ANASTAZJAPOV
- Gotowe! - wołam chłopaków z kuchni. Przygotowałam coś co mama z ciocią mi poradziły, nie wygląda źle, ale nie wiem jak będzie ze smakiem. Jeszcze czuję w sobie emocje które dostałam jak zobaczyłam Harry'ego przed domem. Jestem tym podekscytowana, a zarazem zła bo wyglądam okropnie jednak chyba nie zwrócił na to uwagi. Nakładam na ostatni talerz danie, a w tym momencie pierwszy chodzi Harry. Wciąga powietrze nosem i zamyka oczy.
- Ale pięknie pachnie - ma lekko pochyloną głowę do tyłu i nadal zamknięte powieki. Śmieję się po czym otwiera oczy i podchodzi z uśmiechem do mnie.
- Które moje? - pyta patrząc na trzy talerze. Wskazuję mu palcem na jego porcję, a on ją zabiera.
- Dan! - wołam kuzyna. Czekam jeszcze chwilę, a Harry szuka sztućców.
- On chyba nie ma zamiaru przyjść - mówię jakby do siebie i idę do góry po schodach. Stoję na korytarzu, a drzwi do pokoju gościnnego są uchylone, podchodzę do nich po cichu i wiem ,że nie powinnam ale zaglądam przez szparę do pokoju. Czuję jakby zapach dymu i widzę też chłopaka stojącego w otwartym oknie. Prostuję się i pukam w drzwi.
- Dan? - słyszę jak coś spada. - Co? - pyta wychylając się zza drzwi, wygląda na przestraszonego. - Zrobiłam... jedzenie, wołałam, ale nie przyszedłeś - mówię mu starając się spojrzeć za niego ale nic ciekawego nie dostrzegam oprócz leżących wszędzie ciuchów.
- A, sory, zaraz przyjdę - zamyka drzwi.
- Ale pięknie pachnie - ma lekko pochyloną głowę do tyłu i nadal zamknięte powieki. Śmieję się po czym otwiera oczy i podchodzi z uśmiechem do mnie.
- Które moje? - pyta patrząc na trzy talerze. Wskazuję mu palcem na jego porcję, a on ją zabiera.
- Dan! - wołam kuzyna. Czekam jeszcze chwilę, a Harry szuka sztućców.
- On chyba nie ma zamiaru przyjść - mówię jakby do siebie i idę do góry po schodach. Stoję na korytarzu, a drzwi do pokoju gościnnego są uchylone, podchodzę do nich po cichu i wiem ,że nie powinnam ale zaglądam przez szparę do pokoju. Czuję jakby zapach dymu i widzę też chłopaka stojącego w otwartym oknie. Prostuję się i pukam w drzwi.
- Dan? - słyszę jak coś spada. - Co? - pyta wychylając się zza drzwi, wygląda na przestraszonego. - Zrobiłam... jedzenie, wołałam, ale nie przyszedłeś - mówię mu starając się spojrzeć za niego ale nic ciekawego nie dostrzegam oprócz leżących wszędzie ciuchów.
- A, sory, zaraz przyjdę - zamyka drzwi.
***
Siedzimy w ciszy przy stolę we trójkę jedząc przygotowane przeze mnie danie. Kiedy Harry i ja kończymy słyszę otwieranie drzwi. Chłopak odsuwa się gwałtownie od stołu i patrzy w stronę korytarza, jakby gotowy nas obronić. Albo uciec. Dodaje moja podświadomość. Słyszę dwa głosy, i już wiem kto to. Moja matka i ciotka. Wchodzą do salonu z torbami i siatkami zapewne ciuchów, a Harry patrzy na nie nie wiedząc co zrobić, jakie to urocze.
- Cześć wam! Jesteśmy mega... - mówi siostra mojej mamy ale przerywa w połowię kiedy jej wzrok napotyka Harry'ego, jej mina jest bezcenna.
- Mega zmęczone, dzień dobry - dokańcza i wyciąga rękę do niego.
- O, dzień dobry - odwraca się na chwilę moja matka nie wzruszona jego osobą w naszym domu i zaczyna wyciągać zakupy.
- Co tu tak świetnie pachnie? - śmieje się ciocia.
- Anastazja ugotowała pyszne rzeczy - zachwyca się Dan, czuję jak się rumienię.
- W sumie to nic takiego, jakaś zupa, makaron i nie udana reszta z waszego przepisu - uśmiecham się. - Na pewno jest pyszne - mówi puszczając do mnie oczko i zanosi kilka siatek do kuchni. Zbieram talerze od chłopaków i czuję cały czas na sobie wzrok Harry'ego. Odstawiam je do zlewu, a kiedy mam zamiar wrócić do Harry'ego czuję jak ktoś łapię mnie za ramię.
- Od kiedy on tu jest? - pyta moja matka. Jestem trochę wystraszona, powiedziała to ostrym głosem jakby mi groziła.
- Uhm.. jakoś pół godziny temu przyszedł - odpowiadam drżącym lekko głosem na co mnie puszcza, a ja się wycofuje. Podchodzę do stołu przy którym siedzi tylko Dan, no nie.
- Gdzie jest Harry? - pytam kuzyna.
- Kto to? - pyta, żartuję sobie?
- Ten chłopak który tu przed chwilą był - podnoszę brew z zirytowania, mógłby się przynajmniej domyśleć ,że chodzi mi o niego, no bo o kogo innego?
- Wyszedł...
- Och - wydaję z siebie wydech wymawiając to po czym odchodzę.
- Na balkon, tam wyszedł - wskazuję palcem na otwarte drzwi na taras. Nie wiem dlaczego ale uśmiecham się z tego powodu i idę tam gdzie powinien być. Kiedy przechodzę przez uchylone szklane drzwiczki mój wzrok napotyka wysokiego bruneta, chyba rozmawia przez telefon. Postanawiam mu nie przeszkadzać i poczekać aż skończy rozmowę.
- Jaja se kurwa robisz? - wykrzykuję, a ja nie potrafię nie podsłuchać reszty.
- Ale.. ku.. - nie potrafi się chyba wysłowić. - Zaraz tam będę - oznajmia i wyłącza komórkę. Opiera się rękoma o metalową poręcz i mruczy coś pod nosem. Postanawiam do niego podejść, mam nadzieję ,że nie będę tego żałować.
- Harry? - szepczę, trochę za cicho ale mnie usłyszał bo się gwałtownie odwraca ,a jego wzrok gdyby mógł to by mnie zabił.
- Czy wszystko w porządku? - pytam stając obok niego.
- Tak, to znaczy nie, no nie do końca, po prostu - plącze się w słowach, pociera o swój kark i dokończa:
- Muszę iść - mówi szorstko i wychodzi. Zostawia mnie samą ,a ja znowu nie wiem czy zostać tutaj i dać mu odejść czy może jednak pobiec za nim i dopytywać się o co chodzi, wydaję mi się ,że by się zdenerwował gdybym to zrobiła ale jestem za głupia i postanawiam wybiec z tarasu za nim. Widzę go na korytarzu jak wkłada drugiego buta i otwiera drzwi.
- Harry! - krzyczę za nim. Odwraca się i stoi w otwartych drzwiach.
- Dzięki ,że przyszedłeś - że co? Patrzy jeszcze chwilę na mnie za nim coś powie.
- Dzięki za świetne jedzenie - odpowiada, uśmiecha się krzywo i wychodzi. Co to było? 'dzięki ,że przyszedłeś" ?! Jestem idiotką, miałam zamiar spytać się o co chodziło, albo... sama nie wiem, może tak jest lepiej? On ma swoje prywatne sprawy nie powinnam się w nich mieszać. Jestem zażenowana w tej chwili całą sytuacją, muszę się rozluźnić, nie mam pojęcia co teraz zrobić.
- Już wyszedł? - ktoś mnie pyta. Patrzę w stronę głosu i widzę Dan'a.
- Tak, przed chwilą - unoszę rękę wskazując na drzwi i zaraz ją opuszczam. Szkoda ,że poszedł, nawet się nie pożegnał, a co jeśli ma kłopoty? Pełno myśli krąży wokół mnie.
- Żyjesz? - widzę jak chłopak macha mi przed twarzą swoją ręką. Mrugam parę razy i potrząsam głową.
- Wszystko ok?
- Nie, tak... nie wiem - wzdycham, a moje ramiona opadają. - No dobra - podnosi brew w moją stronę i odchodzi jak zrobił to Harry. Stoję na korytarzu, aż w końcu nabieram sił żeby pójść do mojego pokoju. Kładę się na łóżku i zamykam oczy. Zanim zdążam się obejrzeć już jest po dwudziestej. Staram się nie myśleć o dzisiejszym dniu, myślę o tym jak pierwszy raz go poznałam, jak mnie zmienił... przynajmniej każdy tak twierdzi, ale czy to prawda? Czy ja się zmieniłam? Nadal jestem tą samą głupią licealistką która stara się mieć dobre stopnie i od czasu do czasu chce zaszaleć. Nie jestem jakimś chodzącym ideałem, nie mam nawet jakiejś świetnej talii; jestem szczupła, nie mam jakiś okrągłości lecz moje uda są moim zdaniem za grube. Po dłuższych nie dorzecznych rozmyśleniach nadchodzi zmrok, a z nim sen.
- Cześć wam! Jesteśmy mega... - mówi siostra mojej mamy ale przerywa w połowię kiedy jej wzrok napotyka Harry'ego, jej mina jest bezcenna.
- Mega zmęczone, dzień dobry - dokańcza i wyciąga rękę do niego.
- O, dzień dobry - odwraca się na chwilę moja matka nie wzruszona jego osobą w naszym domu i zaczyna wyciągać zakupy.
- Co tu tak świetnie pachnie? - śmieje się ciocia.
- Anastazja ugotowała pyszne rzeczy - zachwyca się Dan, czuję jak się rumienię.
- W sumie to nic takiego, jakaś zupa, makaron i nie udana reszta z waszego przepisu - uśmiecham się. - Na pewno jest pyszne - mówi puszczając do mnie oczko i zanosi kilka siatek do kuchni. Zbieram talerze od chłopaków i czuję cały czas na sobie wzrok Harry'ego. Odstawiam je do zlewu, a kiedy mam zamiar wrócić do Harry'ego czuję jak ktoś łapię mnie za ramię.
- Od kiedy on tu jest? - pyta moja matka. Jestem trochę wystraszona, powiedziała to ostrym głosem jakby mi groziła.
- Uhm.. jakoś pół godziny temu przyszedł - odpowiadam drżącym lekko głosem na co mnie puszcza, a ja się wycofuje. Podchodzę do stołu przy którym siedzi tylko Dan, no nie.
- Gdzie jest Harry? - pytam kuzyna.
- Kto to? - pyta, żartuję sobie?
- Ten chłopak który tu przed chwilą był - podnoszę brew z zirytowania, mógłby się przynajmniej domyśleć ,że chodzi mi o niego, no bo o kogo innego?
- Wyszedł...
- Och - wydaję z siebie wydech wymawiając to po czym odchodzę.
- Na balkon, tam wyszedł - wskazuję palcem na otwarte drzwi na taras. Nie wiem dlaczego ale uśmiecham się z tego powodu i idę tam gdzie powinien być. Kiedy przechodzę przez uchylone szklane drzwiczki mój wzrok napotyka wysokiego bruneta, chyba rozmawia przez telefon. Postanawiam mu nie przeszkadzać i poczekać aż skończy rozmowę.
- Jaja se kurwa robisz? - wykrzykuję, a ja nie potrafię nie podsłuchać reszty.
- Ale.. ku.. - nie potrafi się chyba wysłowić. - Zaraz tam będę - oznajmia i wyłącza komórkę. Opiera się rękoma o metalową poręcz i mruczy coś pod nosem. Postanawiam do niego podejść, mam nadzieję ,że nie będę tego żałować.
- Harry? - szepczę, trochę za cicho ale mnie usłyszał bo się gwałtownie odwraca ,a jego wzrok gdyby mógł to by mnie zabił.
- Czy wszystko w porządku? - pytam stając obok niego.
- Tak, to znaczy nie, no nie do końca, po prostu - plącze się w słowach, pociera o swój kark i dokończa:
- Muszę iść - mówi szorstko i wychodzi. Zostawia mnie samą ,a ja znowu nie wiem czy zostać tutaj i dać mu odejść czy może jednak pobiec za nim i dopytywać się o co chodzi, wydaję mi się ,że by się zdenerwował gdybym to zrobiła ale jestem za głupia i postanawiam wybiec z tarasu za nim. Widzę go na korytarzu jak wkłada drugiego buta i otwiera drzwi.
- Harry! - krzyczę za nim. Odwraca się i stoi w otwartych drzwiach.
- Dzięki ,że przyszedłeś - że co? Patrzy jeszcze chwilę na mnie za nim coś powie.
- Dzięki za świetne jedzenie - odpowiada, uśmiecha się krzywo i wychodzi. Co to było? 'dzięki ,że przyszedłeś" ?! Jestem idiotką, miałam zamiar spytać się o co chodziło, albo... sama nie wiem, może tak jest lepiej? On ma swoje prywatne sprawy nie powinnam się w nich mieszać. Jestem zażenowana w tej chwili całą sytuacją, muszę się rozluźnić, nie mam pojęcia co teraz zrobić.
- Już wyszedł? - ktoś mnie pyta. Patrzę w stronę głosu i widzę Dan'a.
- Tak, przed chwilą - unoszę rękę wskazując na drzwi i zaraz ją opuszczam. Szkoda ,że poszedł, nawet się nie pożegnał, a co jeśli ma kłopoty? Pełno myśli krąży wokół mnie.
- Żyjesz? - widzę jak chłopak macha mi przed twarzą swoją ręką. Mrugam parę razy i potrząsam głową.
- Wszystko ok?
- Nie, tak... nie wiem - wzdycham, a moje ramiona opadają. - No dobra - podnosi brew w moją stronę i odchodzi jak zrobił to Harry. Stoję na korytarzu, aż w końcu nabieram sił żeby pójść do mojego pokoju. Kładę się na łóżku i zamykam oczy. Zanim zdążam się obejrzeć już jest po dwudziestej. Staram się nie myśleć o dzisiejszym dniu, myślę o tym jak pierwszy raz go poznałam, jak mnie zmienił... przynajmniej każdy tak twierdzi, ale czy to prawda? Czy ja się zmieniłam? Nadal jestem tą samą głupią licealistką która stara się mieć dobre stopnie i od czasu do czasu chce zaszaleć. Nie jestem jakimś chodzącym ideałem, nie mam nawet jakiejś świetnej talii; jestem szczupła, nie mam jakiś okrągłości lecz moje uda są moim zdaniem za grube. Po dłuższych nie dorzecznych rozmyśleniach nadchodzi zmrok, a z nim sen.
***
- Dzień dobry - mówię mojej cioci. Stoi w kuchni z moją matką już ubrane, wyglądają tak samo w nowych ciuchach; jak siostry.
- Cześć Ana! - powiedziała trochę za głośno. Jest już siódma rano, a ja jestem nie wyspana i głowa mi pęka.
- Ubierz się - szepcze do mnie matka kiedy wlewam sobie sok do kubka, skinam w jej stronę lekko głową dopijając zawartość i idę się przebrać. Myślę nad wzięciem prysznica, moje włosy nie są tłuste, nie pachnę brzydko, chciałabym tylko rozluźnić moje mięśnie. Postanawiam z tego zrezygnować. Kiedy jestem już gotowa patrzę na zegarek i prawie dostaje zawału. Za dziesięć minut zaczynają mi się zajęcia ,a ja nawet nie jestem spakowana. Biorę torbę wkładam do niej kilka zeszytów i koszulkę na dzisiejsze wychowanie fizyczne. Zbiegam ze schodów, wchodzę do kuchni, a tam przygotowane jedzenie. To dla mnie? - Zrobiłam ci małe co nie co - uśmiecha się moja ciocia. Jaka ona kochana, czuję jak łzy kują mnie w oczy, a policzki parzą.
- Dziękuję, naprawdę - dziękuję jej na co się uśmiecha po czym wybiegam z domu. Smutno mi ,że matka nie pożegnała się ze mną, mamy między sobą teraz trudną relację. Mam cichą nadzieję ,że to się zmieni. Na moje szczęście kiedy wchodzę przez główne wejście do mojej szkoły rozbrzmiewa się dźwięk dzwonka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz