ANASTAZJAPOV
- Co to do cholery było? - pytam spokojnie Harry'ego. Nie zdaję sobie sprawy z tego co się właśnie tutaj zadziało. Jego matka była rozpaczona i prosiła go żeby jej wybaczył, chociaż nie wiem nawet co i obawiam się, że nie chcę się dowiedzieć, a najgorsze jest to ,że on ją tak potraktował. Po prostu kazał jej wyjść kiedy ona płakała.. ten człowiek nie ma serca. Jak mógł ją tak potraktować?!
- Przepraszam cię za nią.. - pociera swój kark i powoli wchodzi do otwartej kuchni. Że co?
- Przepraszasz mnie.. za nią? - pytam z nie dowierzaniem. On chyba żartuję!
- Taaa..
- Przyszła biedna, prosiła cię o wybaczenie, a ty ją tak potraktowałeś! Nie mam pojęcia dlaczego tak się zachowałeś...
- Przyszła biedna, prosiła cię o wybaczenie, a ty ją tak potraktowałeś! Nie mam pojęcia dlaczego tak się zachowałeś...
- I bardzo dobrze ,że nie wiesz! Ona jest zwykłą suką! - zaczyna krzyczeć, a mnie to boli jakby ta kobieta była moją matką.
- Jak możesz ją tak nazywać?! - też podnoszę głos i w tym czasie odkładam do zlewu szklankę z której wypiłam wodę.
- Chcesz wiedzieć jak mnie potraktowała? Sto razy gorzej niż ja ją teraz! - wrzeszczy. Jego oczy stały się ciemniejsze i skoncentrowane na moich.
- Ciągle tak jest, wmawiasz sobie, że stała się wielka krzywda, a tak naprawdę to jest drobnostka.. - mówię mu. Jego mina łagodnieje, a jedna brew podnosi się do góry.
- Co masz na myśli? - pyta o wiele ciszej niż kilka sekund temu.
- Przykład z Niall'em, otworzył drzwi uderzając mnie nimi, gdzie nic mi się nie stało, a ty go pobiłeś! Robisz z małej rzeczy wielką! - tłumaczę mu, nie panuję nad swoim głosem więc wyszło ,że na niego krzyczę. Znowu staję się zły i zaciska szczękę. Odchodzi ode mnie i staje przed telewizorem. Po chwili się odwraca ,a jego wzrok od razu napotyka mój.
- To nie znaczy ,że nie chce wiedzieć co ci zrobiła - mówię mu. Zapewne mam rację, z tego co słyszałam to Harry mieszkał na ulicy. Pewnie sam uciekł i zwalił wszystko na nią. Ale czy powinnam go teraz osądzać? Chłopak wzdycha głośno, tak jak to robił w barze opowiadając mi o swoim dzieciństwie, lecz to dopiero chyba część tego.
- Powiem ci w skrócie.. - zaczyna. Nie ważne jak, chce się tego dowiedzieć.
- Po tym jak mój ojciec został aresztowany musiałem zamieszkać z moją matką i siostrą. Kłóciliśmy się praktycznie codziennie, ona chodziła na jakieś imprezy, a ja zostawałem sam z Gemmą na całe noce. Kiedyś przyszła na pruta do chaty... - siada na kanapie i pociera rękoma swoją twarz. Opieram się o blat i czekam na dalszą część.
- Podszedłem do niej pytając czy wszystko w porządku, była jakaś druga w nocy.. nie pamiętam. Strzeliła mi z liścia i zagroziła ,że jeżeli teraz nie wyjdę z domu to mnie zabiję. Przez chwilę się tym nie przejmowałem ale w końcu wyciągnęła z szuflady jakiś pierdolony nóż i przyłożyła mi do gardła, lekko je rozcięła przy okazji.. - odwraca się bokiem na sofie i odkrywa cienką bliznę która znajduję się pod jego włosami. Zaśmiał się lekko do siebie i spojrzał znów na mnie.
- Wybiegłem z domu przy okazji zabierając jakieś ciuchy i portfel, kurwa... ja miałem wtedy szesnaście lat! - klepie się dłonią po czole.
- Następnego dnia wróciłem do domu i próbowałem się jakoś dostać ale nikogo tam nie było. Przenocowałem tydzień u mojego przyjaciela Liam'a i znowu spróbowałem ale w dalszym ciągu nikogo nie było. Poszliśmy z tym na policję, ale te chuje nic nie zdziałały. W końcu zamieszkałem u niego, pomagał mi we wszystkim. Po jakimś roku czasu nagle ją spotkałem na ulicy, tak po prostu.. - wstaję z kanapy i podchodzi do mnie na co się prostuję.
- Zaczęła na mnie wrzeszczeć, że przeze mnie ojciec siedzi w pace i żałuję ,że mnie urodziła. Wiedziała ,że mieszkam u Liam'a więc tym bardziej miała mnie w dupie. To było chore... - jego twarz staję się smutna, jakie on miał okropne dzieciństwo. Ciekawe czego jeszcze się dowiem.
- I nagle teraz, dopiero teraz Anastazjo... Od tamtego zasranego dnia widzę ją tutaj, w moim mieszkaniu - mówi i łapie za moje dłonie ściskając je lekko.
- Właśnie to się z nią wydarzyło, więc teraz mi przyznaj.. Jest suką, prawda? - pyta mnie, ale ja nie mam pojęcia co powiedzieć. Nie chce nazywać matki Harry'ego w tak wulgarny sposób natomiast zrobiła coś strasznego i z tym się zgodzę. Po prostu kiwam potakująco głową na jego pytanie i spoglądam na jego pęknięte kostki. Łapie za mój pod brudek i podnosi żebym na niego spojrzała, ma zaszklone oczy.
- Jesteś jedyną pozytywną osobą jaką spotkałem w życiu - uśmiecha się, a ja zaczynam chichotać. Jakim cudem pięć minut temu na siebie krzyczeliśmy, a teraz się śmiejemy? To jest dopiero chore.. jednak to mi się podoba najbardziej.
- Jednak uważam ,że trochę przesadziłeś.. - przyznaję, a on warczy głośno odwracając się ode mnie. - Cholera! Anastazja, daj już z tym spokój! Skończyłem ten temat... - mówi i widzę grymas na jego cudownej twarzy. Światło słoneczne za nim daje niesamowity efekt i w tamtym momencie coś mi się przypomniało. - O nie! - wykrzykuję i zabieram swoją torebkę z stolika szklanego który stoi przed kanapą. Biorę komórkę do ręki i widzę ,że jest już piętnasta, a w tym mam wiadomość od matki. 'Masz zamiar pojawić się dziś w domu?'. Odpisuję jej krótkim 'tak' i udaję się do drzwi wyjściowych. Zakładam swoje białe trampki na nogi. - Co ty robisz? - pyta podchodząc do mnie.
- Obiecałeś ,że mnie odwieziesz - przypominam mu, uśmiecham się do niego na co odwzajemnia gest. - Chyba zmieniłem zdanie - wyciąga swoje ręce do góry i się rozciąga. Dźgam go lekko palcem w brzuch na co odskakuje śmiejąc się.
- Chyba nie zmieniłeś - mówię pokazując mu język. To właśnie jesteśmy my, nie dojrzali licealiści.
- Co masz na myśli? - pyta o wiele ciszej niż kilka sekund temu.
- Przykład z Niall'em, otworzył drzwi uderzając mnie nimi, gdzie nic mi się nie stało, a ty go pobiłeś! Robisz z małej rzeczy wielką! - tłumaczę mu, nie panuję nad swoim głosem więc wyszło ,że na niego krzyczę. Znowu staję się zły i zaciska szczękę. Odchodzi ode mnie i staje przed telewizorem. Po chwili się odwraca ,a jego wzrok od razu napotyka mój.
- To nie znaczy ,że nie chce wiedzieć co ci zrobiła - mówię mu. Zapewne mam rację, z tego co słyszałam to Harry mieszkał na ulicy. Pewnie sam uciekł i zwalił wszystko na nią. Ale czy powinnam go teraz osądzać? Chłopak wzdycha głośno, tak jak to robił w barze opowiadając mi o swoim dzieciństwie, lecz to dopiero chyba część tego.
- Powiem ci w skrócie.. - zaczyna. Nie ważne jak, chce się tego dowiedzieć.
- Po tym jak mój ojciec został aresztowany musiałem zamieszkać z moją matką i siostrą. Kłóciliśmy się praktycznie codziennie, ona chodziła na jakieś imprezy, a ja zostawałem sam z Gemmą na całe noce. Kiedyś przyszła na pruta do chaty... - siada na kanapie i pociera rękoma swoją twarz. Opieram się o blat i czekam na dalszą część.
- Podszedłem do niej pytając czy wszystko w porządku, była jakaś druga w nocy.. nie pamiętam. Strzeliła mi z liścia i zagroziła ,że jeżeli teraz nie wyjdę z domu to mnie zabiję. Przez chwilę się tym nie przejmowałem ale w końcu wyciągnęła z szuflady jakiś pierdolony nóż i przyłożyła mi do gardła, lekko je rozcięła przy okazji.. - odwraca się bokiem na sofie i odkrywa cienką bliznę która znajduję się pod jego włosami. Zaśmiał się lekko do siebie i spojrzał znów na mnie.
- Wybiegłem z domu przy okazji zabierając jakieś ciuchy i portfel, kurwa... ja miałem wtedy szesnaście lat! - klepie się dłonią po czole.
- Następnego dnia wróciłem do domu i próbowałem się jakoś dostać ale nikogo tam nie było. Przenocowałem tydzień u mojego przyjaciela Liam'a i znowu spróbowałem ale w dalszym ciągu nikogo nie było. Poszliśmy z tym na policję, ale te chuje nic nie zdziałały. W końcu zamieszkałem u niego, pomagał mi we wszystkim. Po jakimś roku czasu nagle ją spotkałem na ulicy, tak po prostu.. - wstaję z kanapy i podchodzi do mnie na co się prostuję.
- Zaczęła na mnie wrzeszczeć, że przeze mnie ojciec siedzi w pace i żałuję ,że mnie urodziła. Wiedziała ,że mieszkam u Liam'a więc tym bardziej miała mnie w dupie. To było chore... - jego twarz staję się smutna, jakie on miał okropne dzieciństwo. Ciekawe czego jeszcze się dowiem.
- I nagle teraz, dopiero teraz Anastazjo... Od tamtego zasranego dnia widzę ją tutaj, w moim mieszkaniu - mówi i łapie za moje dłonie ściskając je lekko.
- Właśnie to się z nią wydarzyło, więc teraz mi przyznaj.. Jest suką, prawda? - pyta mnie, ale ja nie mam pojęcia co powiedzieć. Nie chce nazywać matki Harry'ego w tak wulgarny sposób natomiast zrobiła coś strasznego i z tym się zgodzę. Po prostu kiwam potakująco głową na jego pytanie i spoglądam na jego pęknięte kostki. Łapie za mój pod brudek i podnosi żebym na niego spojrzała, ma zaszklone oczy.
- Jesteś jedyną pozytywną osobą jaką spotkałem w życiu - uśmiecha się, a ja zaczynam chichotać. Jakim cudem pięć minut temu na siebie krzyczeliśmy, a teraz się śmiejemy? To jest dopiero chore.. jednak to mi się podoba najbardziej.
- Jednak uważam ,że trochę przesadziłeś.. - przyznaję, a on warczy głośno odwracając się ode mnie. - Cholera! Anastazja, daj już z tym spokój! Skończyłem ten temat... - mówi i widzę grymas na jego cudownej twarzy. Światło słoneczne za nim daje niesamowity efekt i w tamtym momencie coś mi się przypomniało. - O nie! - wykrzykuję i zabieram swoją torebkę z stolika szklanego który stoi przed kanapą. Biorę komórkę do ręki i widzę ,że jest już piętnasta, a w tym mam wiadomość od matki. 'Masz zamiar pojawić się dziś w domu?'. Odpisuję jej krótkim 'tak' i udaję się do drzwi wyjściowych. Zakładam swoje białe trampki na nogi. - Co ty robisz? - pyta podchodząc do mnie.
- Obiecałeś ,że mnie odwieziesz - przypominam mu, uśmiecham się do niego na co odwzajemnia gest. - Chyba zmieniłem zdanie - wyciąga swoje ręce do góry i się rozciąga. Dźgam go lekko palcem w brzuch na co odskakuje śmiejąc się.
- Chyba nie zmieniłeś - mówię pokazując mu język. To właśnie jesteśmy my, nie dojrzali licealiści.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz