po co?
 - Po prostu stań - kiedy staje w miejscu na środku chodnika i zaczynam się rozglądać trzymając nadal telefon przy uchu mój wzrok napotyka Harry'ego idącego w moją stronę, ubrany jest cały na czarno, ale jednak coś się w nim zmieniło... och już wiem!
 - Czy ty masz na głowie opaskę? - śmieję się na co wytyka mi język rozbawiając mnie jeszcze bardziej. - Wole określenie bandana - poprawia mnie i staję metr ode mnie. Patrzymy sobie w oczy, pomimo tego ,że widzę jaki jest jeszcze zaspany to i tak jest w nim coś niesamowitego co w nim uwielbiam.
 - Idziemy do tej pieprzonej szkoły czy mamy zamiar stać i gapić się na siebie? - pyta mnie z wielkim białym uśmiechem na twarzy. Miałam cichą nadzieję ,że postanowi mnie pocałować, ale ja nadal nie wiem czy między nami jest coś więcej niż tylko przyjaźń.

***

Po skończonej drugiej lekcji w końcu moja przyjaciółka raczy przyjść do szkoły.
 - Siema Ana - przytula mnie na powitanie.
 - Hej, wyspałaś się? - pytam kiedy odsuwamy się od siebie i zaczynamy podążać za resztą klasy.
 - Nie do końca, ale nie jest najgorzej. Przynajmniej nie mam jak zwykle kaca - uśmiecha się, a ja marszczę nos. Idziemy w stronę sali numer czterysta siedem, a gdy już się pod nią znajdujemy mój wzrok przykuwa grupka osób z naszej klasy stojąca pod oknem i wykrzykująca czyjeś imię.
 - Co się dam dzieje? - pyta Casey czytając mi w myślach. Wzruszam ramionami, a ona łapie mnie za rękę i prowadzi w stronę zebrania. - Chodźmy zobaczyć - oznajmia z uśmiechem na co wywracam oczami i nie zbyt mnie to obchodzi i chce zostać, ale moja przyjaciółka ma więcej siły i jestem zmuszona z nią iść. - Harry! Harry! - nagle słyszę jak chłopacy z naszej klasy wykrzykują imię Harry'ego.
 - Co jest grane? - pytam jednej z dziewczyn. - Chłopacy się siłują - uśmiecha się i wskazuję palcem na Jerry'ego i Harry'ego. Staje przed nimi i widzę jak siłują się na ręce ,a trzymają je na drewnianym twardym krześle z jakiejś sali. Kiwam nie dowierzając głową w boki i nie potrafię tego powstrzymać, ale się uśmiecham. Kiedy Harry wygrywa zaczynam klaskać, a nasze wzroki się napotykają. Widzę jaki jest zdziwiony ale jednak podnosi do góry swoje kąciki ust i podchodzi do mnie. Mam zamiar go przytulić i wydaję mi się ,że on też chce to zrobić, ale w drogę wkracza mi Casey.
 - Brawo mięśniaku - gratuluje mu, a Harry wywraca oczami i skina w jej stronę lekko głową. Stoi przed nią, a ja jestem za nią, mam ochotę ją ominąć i pocałować chłopaka ale zatrzymuję mnie dźwięk dzwonka.
 - Zapraszam do klasy! - wykrzykuję pan od wiedzy o społeczeństwie i wszyscy wchodzą do sali. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz