- Dlaczego do chuja my jeździmy samochodem? - pyta. Uśmiecham się na jego szczerą uwagę, jednak ma rację. Od jego mieszkania do mojego domu jest zaledwie pięć minut jazdy autem, więc dlaczego nim jedziemy?
- Dobre pytanie - zauważam, a on się uśmiecha i czuję na sobie jego wzrok jednak nie patrzę na niego, cały czas skupiam się na przedniej szybie.
- No i już jesteśmy - mówi spoglądając na mnie.
- Ale długa droga - żartuję po czym odpinam pas i kiedy chce wyjść z samochodu Harry'ego drzwi są zamknięte. Brunet wychodzi z pojazdu i kieruję się w stronę moich drzwi, otwiera mi je i łapie za mój nadgarstek tak jak zawsze to robi.
- Dziękuję - dziękuję mu i odchodzę kawałek.
- No cóż... - zaczyna jednak przerywam mu pocałunkiem. Staram się zrobić to jak najdelikatniej, ale wychodzi na to ,że naprawdę zaczynamy się całować na środku chodnika. Jego język idealnie współpracuję z moim tak jak robił to za pierwszym razem. Czuję jego dłonie na moich biodrach natomiast moje ręce trzymają za jego loki. Zaczyna mruczeć, a ja się od niego odrywam. Odsuwamy się od siebie, jednak jego ręce cały czas są na moich biodrach. Nasze twarze są od siebie niecałe trzydzieści centymetrów.
- To było niezłe - mówi oddychając ciężko, zresztą tak jak ja. Tak jak wspominałam wcześniej nie miałam okazji ,żeby całować się... w taki sposób; szczególnie przed moim domem gdzie moja matka może nas zobaczyć w każdej chwili. Nie była by zadowolona ,że spotykam się z kimś takim; Harry ma tatuaże przez które większość osób może go źle ocenić. Tak jak ty na początku. Dodaję moja podświadomość. To prawda, na początku kiedy doszedł do mojej klasy wiedziałam ,że będzie tak jak te wszystkie inne punki które chodzą z zielonymi włosami po naszej szkole. Myślałam ,że to będzie jeden z tych co ćpa codziennie przed zajęciami, albo taki typ który jest zwykłym pijanym licealistą. Jednak cieszę się ,że się myliłam, on taki nie jest... mam taką skrytą nadzieję. Wydaję mi się ,że zaczynam coś do niego czuć. Jednak nie wiem czy to prawdziwa miłość, czy zauroczenie. Wiem jedno, pożądam go i muszę to jakoś opanować.
- W takim razie widzimy się jutro - odchodzę powoli od niego i udaję się w stronę drzwi wejściowych mojego domu, za którymi czeka na mnie zmartwiona... wściekła matka. Zanim usiądzie na siedzeniu puszcza mi oczko i odjeżdża. Teraz zostałam sama, no nie do końca bo za chwile zapewne moja mama się na mnie wydrze. Wypuszczam powietrze które przetrzymywałam za długo w płucach i zastanawiam się czy zapukać, czy może wejść. Wybieram to drugie. Otwieram drzwi i ku mojemu zdziwieniu moja mama siedzi z jakąś kobietą i popija kawę. Albo to herbata, sama nie wiem bardziej mnie interesuję kobieta siedząca do mnie tyłem. Napotykam wzrok matki i ta od razu kiwa na mnie głową, nie znajoma się odwraca i jestem ucieszona ,ale zarazem zaskoczona, kiedy widzę moją ciotkę z Francji. Co ona tu robi?
- Cześć Ana! - macha mi w pół odwrócona do mnie.
- Dzień dobry ciociu - widzę kontem oka jak coś się porusza w naszej kuchni. To Dan.
- Hej - mówi, podchodząc do mnie.
- Cześć Dan - odpowiadam i przytulam go. Jest niższy ode mnie o pół głowy więc jego przykrótkie włosy łaskoczą mnie w nos. Chłopak idzie do kobiet siedzących w salonie przy stole, a ja nie wiedząc jak zwykle co zrobić postanawiam udać się do mojego pokoju.
***
- Mówię ci, to było chujowe - oznajmia mi Casey przez telefon. Rozmawiamy już jakąś godzinę, opowiada mi o tym jak poszła na randkę z dwoma chłopakami w tym samym dniu. Zadzwoniłam do niej pierwsza, aby ją przeprosić ,że nie odzywałam się, co prawda była zła ale jej przeszło. Też bym nie potrafiła złościć się na nią dłużej niż dzień. Takie już jesteśmy, przyjaciółki od dzieciństwa, co prawda nie tak kolorowego jak innych ale jednak. Przypomina mi się na wspomnienie z moją przeszłością historia Harry'ego. Na prawdę nie wiem jak mam się zachować, przynajmniej nie wiedziałam wtedy jak się zachować. To co mi opowiedział, wstrząsnęło mną. Nie przyjęłam tego obojętnie, wcale nie, bardziej się tym przeraziłam. Było mi go po prostu szkoda. - Jesteś tam? - przywraca mnie na ziemie głos krzyczącej Casey. - Tak, przepraszam odrabiam lekcje - kłamię. Szczerze to już kilka razy miałam zamiar powiedzieć jej o tym wszystkim co spotkało mnie przez zaledwie weekend, ale zostawię to dla siebie. Przynajmniej na tą chwilę i nie chcę żeby ona się o tym dowiedziała, wydaję mi się, jednak nie jestem pewna, ale ona chyba się w nim podkochuję. I to nie tak jak w każdym innym facecie... co ja wygaduję. Przecież to ,że była przez cały tydzień w szkole dla niego miła to nie znaczy ,że się w nim kocha. Chyba popadam w jakąś paranoję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz